sobota, 20 maja 2017

Warszawskie Targi Książki 2017

W czwartek, na Stadionie Narodowym w Warszawie, rozpoczęło się święto, które łączy księgarzy, wydawców, pisarzy, blogerów, dziennikarzy, czytelników, słowem wszelkich miłośników literatury. Warszawskie Targi Książki będą trwały cztery dni, od 18 do 21 maja. Gościem honorowym tegorocznej, ósmej już edycji, są Niemcy. 

foto: archiwum własne

Już po raz trzeci udałam się na Targi oficjalnie jako blogerka (trzy lata temu korzystałam z zaproszenia). Pojawiłam się na Stadionie Narodowym w sobotę około 12.00 i praktycznie od razu mogłam wyruszyć na łowy. Nie ma bowiem, podobnie jak w zeszłym roku specjalnej rejestracji, która generowała niepotrzebne kolejki, blogerzy dostają wcześniej bilety za pośrednictwem poczty elektronicznej, co uważam za ogromne udogodnienie. Kolejna pozytywna zmiana, którą zauważyłam od razu to fakt, że w zasadzie na wszystkich odwiedzanych przeze mnie stoiskach dostępna jest opcja płatności kartą. W bufecie można zaś upolować pyszne sałatki, kanapki, owoce i kawę, a kolejki nie są przerażająco długie, więc nie grozi nam śmierć głodowa w pogoni za wielką literaturą. 

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne
foto: archiwum własne

Ja starałam się unikać tłumów, chociaż podczas tradycyjnego Dnia Reportażu jest to praktycznie niewykonalne, przechadzałam się nieśpiesznie pomiędzy stoiskami. Odwiedziłam między innymi Wydawnictwo IV Strona, Dom Wydawniczy Rebis, Wydawnictwo Znak, Wydawnictwo Czarne, Wydawnictwo Muza, stoisko Grupy Wydawniczej Foksal, Dowody na Istnienie, Książkowe Klimaty. Chociaż miałam ze sobą wizytówki specjalnie przygotowane na tę okazję nie mogłam się przemóc, żeby rozdawać je napotkanym wydawcom, czy autorom. Jednak nie jestem tak odważna, jak mi się wydawało. Widziałam wielu pisarzy, do których zwyczajnie nie miałam śmiałości podejść, ale Pani Kasi Bondzie po prostu musiałam powiedzieć chociaż skromne „dzień dobry”. Jak co roku przygotowałam listę książek, które zamierzałam zakupić (tylko 10 pozycji !!!!). Plan nie do końca się powiódł, gdyż zapomniałam swoich notatek z domu. W rezultacie z targów wróciłam z dziewięcioma książkami, w tym z pięcioma z listy. 

zdobycze targowe
foto: archiwum własne

Sobota, jak już wspominałam, jest rokrocznie na targach Dniem Reportażu, w sali LONDYN A odbywały się spotkania autorskie z tegorocznymi finalistami Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz rozmowy z nominowanymi tłumaczami. Natomiast w sali LONDYN C miało miejsce spotkanie wokół książki „Islam. Jedenasta plaga” Hege Storhaug, które miał prowadzić Piotr Ibrahim Kalwas. Tymczasem Pani Storhaug przygotowała prezentację, na podstawie której wygłosiła krótki wykład, mający na celu utwierdzenie słuchaczy w przekonaniu, że islam to totalitaryzm i źródło wszelkiego zła, należy przywrócić granice i kontrole w Europie etc., inaczej czeka nas zagłada. Na samym początku zaś norweska dziennikarka stwierdziła, że w Polsce bardzo się jej podoba, ponieważ jest „czysto” i to dobrze, że nie daliśmy się wciągnąć w problemy, które są udziałem innych europejskich krajów. Lekki dysonans poznawczy odczuwałam patrząc na zdjęcia Marsylii, w roku 2013 (podobnie jak autorka książki) odwiedziłam to piękne, portowe miasto i byłam zachwycona architekturą oraz ludźmi, blokowiska wybudowane przez Le Corbusiera również widziałam z bliska i nie, nie musiałam zakładać hidżabu. Słuchając wypowiedzi Hege Storhaug czułam się tak, jakbyśmy zwiedzały dwie, diametralnie różniące się metropolie. 

spotkanie z Hege Storhaug
foto: archiwum własne


Zaraz po tej prelekcji przeniosłam się do sali LONDYN A, żeby uczestniczyć w spotkaniu z Edem Vulliamym, które prowadziła Milłada Jędrysik. Ideologicznie to był zwrot o 180 stopni. Można było posłuchać ciepłego, otwartego człowieka, który wiele ryzykował w pogoni za poszukiwaniem prawdy i sprawiedliwości. Który bez zażenowania krytykował polski, węgierski, amerykański i brytyjski rząd za mowę nienawiści, stwarzanie sztucznych podziałów, populistyczne hasła. To była naprawdę ciekawa, błyskotliwa i wciągająca rozmowa. 

spotkanie z Edem Vulliamym
foto: archiwum własne


Pamiętajcie, że targi trwają tylko do 21.05!




foto: archiwum własne
Do zobaczenia za rok!

czwartek, 11 maja 2017

„Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej Johnson” Ewa Winnicka

„Pieniądze nie kupią szczęścia człowiekowi, który nie ma pojęcia, czego chce: pieniądze nie zapewnią mu systemu wartości, jeśli nie wie, co jest dla niego wartością, ani nie dostarczą mu celu, jeśli się nie zdecydował, ku czemu zmierzać. Pieniądze nie kupią inteligencji głupcowi, podziwu – tchórzowi, szacunku – nieudacznikowi. Człowiek usiłujący kupić mózgi tych, którzy go przewyższają, aby mu służyły, zastępując ocenę pieniędzmi, ostatecznie pada ofiarą gorszych od siebie. Ludzie inteligentni go opuszczają, ale oszuści zlatują się do niego, zwabieni zasadą, której nie odkrył: że nikt nie może być wart mniej niż jego pieniądze.” 
„Atlas zbuntowany” Ayn Rand 


foto: Wydawnictwo Znak



Ewa Winnicka, dziennikarka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, jest autorką znakomitych książek: „Londyńczycy”, „Angole” oraz „Nowy Jork zbuntowany”. Czytelnicy mogli również zapoznać się z tekstami autorki sięgając po „Politykę”, „Tygodnik Powszechny” czy „Duży Format”. Reporterka została dwukrotnie uhonorowana nagrodą Grand Press za teksty o tematyce społecznej, jest również laureatką Okularów Równości, a w 2015 roku otrzymała Nagrodę Literacką Gryfia. Dodatkowo warto nadmienić, że to właśnie Ewa Winnicka „odkryła” dla literatury faktu mieszkającą na co dzień w Belfaście Aleksandrę Łojek, autorkę książki „Belfast. 99 ścian pokoju”. 

„Milionerka” to opowieść o losach jednej z najbogatszych kobiet na świecie, filantropce, koneserce i kolekcjonerce sztuki- Barbarze Piaseckiej Johnson. Ewa Winnicka tworzy ze wspomnień pracowników, znajomych, służących Państwa Johnsonów oraz akt głośnego procesu spadkowego interesujący kolaż. 

Barbara Piasecka urodziła się w 1937 roku w Staniewiczach, w rodzinie rolników. Nie miała łatwego dzieciństwa, w domu brakowało pieniędzy i podstawowych dóbr. Gdy była małą dziewczynką znalazła się w samym środku wojennej zawieruchy, rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania. Popłoch, strach, niepewność jutra to uczucia, z którymi musiała się zmagać Barbara Piasecka od najmłodszych lat. Choć na świadectwie dojrzałości, a potem na studiach oceny ma przeciętne to od momentu rozpoczęcia nauki na Wydziale Historii Sztuki (kolejno studiowała rolnictwo, potem filozofię, zdawała również bez powodzenia na biologię) następuje przemiana. Recenzenci chwalą pracę magisterską Piaseckiej, mówią o jej ambicji i dobrej orientacji w sztuce europejskiej. Zresztą podobno to właśnie owa znajomość sztuki połączyła Państwo Johnsonów i Barbarę wywindowała od pozycji pokojówki do kuratorki kolekcji sztuki pana domu. 

Powtarzana często anegdotka mówi, że gdy Seward Johnson zachwycał się świeżo nabytym obrazem, Piasecka poczyniła uwagę, że jest on dziełem ucznia, a nie mistrza, któremu owo płótno było przypisywane. Udowodniła swoją rację za pomocą datowania obrazu i wskazała na fakt, że przyszły małżonek słono przepłacił za dzieło. Taki był początek romansu Barbary Piaseckiej i starszego o przeszło czterdzieści lat Johnsona. I naprawdę chciałabym wierzyć w tę romantyczną opowieść, ale… 

Syn miliardera, Seward Junior utrzymuje, że ojciec, zanim poznał Piasecką, niespecjalnie interesował się sztuką. „Rysunek krowy na drzwiach stodoły- z tym miał do czynienia.” Potem, w jesieni jego życia pod wpływem Barbary zaszła w Sewardzie diametralna przemiana, zaczął kupować dużo, drogo i z rozmachem- Mondriana, Cézanne’a, Picassa. Każdy kaprys Barbary był zaspokajany. Miłość, zaślepienie? Czy ktoś taki jak Seward Johnson mógł prawdziwie kochać? (o tym, co przeżył w młodości, a co wiele mówi o jego późniejszych zachowaniach, Czytelnik dowie się podczas lektury "Milionerki"). Wreszcie czy Barbara rzeczywiście kochała męża czy jednak jej uczucia były wprost proporcjonalne do osiąganych korzyści majątkowych? W końcu to ona powiedziała, że „jeśli wróci, to tylko Rolls- royce’em”, gdy opuszczała kraj, w 1967 roku. 

W „Milionerce” Ewa Winnicka przytacza wypowiedzi osób, którym Piasecka udzieliła pomocy, nie tylko finansowej. Jej pracownicy w większości mówią o niej jak o sprawiedliwej, lecz chimerycznej szefowej. Charakterystyczne były jej wybuchy gniewu, ataki furii nie trwały jednak długo. Była perfekcjonistką, podczas budowy posiadłości Jasna Polana wielokrotnie kazała burzyć ściany i tworzyć je od nowa, bo nie odpowiadał jej uzyskany odcień marmuru. Inny wizerunek filantropki wyłania się z wypowiedzi tych, którym Piasecka nie udzieliła pomocy lub od których się odwróciła z sobie tylko wiadomych przyczyn. Wskazywane jest jej chłopskie pochodzenie, awans społeczny z pokojówki do roli wielkiej pani, który nie wyplenił jednak całkowicie pewnej naturalności, przaśności wręcz. Dzieci i wnuki Johnsona, które podjęły walkę o spadek naturalnie określają macochę jako „koszmar, w który wpędził rodzinę Seward”. Jaka była naprawdę? Dlaczego wszyscy pamiętają skandale, a niewielu wie o jej dobrych uczynkach? Stypendiach, które fundowała, wystawach dzieł sztuki, które organizowała albo specjalnych ośrodkach dla dzieci z autyzmem. Lepiej zapewne wypominać te nieudane próby, jak ratowanie Stoczni Gdańskiej czy Biblioteki Polskiej w Paryżu. 

Lektura „Milionerki” nie zmieniła zanadto mojego postrzegania Barbary Piaseckiej, natomiast na pewno pod koniec czytania książki zaczęłam jej współczuć - destrukcyjnych ludzi otaczających ją zewsząd, tego zagubienia i samotności, i majątku, pieniędzy, którymi chcieli z zupełnie niewiadomych przyczyn dysponować wszyscy wokół, a ona tkwiła w tym bagnie, wiecznie niedoceniona. Lepiej nie mieć za dużo...Polecam uwadze reportaż Ewy Winnickiej. 
Jedyna moja uwaga jest taka, że w Monako panują Grimaldi, a nie Garimaldi (błąd na stronie 309). 

„Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej Johnson” Ewa Winnicka 
data wydania: 27 marca 2017 
ISBN: 9788324041015 
liczba stron: 384

piątek, 28 kwietnia 2017

„Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki” Wolfgang Bauer

„Terroryzm umożliwia dyscyplinarne interwencje tam, gdzie nadmiar demokracji utrudnia rządzenie.” 
„Semiologia życia codziennego” Umberto Eco 

foto: Wydawnictwo Czarne


Wolfgang Bauer jest niemieckim dziennikarzem, korespondentem wojennym i reporterem „Die Zeit”. Polscy czytelnicy zapewne pamiętają książkę autora, „Przez morze. Z Syryjczykami do Europy”, wydaną w zeszłym roku przez Wydawnictwo Czarne, wzbogaconą o wspaniałe fotografie Stanislava Krupara (więcej na temat tej lektury znajduje się w moim wpisie na blogu – tu). 

W reportażu „Porwane” Wolfgang Bauer opisuje powstanie, działalność i niebezpieczeństwa związane z jedną z najbardziej tajemniczych i krwawych sekt, operującą głównie na terenie Nigerii i państw sąsiednich, organizacją terrorystyczną, nazywaną „Boko Haram”. Punktem wyjścia tej opowieści reporterskiej są wydarzenia z nocy z 14 na 15 kwietnia 2014 roku, kiedy to z internatu w mieście Chibok bojownicy „Boko Haram” uprowadzili dwieście siedemdziesiąt sześć dziewcząt (do tej pory większość z nich nie wróciła do domu). 

Cały świat nagle zwrócił swe oczy ku Nigerii i jej problemom, a informacje o sekcie, jej brutalnych metodach działania, ideologii i postulatach politycznych znalazły się na pierwszych stronach gazet. Sławne osobistości publikowały zdjęcia opatrzone hasztagiem #bringbackourgirls. Pojawiały się głosy o potrzebie międzynarodowej interwencji zbrojnej na terenie Nigerii, organizowano szczyty celem ratowania dziewcząt. Parlament Europejski wydał między innymi rezolucję z dnia 17 lipca 2014 roku w sprawie Nigerii, dotyczącą zamachów dokonywanych przez „Boko Haram”, a wcześniej rezolucję dotyczącą sytuacji w Nigerii organ ten wydał 15 marca 2012 roku. 

Szok nie trwał jednak zbyt długo, wkrótce sytuacja na północnym wschodzie Nigerii przestała wzbudzać aż takie emocje. Problem pozostał nierozwiązany. Wtedy to o los zapomnianych dziewcząt upomniał się Wolfgang Bauer. Autor w towarzystwie fotografa i tłumacza przeprowadził wywiady z ponad sześćdziesięcioma dziewczętami i kobietami, którym udało się uciec z niewoli „Boko Haram”. Te relacje, spisywane często zaledwie kilka dni po odzyskaniu wolności przez rozmówczynie, rzucają nieco światła na zbrodnie „Boko Haram”, brutalność jej członków, mówią o życiu wewnętrznym tej organizacji. Jednak najważniejsze pytania takie jak sposób zarządzania sektą, źródła finansowania, sposób podejmowania decyzji, nadal pozostają bez odpowiedzi. 

Nazwa „Boko Haram” wywodzi się z języka hausa, to tradycyjne narzędzie międzyetnicznego porozumiewania się w Nigerii. „Boko” to wersja angielskiego słowa „book”, „haram” zaś oznacza w języku arabskim „zakazany”. Można zatem tę nazwę przetłumaczyć jako „książki są zakazane”, „zachodnia edukacja jest zakazana” albo ogólniej „zepsuta kultura Zachodu jest zakazana”, choć to również będzie pewne uproszczenie, bowiem „Boko Haram” neguje całość europejskiego dziedzictwa kulturowego zaszczepionego Nigerii przez brytyjskich kolonizatorów. Wiemy na pewno, że strukturę i ideologię sekta zyskała w 2002 roku, wtedy to pozycję lidera organizacji objął Ustaz Mohammed Yusuf (ważna postacią jest także Abubakr Shekau). 

„Boko Haram” żąda utworzenia kalifatu, gdzie obowiązującym prawem stanie się szariat. Przedstawiciele świata zachodniego mają zostać wydaleni z kraju, a wszelkie wytwory zachodniej cywilizacji zniszczone. Wrogami organizacji nie są jedynie „niewierni” i obcokrajowcy, ale także przedstawiciele skorumpowanego rządu, wymiaru sprawiedliwości czy administracji. Zakazane mają być europejskie stroje, tytoń, alkohol, muzyka, filmy oraz dominacja u władzy przedstawicieli południowych plemion. Tutaj polityka rzeczywiście odgrywa, oprócz religii bardzo istotną rolę. Rząd Nigerii dolewał jeszcze oliwy do ognia, gdyż łamał zasadę rotacyjności prezydentury. Według tego zwyczaju po chrześcijańskim prezydencie wywodzącym się z południa kraju, władzę powinien objąć muzułmanin z północy. Tymczasem długi czas sprawował władzę prezydent Goodluck Jonathan (południe), który objął stanowisko po poprzedniku Umarze Musa Yar’Adudzie (panował zaledwie trzy lata, ze względu na chorobę opuścił kraj), wywodzącym się z tej samej partii politycznej PDP (Ludowa Partia Demokratyczna), a wcześniej przez dwie kadencje władzę sprawował Oluseguna Obasanjo (południe). Od 29 maja 2015 roku prezydentem jest Muhammadu Buhari. 

„Boko Haram” prawdopodobnie dąży do wskrzeszenia imperium Kanem- Borno. Było to państwo, które obejmowało swoim terytorium dzisiejszy Czad, Niger, Kamerun i Nigerię, istniało między VII a XIX wiekiem. Co ciekawe, obszar działalności sekty pokrywa się częściowo z mapą sułtanatu sprzed stuleci. Istnieją doniesienia, że w 2015 roku liczba członków „Boko Haram” przekroczyła trzydzieści tysięcy i stale rośnie. Organizacja odnosi sukcesy nie tylko za sprawą terroru. Nigeria jest krajem o ogromnym rozwarstwieniu ekonomicznym. Bieda, brak perspektyw, brak szans na awans społeczny czy ekonomiczny popycha, zwłaszcza ludzi młodych, do szukania „sprawiedliwości” w łonie sekty. 

„Boko Haram” finansowana jest poprzez datki sympatyków, być może także organizacji terrorystycznych spoza Afryki. Źródłem pieniędzy organizacji są również dobra zagrabione podczas napadów na wsie i miasta, okupy płacone za porwanych cudzoziemców oraz handel żywym towarem, głównie porwanymi kobietami. 

Książka „Porwane” jest zapisem relacji kobiet, ich cierpienia. Bojownicy nie tylko uprowadzili dziewczęta, kobiety, ale również wielokrotnie bili, wykorzystywali seksualnie, zmusili do przejścia na islam i ożenku wbrew ich woli. Wiele z nich, po odzyskaniu wolności, musi zmierzyć się z kolejnym problemem – niechcianą ciążą. Choć Wolfgang Bauer starał się wyłuskać wiele informacji z relacji porwanych, to często trauma kobiet jest tak wielka, że nie są w stanie przypomnieć sobie szczegółów uprowadzenia i niewoli. Część z nich przetrzymywana była w zamknięciu, bez kontaktów ze światem zewnętrznym. Inne wprawdzie mogły przebywać na odkrytym terenie, ale w głębi dzikiego, nieokiełznanego lasu, na bagnach Sambisy, skąd ucieczka była niemożliwa. 

Reportaż Wolfganga Bauera jest świadectwem odwagi kobiet, ich siły i determinacji. Jednocześnie przedstawia słabość i obojętność Zachodu w obliczu terroru, który tylko w teorii nie stanowi zagrożenia dla Europy. Kto nam zagwarantuje, że jakiś „samotny wilk” z „Boko Haram” czuły na ideologię Państwa Islamskiego nie zaatakuje w którejś z europejskich stolic? To nie jest tylko problem Nigerii i państw ościennych. Nigeryjskie władze pomimo swej brutalnej odpowiedzi na działania „Boko Haram” nadal nie potrafią znaleźć wyjścia z sytuacji, a przemoc wobec cywili narasta po obu stronach konfliktu. Doskonałym uzupełnieniem książki są przepiękne czarno-białe fotografie autorstwa Andy’ego Spyra. Polecam. Dodatkowo zachęcam do przeczytania tekstu, który dla Biura Analiz Sejmowych przygotował dr Błażej Popławski, zatytułowanego „Boko Haram- ideologia i działalność”. 

„Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki” Wolfgang Bauer 
tłumaczenie: Elżbieta Kalinowska 
zdjęcia: Andy Spyra 
tytuł oryginału: Die geraubten Mӓdchen: Boko Haram und der Terror im Herzen Afrikas 
data wydania: 22 marca 2017 
ISBN: 9788380494640 
liczba stron: 208

czwartek, 27 kwietnia 2017

Przeczytane w 2017 roku :)

1. „Opowieść o miłości i mroku” Amos Oz
2. „Zima w Lizbonie” Antonio Muñoz Molina
3. „Podróż po Ameryce” Oriana Fallaci
4. „Śmierć w rzece Kura i inne zagadki kryminalne” Włodzimierz Spasowicz
5. „Zwierzęta nocy” Austin Wright
6. „Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee” Chloe Hooper
7. „Kwietniowa czarownica” Majgull Axelsson
8. „Irańska historia miłosna. Ocenzurowano” Shahriar Mandanipour
9. „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie dzieci z in vitro” Karolina Domagalska
10. „Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół” Jonas Jonasson
11. „Co się zdarzyło na ulicy Szafranowej?” Gamal al-Ghitani
12. „Gra w kości Einsteina i kot Schrödingera” Paul Halpern
13. „Piłat i Jezus” Giorgio Agamben
14. „Książka o czytaniu” Justyna Sobolewska
15. „Mniej niż nic” Elizabeth Kim
16. „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki
17. „Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome K. Jerome
18. „Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki” Wolfgang Bauer
19. „Wszystkie dzieci Louisa” Kamil Bałuk
20. „Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii” Janine di Giovanni
21. „Milionerka. Zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson” Ewa Winnicka
22. „Odgłosy rosnących bananów” Ece Temelkuran
23. „Księga herbaty” Kakuzō Okakura
24. „Ludzie z Placu Słońca” Aleksandra Lipczak
25. „Jazz” Toni Morrison
26. „Całe życie” Robert Seethaler
27. „Cisza” Erling Kagge
28. „Koniec samotności” Benedict Wells
29. „Tydzień w Korei Północnej” Christian Eisert
30. „Sznurówki" Domenico Starnone
31. „Plaża za szafą. Polska kryminalna” Marcin Kącki
32. „Turcja. Obłęd i melancholia” Ece Temelkuran
33. „Oskarżenie. Opowieści totalitarne” Bandi
34. „Zwierzenia jeżozwierza” Alain Mabanckou
35. „Dziecko piasku” Tahar Ben Jelloun
36. „Terremoto” Jarosław Mikołajewski
37. „Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza” Cezary Łazarewicz
38. „Człowiek z Wysokiego Zamku” Philip K. Dick
39. „Święta noc” Tahar Ben Jelloun
40. „Krwawa Luna” Patrycja Bukalska
41. „Zapisane w wodzie” Paula Hawkins
42. „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie” Katarzyna Tubylewicz
43. „Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy” Paweł Reszka
44. „Żałując macierzyństwa” Orna Donath
45. „Nocne czuwanie” Sarah Moss
46. „Poza mapą” Alastair Bonnett
47. „Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego” Samir
48. „Zadry” Dominik Rutkowski
49. „Te chwile” Herbjørg Wassmo
50. „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” Cezary Łazarewicz
51. „Śpiąca królewna z Tysiąca i jednej nocy” Tahar Ben Jelloun
52. „O mojej matce” Tahar Ben Jelloun
53. „Był sobie chłopczyk” Ewa Winnicka
54. „Pape Satan aleppe” Umberto Eco
55. „Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie” Zofia Zaleska
56. „Człowiek w przystępnej cenie” Urszula Jabłońska
57. „Nie hańbi” Olga Gitkiewicz
58. „O bibliotece” Umberto Eco
59. „Zabite” Jorge Ibargüengoitia
60. „Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy” Salman Rushdie
61. „Elegancki morderca” Cezary Łazarewicz
62. „Dół” Pyun Hye-Young
63. „Kolos” Finn Alnæs

piątek, 21 kwietnia 2017

„Wszystkie dzieci Louisa” Kamil Bałuk

„Człowiek mógłby żyć samotnie przez całe życie. Ale, chociaż sam mógłby wykopać swój grób, musi mieć kogoś, kto go pochowa.” 
James Joyce 

foto: Dowody na Istnienie




Kamil Bałuk jest absolwentem filologii niderlandzkiej, socjologii i dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, ukończył ponadto Polską Szkołę Reportażu. Czytelnicy mogli zapoznać się z jego twórczością sięgając po „Przekrój”, „Duży Format” oraz antologie „Grzech jest kobietą” i “Tutaj drzwi trzeba otwierać powoli”. Dziennikarz jest także laureatem V edycji Stypendium im. Ryszarda Kapuścińskiego, które otrzymał na napisanie zbioru reportaży o współczesnej Holandii. „Wszystkie dzieci Louisa” to pierwsza książka autora. 

Reportaż „Wszystkie dzieci Louisa” Kamila Bałuka zgłębia problemy etyczne, moralne, prawne i egzystencjalne dotyczące metody wspomagania rozrodu, zwanej inseminacją. W książce opisany jest jeden z wariantów tej metody leczenia niepłodności, zapłodnienie nasieniem dawcy tzw. AID, ang. Artificial Donor Insemination. Do napisania omawianego reportażu zainspirował dziennikarza artykuł, który ukazał się w holenderskiej prasie. Jedna z klinik, Centrum Medyczne Bijdorp, mieszcząca się w Barendrechcie dopuściła się oszustwa na wielką skalę. Fałszowano paszporty dawców nasienia, dopuszczano możliwość mieszania próbek spermy pochodzących od różnych mężczyzn, panował chaos w dokumentacji medycznej poszczególnych przypadków inseminacji. Okazało się, że biologicznym ojcem najprawdopodobniej dwusetki dzieci jest jeden mężczyzna, tytułowy Louis. 

W reportażu „Wszystkie dzieci Louisa” ta fascynująca historia przedstawiona jest z szerokiej perspektywy. Autor dociera zarówno do dzieci, które narodziły się w wyniku inseminacji, jak i ich rodziców, dawcy oraz lekarza, założyciela kliniki Bijdorp, Jana Karbaata. Istotny jest tu także sposób opowiadania jaki przyjął Kamil Bałuk, konstrukcja książki. Motywacje, intencje bohaterów odkrywamy stopniowo, stąd też łatwo możemy wpaść w pułapkę oceniania, kategoryzowania, szukania winnych w niewłaściwym miejscu, przed czym przestrzegam czytelników in spe. 

Wszystkie drogi nie prowadzą, przynajmniej w przypadku tego reportażu, do Rzymu, a do Surinamu. Była kolonia, niegdyś zwana Gujaną Holenderską leży w północno-wschodniej części Ameryki Południowej, nad Oceanem Atlantyckim. Niewielki kraj graniczy z Gujaną, Brazylią, Gujaną Francuską. Co wspólnego mają ze sobą holenderskie dzieci, dawca będący w połowie potomkiem surinamskich niewolników oraz szanowany lekarz, były dyrektor jednego z rotterdamskich szpitali, właściciel banku spermy, doktor Jan Karbaat i Surinam? Jaką rolę w całej historii odegrała egzotyczna kraina, w której jedyną regułą jest brak reguł? Tego czytelnik dowie się podczas lektury znakomitego debiutu Kamila Bałuka. 

Tym, którzy przeczytawszy będą mieli niedosyt historii Louisa i jego "dzieci" polecam zapisanie się do newslettera: http://www.kamilbaluk.pl/ciagdalszy.html.
Ta opowieść wciąż trwa, jeden z jej bohaterów, Bjorn, dalej szuka braci i sióstr…

Bardzo dziękuję wydawnictwu Dowody na Istnienie za możliwość zapoznania się z debiutancką książką Kamila Bałuka. 

„Wszystkie dzieci Louisa” Kamil Bałuk 
data wydania: 21 kwietnia 2017 
ISBN: 9788394725426 
liczba stron: 305

piątek, 14 kwietnia 2017

„Piłat i Jezus” Giorgio Agamben

„Każda prawda jest wyłącznie prawdą tego, kto ją wypowiada.” 
„Ewangelia według Piłata” Éric-Emmanuel Schmitt 

„Cóż to jest prawda?” 
 J 18, 38 

foto: Wydawnictwo Znak




Włoski filozof, heideggerysta, Giorgio Agamben, autor takich prac jak „Profanacje”, „Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie”, „Stan wyjątkowy” czy „Co zostaje z Auschwitz. Archiwum i świadek” w swoim eseju „Piłat i Jezus” opisuje jedno z najważniejszych spotkań w dziejach chrześcijaństwa, sześciogodzinne przesłuchanie, jakiemu został poddany Jezus przed wydaniem go żądnemu krwi tłumowi. 

Poncjusz Piłat, prefekt Judei, jest postacią niejednoznaczną, przez co niezwykle fascynującą. Wprawdzie został opisany dosyć szczegółowo przez Ewangelistów, niemniej jednak Agamben analizując jego postać stawia całkiem nowe pytania i podaje w wątpliwość skrajnie negatywny wizerunek Piłata. Włoski filozof przedstawia zarówno „czarną”, jak i „białą” legendę prefekta. 

Kim naprawdę był Piłat? Dlaczego jego imię pojawiło się w Credo dopiero po soborze konstantynopolitańskim, w 381 roku? Czy tylko po to, aby umiejscowić historycznie ukrzyżowanie? Ewangeliści opisują go, jako człowieka niewierzącego, przedstawiają jego ciągłe zmiany zdania, wahanie, przytaczają enigmatyczne wypowiedzi. Prefekt miał świadomość, że oto stoi przed nim niewinny człowiek. Wiedział też, że sprzeciwienie się woli Sanhedrynu spowoduje jego odsunięcie od władzy, od której był uzależniony (jak każdy, kto choć raz posmakuje jej uroków). Może kalkulował, próbował zadowolić obie strony. Myślał, że wystarczy kara chłosty, a wtedy Żydzi odstąpią od zamiaru ukrzyżowania Sprawiedliwego. Agamben oprócz testów Ewangelistów sięga także po apokryfy Nowego Testamentu, głównie Ewangelię Nikodema, która bardzo szczegółowo przedstawia proces Jezusa. Poncjusz Piłat wyłaniający się z opisu Nikodema to zupełnie inna postać niż ta, którą znamy z ewangelii synoptycznych. Zdecydowanie staje po stronie Jezusa, dużą rolę odgrywa tu religijność jego małżonki, Klaudii Prokuli (26 października Kościół grecki obchodzi święto Prokli). 

Kolejne teksty hołdujące „białej” legendzie Piłata to Listy do Tyberiusza i Paradosis Pilati. Wynika z nich, że nie tylko Prokula była świadoma boskości Jezusa, ale również sam Piłat był gorliwym chrześcijaninem, z jednej strony przymuszony by wydać Chrystusa, z drugiej nie omieszkał wysłać do Tyberiusza listu, w którym opisuje cud Zmartwychwstania. Najpełniej nawrócenie Poncjusza Piłata przedstawia w swej ewangelii Gamaliel, zachowała się jej wersja etiopska. Stąd też Kościół obrządku etiopskiego uważa Piłata za świętego. 

Gdy sięgniemy z kolei po źródła pozabiblijne, takie jak „Poselstwo do Gajusza” czy „Śmierć Piłata, który skazał Chrystusa” otrzymujemy całkiem inny obraz prefekta Judei. Jawi się on, jako człowiek zawistny, małostkowy, mściwy i tchórzliwy, a ponadto zuchwały i uparty. Wydaje Jezusa Żydom, ponieważ kieruje nim zawiść. Woluzjanus, wysłannik Tyberiusza, wywołuje w Piłacie lęk, gdyż uświadamia mu poniewczasie, że ukrzyżowanie Mesjasza przypieczętowało jego własny los. 

Proces Jezusa ma wymiar nie tylko ludzki, ale też boski. Zachodzi w określonym czasie, ale jednocześnie trwa wiecznie. Ten paradoks zmusza do refleksji, nadaje temu wydarzeniu niezwykłą symbolikę. Czy człowiek jest w stanie osądzić Absolut, czy ma do tego prawo, skoro Królestwo Jezusa nie pochodzi z tego świata? Dlaczego Agamben tak usilnie próbuje wpisać sąd nad Chrystusem w ramy prawa rzymskiego? To, co zaszło między Piłatem a Jezusem nie ma precedensu. Z jednej strony mamy do czynienia z koniecznością dziejową, Syn Boży musiał zostać ukrzyżowany, a wcześniej zdradzony by zbawić ludzkość. Z drugiej strony niewinny człowiek stracił życie osądzony i skazany bez wydania wyroku, co dowodzi, że zbawienie nie jest sprawiedliwe, a działania Poncjusza Piłata noszą znamiona bezprawia albo też, jak pisze Agamben, „ziemski sąd nie jest tożsamy ze świadectwem prawdy”. 

Bardzo serdecznie polecam wszystkim, nie tylko osobom wierzącym, tekst „Piłata i Jezusa” Giorgia Agambena. Pamiętajcie proszę o tym, żeby interpretując ten esej nie traktować Ewangelii, jako dokumentów historycznych. Są to przede wszystkim teksty o wymiarze teologicznym, napisane przez twórców, a nie historyków. Stąd też niekiedy stoją w sprzeczności z innymi świadectwami, chociażby Porfiriusza (notabene zagorzałego przeciwnika chrześcijaństwa). Dopiero zebrawszy teksty biblijne, apokryficzne i inne możemy próbować zbliżyć się do prawdy, choć naturalnie nigdy jej nie poznamy. Należy także zwrócić uwagę na bardzo śmiałe porównanie procesu Jezusa z historią Józefa K. z „Procesu” Franza Kafki. W obu przypadkach mamy do czynienia z pozorem procesu, który nie kończy się wyrokiem skazującym, a egzekucją. 

Oprócz eseju czytelnik znajdzie w tej krótkiej lekturze posłowie autorstwa Mateusza Burzyka i Mikołaja Ratajczaka. Warto także sięgnąć po marcowy numer miesięcznika „Znak”, w którym spotkanie Piłata i Jezusa było tematem miesiąca, poświęcono mu kilka niezwykle interesujących tekstów. Uzupełniają one znakomicie esej Agambena. 

„Piłat i Jezus” Giorgio Agamben 
tłumaczenie: Monika Surma-Gawłowska, Andrzej Zawadzki 
tytuł oryginału: Pilato e Gesu 
data wydania: 27 lutego 2017 
ISBN: 9788324043910 
liczba stron: 112

środa, 12 kwietnia 2017

„Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome K. Jerome

„Stale odnoszę wrażenie, iż robię więcej niż powinienem. Nie znaczy to, że mam wstręt do pracy-proszę dobrze mnie zrozumieć. Lubię pracować, a nawet palę się do roboty. Praca tak mnie urzeka, że mogę całymi godzinami siedzieć i patrzeć na nią.” 
„Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome K. Jerome 


foto: Vesper



„Trzech panów w łódce nie licząc psa” autorstwa Jerome K. Jerome’a to klasyczna powieść humorystyczna, powstała w 1888 roku. Książka pierwotnie miała stanowić przewodnik zachwalający atrakcje turystyczne zlokalizowane wzdłuż brzegów Tamizy. Autor uzupełnił żartobliwe opisy historycznych miejsc anegdotkami dotyczącymi swojego życia i licznymi dygresjami. Bohaterowie (za wyjątkiem nieistniejącego psa) wzorowani są na autentycznych postaciach. 

Powieść Jerome K. Jerome’a była czwartą tegoroczną lekturą, którą postanowiłyśmy omówić w ramach Domowego Klubu Książki u Natalii, z Kroniki Kota Nakręcacza. Cieszyłyśmy się, że zgodnie ze złożoną sobie uprzednio obietnicą tym razem sięgniemy po klasykę. Jeszcze zanim rozpoczęłyśmy lekturę wielu znajomych komentowało, że dokonałyśmy świetnego wyboru, będziemy się dobrze przy niej bawić czy wręcz uśmiejemy się do łez. Niestety nic takiego nie nastąpiło. 

Powieść opowiada o wycieczce trzech, średnio rozgarniętych, a wręcz flegmatycznych i ciapowatych mężczyzn łodzią po Tamizie oraz o przygotowaniach do tejże wyprawy. Znaleźć w niej można wiele ciekawych informacji na temat ówczesnych fascynacji i mód, tak dotyczących wycieczek rzecznych, jak i ubioru czy nonszalanckiego stosunku do pracy (podobno typowo wiktoriańskiego, vide cytat wstępny). O ile początkowe fragmenty, czyli wyznania hipochondryków i nierobów rzeczywiście mogą śmieszyć, to już naśmiewanie się ze zwłok topielicy może jedynie wywołać zażenowanie i niestrawność. Plusem jest natomiast opisywanie, często z przymrużeniem oka, miejsc historycznych. 

Panowie spotykają na swojej drodze wiele przeszkód, chociażby statki parowe, którym nieustannie i nie bez złośliwości blokują drogę. Sama wyprawa kończy się zaś porzuceniem łódki i powrotem do Londynu pociągiem (niestety deszcz nie jest sprzymierzeńcem amatorów rzecznej żeglugi). 

Nie czuję się w żaden sposób ubogacona tą lekturą (możecie to zrzucić na karb mojego braku poczucia humoru). Owszem, zaśmiałam się parę razy, ale to chyba jednak za mało, jak na powieść humorystyczną. Pewnie gdybym nie przeczytała „Trzech panów w łódce nie licząc psa” nie zaczęłabym używać sformułowania „wysztafirować się”. Zwróciłam również uwagę na nawiązanie do szkockiej piosenki folkowej The Campbells Are Coming, dlatego że niedawno czytałam wywiad z Jorge Luisem Borgesem, zamieszczony w „Sztuce powieści”. Lekturę książki pozostawiam do decyzji czytelnika. Z całą pewnością nie sięgnę po kolejną część, opowiadającą o rowerowej wycieczce. 

„Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome K. Jerome 
tłumaczenie: Magdalena Gawlik-Małkowska 
tytuł oryginału: Three men in a boat, to say nothing of the dog 
data wydania: 2007 (data przybliżona) 
ISBN: 9788360159514 
liczba stron: 248