poniedziałek, 3 grudnia 2018

Książkowe polecajki na Mikołajki

Już za chwilę, już za momencik, szósty grudnia i zanim w panice będziecie przetrząsać księgarniane półki, żeby kupić coś sensownego do czytania w wolnej chwili, podczas zbliżających się ciemnych, zimowych wieczorów, zajrzyjcie proszę do poniższego wpisu. Może zainspiruję was do lektury poszczególnych książek, a może zaufacie mojej intuicji i sprezentujecie komuś, którąś z omawianych publikacji? 

„Księga ziół” Sándor Márai 

foto: Czytelnik


Jest to jedna z najpopularniejszych książek węgierskiego pisarza, tym bardziej cieszy mnie fakt jej wznowienia (ukazała się po raz pierwszy w 1943 roku, a w 2000 roku pojawiło się pierwsze polskie wydanie) przez Spółdzielnię Wydawniczą „Czytelnik”. „Księga ziół” to zbiór krótkich przemyśleń, refleksji autora nad życiem, wskazówek, ale nie ma tu moralizowania, to raczej próba podzielenia się z odbiorcą pewnymi uniwersalnymi prawdami, które stają się w miarę oczywiste jak dorastamy, starzejemy się i zyskujemy własne doświadczenia. Niemniej jednak nikt nie potrafi tak pięknie, jak Márai przyoblekać złotych myśli w słowa. Dedykowana Senece, Epiktetowi, Markowi Aureliuszowi i Montaigne’owi książeczka zawiera sformułowania, których nie powstydziłby się najgłębszy filozoficzny umysł. Potrafi zaniepokoić czytelnika, skłonić do przemyśleń, ale również ukoić skołatane bólem, smutne serce. Jak bowiem pisze Márai: Smutek jest wielką siłą. Wszystko widzisz z większego oddalenia, jakbyś w czasie wędrówki wspiął się na szczyt. Sprawy okażą się bardziej tajemnicze, prostsze i prawdziwsze w tej szlachetnej mgle, w perłowym świtaniu. Naraz sam poczujesz się bardziej ludzki. Jakbyś słuchał muzyki bez melodii. Świat też jest smutny. Jakże podły, jakże trywialny, jakże bekający z przeżarcia, jakże nie do zniesienia byłby świat całkowicie z siebie zadowolony, jakże smutny byłby świat bez smutku! 

„Księga ziół” Sándor Márai 
tłumaczenie: Feliks Netz 
tytuł oryginału: Füves knyp 
data wydania: 2018 
ISBN: 9788307034416 
liczba stron: 151 

„Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak 

foto: Książkowe Klimaty


Mejlak to jedno z moich tegorocznych odkryć literackich, nie mogło go zatem zabraknąć w tym krótkim zestawieniu. Maltański pisarz nie tworzy skomplikowanych, piętrowych intryg, operuje prostym językiem. Osadzone w codzienności, miejscami zabawne, urocze historie chwytają za serce, często dotyczą bowiem sytuacji granicznych takich jak śmierć, zdrada, rozstanie, bolesne rozczarowanie czy tragiczny wypadek. W niektórych tekstach o sile opowieści stanowią z pozoru banalne przedmioty codziennego użytku, raz jest to kolczyk, innym razem deska do prasowania, kiedy indziej zaś butelka likieru, które zaklęte słowami autora tworzą artefakty przewodzące emocje postaci. Bohaterowie opowiadań stają w obliczu trudnych decyzji, ich życiowe drogi, związki, w które się wikłają, konsekwencje wydarzeń z przeszłości i sposób, w jaki autor ukazuje te rozterki dowodzi, że Pierre Mejlak jest doskonałym obserwatorem otoczenia, empatycznym, potrafi wczuć się zarówno w rolę mężczyzny, jak i kobiety. Pisarz często mruga okiem w kierunku czytelnika, stosuje zdumiewające zwroty akcji, które niekiedy diametralnie zmieniają postrzeganie opisywanej historii. Bohaterowie Mejlaka zdradzają, rozstają się, popełniają zbrodnie, konfabulują, często nie mają zahamowań, ale cierpią, są samotni, rozdarci wewnętrznie. Autor stawia w swoim zbiorze opowiadań ważne pytania o granice moralności, o to, czy naprawdę jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka, nawet mimo wielu lat wspólnego pożycia, o naturę człowieczeństwa. Trzynaście bardzo różnorodnych tekstów opatrzonych jest prologiem i zakończonych epilogiem. Słowa Mejlaka wywołują uśmiech, wzruszenie, często ściskają w gardle. Jeśli szukacie opowiadań z jednej strony lekkich jak muśnięcie skrzydeł motyla, a z drugiej historii z odpowiednią dawką goryczy to, „Co pozwala powiedzieć noc” będzie idealnym pomysłem na prezent. 

„Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak 
tłumaczenie: Krzysztof Szczurek 
tytuł oryginału: Dak li l-Lejl Iħallik Tgħid  
data wydania: 3 kwietnia 2018 
ISBN: 9788365595782 
liczba stron: 196 

„W świetle i w mroku. Opowiadania inspirowane malarstwem Edwarda Hoppera” red. Lawrence Block 

foto: W.A.B.


Ten zbiór krótkich opowiadań wywarł na mnie ogromne wrażenie. Siedemnaście tekstów, które oscylują wokół twórczości amerykańskiego malarza, Edwarda Hoppera, a każdy z nich jest inny, to prawdziwe literackie perełki, od których ciężko mi było się oderwać. Już same nazwiska autorów powinny zachęcić was do sięgnięcia po tę antologię, swoje historie zamieścili w zbiorze między innymi Lee Child, Jeffery Deaver, Stephen King, Justin Scott oraz Joyce Carol Oates. Co ciekawe, sam Hopper zapewne nie pochwaliłby pomysłu stworzenia zbioru opowiadań inspirowanych jego obrazami, dlatego że bardzo nie lubił zrównywania swego malarstwa z prostym ilustrowaniem, odzwierciedlaniem rzeczywistości. Dla niego istotnym elementem twórczości był kształt przedmiotów, barwa i światło, a nie ukryte znaczenia, metafory czy przedstawianie jakichkolwiek historii. Tym bardziej fascynujące jest dla mnie zjawisko odbioru jego malarstwa, zwłaszcza przez ludzi pióra. Czy dostrzegają więcej niż inni, więcej niż sam autor? Z prostej sceny potrafią niekiedy stworzyć skomplikowaną, piętrową intrygę kryminalną, a czasem przepełnioną liryzmem delikatną opowieść o poszukiwaniu tożsamości. Obraz bywa punktem wyjścia, ale też spoiwem łączącym bohaterów. Niekiedy jest pretekstem do przemycenia pewnych wątków biograficznych dotyczących Edwarda Hoppera. Bardzo polecam ten zbiór, jest to jedna z najlepiej napisanych, przetłumaczonych antologii, a przy tym wyjątkowo porządnie wydana książka, którą miałam przyjemność przeczytać w tym roku. 

„W świetle i w mroku” red. Lawrence Block 
tytuł oryginału: In Sunlight or In Shadow
tłumaczenie: praca zbiorowa 
data wydania: 14 października 2018 
ISBN: 9788328060210 
liczba stron: 358 

„Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek 

foto: Noir Sur Blanc


„Czekoladki dla Prezesa” to zbiór krótkich tekstów, które łączy osoba Prezesa i jego współpracownicy – Księgowy, Referent, Kasjer, Magazynier, Rewident, Kierownik Zaopatrzenia, Sekretarka, Bufetowa i inni. Czytelnik znajdzie tu solidną dawkę humoru, zawiłości urzędniczych absurdów i tylko pozornie wszystko to opisane jest z przymrużeniem oka. Choć większość sytuacji wydaje się nieprawdopodobna to biorąc pod uwagę współczesne czasy, perypetie Prezesa i przytakujących mu lizusów przestają śmieszyć, a Mrożek zaczyna przypominać proroka, który z żartów uczynił swój oręż do walki z urzędniczą ciemnotą i wszechwładzą Prezesa. Świat wykreowany przez pisarza, niby groteskowy i mający śmieszyć, przy wnikliwym wczytaniu się w teksty z omawianego zbioru opowiadań przeraża i dołuje. To, że krewni i znajomi królika dostają intratne posady, że przyklaskuje się wszelkim dziwacznym propozycjom Prezesa, że przy obsadzaniu stanowisk nie liczą się kompetencje, zdolności językowe i doświadczenie, tylko to, kto głośniej śpiewa na chwałę spółdzielni i mocodawcy to przecież znane nam z codziennego życia przypadki, niezależnie od aktualnie rządzącej opcji politycznej. Mrożek pokazuje, że skoro nie możemy z tym walczyć, możemy wyśmiać tego typu patologie, poczucie humoru to jedyne, co nam pozostaje i żadna władza nie jest w stanie nam go odebrać. Polecam uwadze ten krótki zbiór opowiadań, można pokładać się ze śmiechu podczas lektury, ale tuż po niej czytelnika dopadnie gorzka refleksja, że wszystkie opisywane przez Mrożka sytuacje są stale obecne w urzędniczej rzeczywistości, nic od lat się nie zmienia, w końcu zawsze jest jakiś Prezes (w starożytności Prezus) i wtórujący mu chór klakierów. Te bardzo gorzkie czekoladki polecam w szczególności pasjonatom nauk politycznych i tym, którzy ponad wszystko lubią się zdrowo pośmiać. 

„Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek 
data wydania: 6 czerwca 2018 
ISBN: 9788365613622 
liczba stron: 168 


„Krótka historia sztuki” Susie Hodge 

foto: Alma-Press


Ta książka to swoiste kompendium, leksykon, kieszonkowy przewodnik po najważniejszych malarskich dziełach, technikach, tematach oraz kierunkach, które pojawiały się w sztuce od zarania dziejów. „Krótka historia sztuki” posiada bardzo przejrzysty układ, podzielona jest na cztery główne części, w których czytelnik znajdzie kolejno: omówienie najważniejszych kierunków malarskich, wybór ponad stu dzieł sztuki począwszy od Sali Byków (Lascaux) aż do Fizycznej niemożliwości śmierci w umyśle istoty żyjącej Damiena Hirsta, przegląd malarskich tematów oraz stosowanych technik. Każda z części książki może być czytana oddzielnie albo można ją w prosty sposób łączyć z pozostałymi fragmentami, ułatwiają to odnośniki umieszczone na dole poszczególnych stron oraz szczegółowy indeks haseł zamieszczony na końcu książki. „Krótka historia sztuki” to bardzo dobry punkt wyjścia dla amatorów malarstwa, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o podziwianych dziełach sztuki, przekonać się jak powstawały, jakie prądy filozoficzne, religijne miały wpływ na rozwój poszczególnych kierunków malarskich. Przy czym historia wyłożona jest tu prosto, autorka wyjaśnia tajemniczy specjalistyczny żargon, prowadzi czytelnika i zachęca do odkrywania wielkich dzieł sztuki na własną rękę. Henri Matisse powiedział kiedyś, że kreatywność wymaga odwagi. Wielcy artyści często pozostawali w cieniu, żyli w ubóstwie, tworzyli dzieła, które doceniła dopiero potomność. Chociaż moja przygoda ze sztuką zaczęła się dawno temu, w dzieciństwie uczęszczałam na dodatkowe lekcje plastyki, sporo rysowałam i malowałam, teraz, za sprawą Małgosi z Wine&Paint Party malowanie ponownie sprawia mi wielką przyjemność. Na razie nie jestem na tyle odważna by tworzyć coś innowacyjnego, wolę naśladować style innych artystów, przy okazji poznając ich twórczość, a wiele cennych informacji znajduję w „Krótkiej historii sztuki”. Polecam dla uporządkowania posiadanych wiadomości i poszerzenia wiedzy. 

„Krótka historia sztuki” Susie Hodge 
tłumaczenie: Jerzy Malinowski 
tytuł oryginału: The Short Story of Art 
data wydania: 2018 
ISBN: 9788370207151 
liczba stron: 224

poniedziałek, 10 września 2018

„Tajemniczy czarny kot. Legendy i przesądy” Nathalie Semenuik

„Kot może zostać waszym przyjacielem, jeżeli jesteście tego godni, ale nigdy waszym niewolnikiem.” 
Théophile Gautier 

foto: Wydawnictwo Alma-Press



„Tajemniczy czarny kot. Legendy i przesądy” Nathalie Semenuik to opowieść o losach jednego z najbardziej enigmatycznych zwierząt w historii. Autorka podejmuje próbę stworzenia kompendium, na które składają się burzliwe losy gatunku, legendy, wierzenia ludowe, przesądy związane z czarnym kotem. 

Jasne, przenikliwe, szmaragdowe bądź bursztynowe spojrzenie, lśniąca, puszysta, ciemna niczym noc sierść, czy to możliwe, że to piękne zwierzę dla jednych stanowi talizman przynoszący szczęście, a dla innych uosobienie wszelkiego zła i synonim nieszczęścia? W starożytnym Egipcie kot był niezwykle ceniony za sprawą swoich umiejętności łowieckich, to tutaj nastąpiło udomowienie kota, a samo zwierzę uważano za wcielenie bogini Bastet. W średniowieczu, aż do końca XI wieku nadal ceniono talenty łowcze kotów, dopiero na początku XII wieku zaczęły krążyć opowieści o diabelskich mocach zwierzęcia, widywano je w towarzystwie czarownic, przypisywano mu zdolności magiczne, wreszcie bulla papieża Grzegorza, Vox in rama, określiła czarnego kota, jako sługę diabła, a w XV wieku papież Innocenty VIII ustanowił obowiązek palenia na stosie czarownic wraz z ich zwierzętami. 

Nathalie Semenuik opisuje bulwersujący proceder torturowania kotów, palenia ich na stosie, masakrowania, rzucania kotami oraz murowania ich żywcem w nowo powstających budynkach mieszkalnych (miało to zapewniać solidność budowy i chronić domostwo przed złymi mocami). Podejrzewa się, że gdyby nie masowe mordowanie kotów, dżuma nie zebrałaby w XIV wieku takiego śmiertelnego żniwa. Prześladowania tych spokojnych zwierząt trwały niemal nieprzerwanie do XVII-XVIII wieku. Kot na dobre powrócił do łask w epoce romantyzmu. Tajemniczy, niezależny, zawsze podążający własnymi ścieżkami stał się źródłem natchnienia dla artystów, pisarzy, muzyków. Dość wspomnieć słynny paryski kabaret, bastion awangardy, powstały w 1881 roku, „Czarny Kot”. 

Autorka wymienia w swej książce sławnych właścicieli kotów, takich jak Charlie Chaplin, Albert Camus, Ernest Hemingway, Henri Matisse czy Jean Cocteau. Semenuik ciekawie pisze o legendach dotyczących czarnych kotów, słynnym bretońskim „Ar Kazh Du”, świętym Cado i jego umowie z szatanem, zamku Combourg oraz wróżkach ze Szmaragdowego Wybrzeża, wyjaśnia również skąd się wzięło słynne dziewięć kocich żywotów. I choć czarnego kota łączy się z obłudą, nieszczęściem, ale i kobietą (sic!) to warto spojrzeć inaczej na to zwierzę i dostrzec w nim raczej wiernego towarzysza, nienarzucającego się kompana, a nie źródło problemów i nieszczęść. Na pewno zmianę punktu widzenia ułatwi lektura „Tajemniczego czarnego kota”. 

Książka Nathalie Semenuik nie dość, że jest interesująco napisana, jest również wyjątkowo ładnie wydana. Obfituje w liczne zdjęcia, ilustracje, reprodukcje obrazów, grafiki, autorka zawarła w niej także cytaty z wierszy m.in. Charles’a Baudelaire’a oraz Rainera Marii Rilkego. Odnalezienie interesujących czytelnika fragmentów ułatwia umieszczony na końcu zbioru indeks. Serdecznie polecam tę lekturę, nie tylko miłośnikom kotów. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Alma-Press. 

„Tajemniczy czarny kot. Legendy i przesądy” Nathalie Semenuik 
tłumaczenie: Joanna Stachowiak 
tytuł oryginału: Mystérieux Chat Noir – Symboles & Superstitions 
data wydania: czerwiec 2018 
ISBN: 9788370207076 
liczba stron: 144

niedziela, 19 sierpnia 2018

„Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek

„Na drugi dzień poprosiłem Prezesa o audiencję. 
- Wiem, że nic nie wiem – powiedziałem, gdy mnie przyjął.
- Bardzo się cieszę, panie kolego. Przedstawimy pana do nagrody. 
Sokrates! Ten miał głowę.” 
„Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek 


foto: Noir Sur Blanc


Sławomira Mrożka nie trzeba zapewne nikomu przedstawiać. Dramatopisarz, prozaik i rysownik (publikował m.in. w „Przekroju”). Jego dzieła oscylowały wokół tematyki filozoficznej, psychologicznej, politycznej i obyczajowej. Popularność przyniósł mu dramat „Tango” z 1964 roku. Utwór został przetłumaczony na 20 języków, w tym esperanto. Mrożek zadebiutował jako pisarz w 1953 roku zbiorami opowiadań „Opowiadania z Trzmielowej Góry” oraz „Półpancerze praktyczne”. 

„Czekoladki dla Prezesa” to zbiór krótkich tekstów, które łączy osoba Prezesa i jego współpracownicy – Księgowy, Referent, Kasjer, Magazynier, Rewident, Kierownik Zaopatrzenia, Sekretarka, Bufetowa i inni. Czytelnik znajdzie tu solidną dawkę humoru, zawiłości urzędniczych absurdów i tylko pozornie wszystko to opisane jest z przymrużeniem oka. Choć większość sytuacji wydaje się nieprawdopodobna to biorąc pod uwagę współczesne czasy, perypetie Prezesa i przytakujących mu lizusów przestają śmieszyć, a Mrożek zaczyna przypominać proroka, który z żartów uczynił swój oręż do walki z urzędniczą ciemnotą i wszechwładzą Prezesa. 

W „Czekoladkach dla Prezesa” spółdzielnia „Jasna Przyszłość” to organizacja przestępcza, której udowodniono malwersacje, sprzeniewierzenie, kradzież mienia publicznego, ale wystarczy, że jej pracownicy, na czele z Prezesem, zmieniają nazwę instytucji, w której pracują na Komisję do Badania Przestępczej Działalności Zarządu Spółdzielni „Jasna Przyszłość”, a wszelkie zarzuty pod ich adresem znikają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ile do tej pory mieliśmy komisji, teoretycznie prężnie działających i nieustannie dążących do prawdy? Ile spraw zostało przez nie wyjaśnionych? 

Świat wykreowany przez Mrożka, niby groteskowy i mający śmieszyć, przy wnikliwym wczytaniu się w teksty z omawianego zbioru opowiadań przeraża i dołuje. To, że krewni i znajomi królika dostają intratne posady, że przyklaskuje się wszelkim dziwacznym propozycjom Prezesa, że przy obsadzaniu stanowisk nie liczą się kompetencje, zdolności językowe i doświadczenie, tylko to, kto głośniej śpiewa na chwałę spółdzielni i mocodawcy to przecież znane nam z codziennego życia przypadki, niezależnie od aktualnie rządzącej opcji politycznej. Mrożek pokazuje, że skoro nie możemy z tym walczyć, możemy wyśmiać tego typu patologie, poczucie humoru to jedyne, co nam pozostaje i żadna władza nie jest w stanie nam go odebrać. 

Polecam uwadze ten krótki zbiór opowiadań, można pokładać się ze śmiechu podczas lektury, ale tuż po niej czytelnika dopadnie gorzka refleksja, że wszystkie opisywane przez Mrożka sytuacje są stale obecne w urzędniczej rzeczywistości, nic od lat się nie zmienia, w końcu zawsze jest jakiś Prezes (w starożytności Prezus) i wtórujący mu chór klakierów. 

„Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek 
data wydania: 6 czerwca 2018
ISBN: 9788365613622 
liczba stron: 168

piątek, 10 sierpnia 2018

„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells


„Świat został stworzony dla odważnych, a reszta płynie z nurtem, przy czym większość idzie na dno.” 
„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells 

foto: Wydawnictwo MUZA SA


Benedict Wells urodził się w 1984 roku, w Monachium. Jego debiutancka powieść, „Ucieczka z martwego życia”(Becks letzter Sommer) ukazała się w 2008 roku, a kilka lat później została sfilmowana (w 2014 roku). Prawdziwe nazwisko Benedicta Wellsa brzmi von Schirach, jest on wnukiem nazistowskiego zbrodniarza Baldura von Schiracha, kuzynem innego znakomitego niemieckiego pisarza – Ferdinanda von Schiracha oraz bratem Ariadny von Schirach, która również publikuje książki. 

O młodym autorze niemieccy krytycy (i nie tylko) wypowiadają się w samych superlatywach, z mieszaniną niedowierzania i zachwytu (porównują go między innymi do Hermana Hessego, ta informacja nie pojawia się jednak w tzw. blurpach, na okładkach książek Wellsa wydanych w Polsce są cytaty z jego własnych powieści, nie ma żadnych zachęt napisanych przez innych pisarzy, jak również porównań do twórczości wielkich literatów tego świata). Przede wszystkim potrafi on niesamowicie plastycznie opowiadać o cierpieniu, tworzy znakomite postaci, których losy zyskują empatię czytelnika, doskonale operuje emocjami, nie używa przy tym skomplikowanego języka. Jest autentyczny. Uważny czytelnik zauważy w prozie Wellsa wpływy między innymi Vladimira Nabokova oraz Francisa Scotta Fitzgeralda (wpływy Fitzgeralda widać w pierwszej wydanej w Polsce powieści autora zatytułowanej „Koniec samotności”). 

„Ucieczka z martwego życia” to historia sfrustrowanego, niespełna czterdziestoletniego nauczyciela muzyki, który marzył o karierze rockmana, sławie, zaszczytach, trasach koncertowych. Robert Brenner codziennie powiela ten sam schemat, usiłuje przekazać odrobinę wiedzy uczniom, którzy go nie szanują, niespecjalnie interesują się wykładanym przedmiotem, ma wokół siebie niewielu przyjaciół. Najbliższe więzi łączą go z Charliem – ekscentrykiem przeżywającym załamanie nerwowe, w dodatku zamieszanym w handel narkotykami hipochondrykiem. Wszystko w życiu Brennera odmienia się, gdy odkrywa niezwykły talent Rauliego Kantasa, jednego ze swoich podopiecznych. Chłopiec jest wirtuozem gitary, pisze również znakomite teksty. Nauczyciel natychmiast dostrzega szansę na odmianę swojego losu - postanawia wypromować Kantasa i uczynić z niego gwiazdę światowego formatu. Problem polega na tym, że Rauli lubi chodzić własnymi drogami, jest narowisty, nie znosi autorytetów. Mimo początkowych trudności release party przygotowane z pomocą Brennera staje się hitem i trampoliną do kariery chłopca (niestety sam nauczyciel niewiele dzięki temu zyska). 

W książce, będącej połączeniem tragedii, komedii, powieści drogi (Brenner, Charlie i Raulie wyruszają wspólnie w obfitującą w przygody podróż do Stambułu) i powieści obyczajowej, na uwagę zasługują również pozostali bohaterowie. Lara – kobieta po przejściach, to odpowiednia dziewczyna dla Roberta, niespecjalnie wymagająca, gotowa realizować swoje plany, przychodzi i odchodzi, kiedy ma ochotę. Jedną z pobocznych postaci jest sam autor, który wciela się w dziennikarza Bena, pracującego nad książką o Robercie Brennerze, a jednocześnie w kilku miejscach jest narratorem. W powieści odnajdziemy również noblistę – Boba Dylana, tyle, że pod prawdziwym nazwiskiem, które brzmi Robert Zimmerman. 

Benedict Wells nieprzypadkowo wspomina „Pnina” Vladimira Nabokova. W „Ucieczce z martwego życia” możemy odnaleźć kilka elementów, które w swojej twórczości lubił wykorzystywać rosyjski geniusz. Tak, jak w „Pninie” lejtmotywem są wszechobecne wiewiórki, tak u Wellsa powtarza się napisany przez Rauliego utwór „Finding Anna”. W „Ucieczce z martwego życia” mamy także do czynienia z anomalią narracyjną w postaci przekroczenia zasad weryzmu (chodzi tu o naruszenie zasady punktu widzenia postaci). Wspomniany już Ben jest dziennikarzem, jednym z bohaterów, a jednocześnie narratorem. Tyle, że ten narrator jest tożsamy z autorem przedstawionym, a ten bardzo przypomina rzeczywistego – Benedicta Wellsa. Podobnie jest w „Pninie”, gdzie narrator to alter ego Nabokova. 

Choć w „Ucieczce z martwego życia” odnajdziemy elementy komiczne to powieść ta jest, podobnie jak „Koniec samotności”, dojmująco smutna, pozbawiająca nadziei, nie ma tu happy endu i sztucznego słodzenia, jak również naprawiania świata na siłę. Doskonale widać to rozgoryczenie życiem w wypowiedzi Roberta Brennera: 

- Niekiedy czuję się taki pusty- westchnął Brenner. – Czegoś mi brakuje. I kiedy jestem sam, i kiedy jestem z kimś. Nieustannie jest we mnie jakaś pustka. Inni ludzie wyglądają na takich szczęśliwych, wszystko przychodzi im tak lekko. 

Bardzo polecam tę lekturę. Benedict Wells mnie nie rozczarował i czekam na kolejne spotkanie z jego twórczością. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie wydawnictwu MUZA SA. 

„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells 
tłumaczenie: Viktor Grotowicz 
tytuł oryginału: Becks letzter Sommer 
data wydania: 11 kwietnia 2018 
ISBN: 9788328709171 
liczba stron: 448

wtorek, 17 lipca 2018

MID YEAR BOOK FREAK OUT TAG


  • najlepsza książka przeczytana w pierwszym półroczu 



foto: Wydawnictwo Sonia Draga


Tutaj chyba zbytnio was nie zaskoczę pisząc o moim uwielbieniu dla „Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl” Javiera Maríasa. Pisarz, który całkiem sprytnie pozbawił się dostępu do komputera i telefonu komórkowego, ma po pierwsze bardzo dużo czasu na przemyślenia, a po drugie nieskończone chyba pokłady wyobraźni i nie waha się z nich korzystać. Jego zdania są obszerne, złożone, mięsiste, lubi bawić się słowem, wszak to on jest autorem najdłuższej myśli, gdzie kropka kończąca wypowiedź pojawia się po, bagatela, jedenastu stronach. Mimo to czytelnik nie gubi się w tym gąszczu, to czysta magia. Poza tym to najprawdziwszy król i co z tego, że maleńkiej wysepki na Karaibach, Redondy, skoro dzięki temu ma prawo do nadawania tytułów swoim przyjaciołom. Na przykład Francis Ford Coppola to hrabia Megalopolis, a Pedro Almodóvar to hrabia Drżącego Ciała. 

  • najlepsza kontynuacja serii 



foto: Wydawnictwo Czerwone i Czarne


W zasadzie nie czytuję czegoś takiego jak serie. Tylko dlatego, żeby nie wściekać się, „co było dalej?”, jeśli wydanie kolejnego tomu przeciąga się w nieskończoność. Wyjątek zrobiłam dla Eleny Ferrante i jej tetralogii neapolitańskiej dwa lata temu. W pierwszej połowie 2018 roku jedyna książka, która może być przyporządkowana tej kategorii to „Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy?” Pawła Reszki. Bulwersujący opis całkowitego upadku i niewydolności polskiego systemu opieki zdrowotnej. Dla czytelników o mocnych nerwach. 

  • nowość, której jeszcze nie zdążyłam przeczytać, a bardzo bym chciała 



foto: Wydawnictwo Czarne


Zdecydowanie mam chrapkę na reportaż Karoliny Bednarz „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”. Kupiłam tę książkę na majowych Warszawskich Targach Książki i niestety czeka nadal w mojej kolejce. Karolinę chłonę od lat poprzez jej bloga „W krainie tajfunów”, a także teksty w „Dużym Formacie”. Kibicuję mocno jej projektowi nieregularnika reporterskiego „non/fiction”. Mam dwa pierwsze numery, to niezwykle wciągająca lektura. Reportaż „Kwiaty w pudełku” zbiera bardzo pozytywne recenzje. Nie mogę się doczekać, kiedy go otworzę.

  • książka, na którą czekam w drugiej połowie roku 



foto: OnePress


Jest tego jak zwykle bardzo dużo. Na pewno czekam na wznowienie „Państwa” Platona, które ukaże się na początku sierpnia. Poza tym będę polować na „Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci” Jacka Hołuba, eseje Zadie Smith zatytułowane „Widzi mi się”, „Historię przemocy” Éduarda Louisa oraz reportaż „Czarna wołga. Kryminalna historia PRL” Przemysława Semczuka. Pewnie jak skończę ten tekst dopiszę kolejną dziesiątkę do tej nigdy niekończącej się listy. 

  • największe rozczarowanie 



foto: Wydawnictwo Literackie


Tutaj muszę napisać niestety o jednym z moich ulubionych pisarzy, którego książki na ogół wprawiają mnie w zachwyt. Chodzi o Jürgena Thorwalda i książkę „Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru”. Co ciekawe moje rozczarowanie nie wynika wyłącznie z treści książki, bardziej chodzi o jej nieuważną redakcję. 

  • największe zaskoczenie 



foto: Wielka Litera


U mnie to chyba Kaśka Nosowska i jej „A ja żem jej powiedziała…”. Myślałam, że to będzie kolejna książka wydana przez celebrytę, jakieś pitolenie bez sensu, napisane w celu ponownego pojawienia się na językach, promowania siebie i dzieła etc. W naszych czasach każdy, jak wiadomo, zna się na wszystkim i bardzo chce się podzielić swoją wszechwiedzą i omnipotencją ze światem, dlatego wydawane są te masy bezużytecznych poradników, wspomnień z wizyt w toalecie albo spółkowania w Dupaju itd. Tymczasem Kaśka jest autentyczna, zdroworozsądkowa, nie moralizuje, tylko pokazuje śmiało palcem i spokojnie stwierdza „król jest nagi, nie widzicie?” i za to ją lubię, jeszcze bardziej. 

  • ulubiony nowy (dla mnie) autor 



foto: Wydawnictwo Czarne


Zdecydowanie Drago Jančar. Powieść „Widziałem ją tej nocy” od pierwszych przeczytanych stron skradła moje serce. Piękna, wzruszająca historia miłosna, bez szczęśliwego zakończenia oraz wojna widziana oczami kilkorga bohaterów. Rewelacyjne tłumaczenie Joanny Pomorskiej. 

  • mój książkowy crush 



foto: Muza S.A.


Nie przeżywam czegoś takiego jak crush książkowy, wyjątkiem był oczywiście Pan Darcy, ale to było dawno temu. Na pewno, gdybym takie zauroczenia przeżywała, zainteresowałby mnie poeta-morderca z książki „Gwiazda daleka” Roberto Bolaño. 

  • ulubiony bohater 



foto: Muza S.A.


Jeśli chodzi o pierwsze półrocze 2018 roku to zdecydowanie wygrywa Robert Brenner z „Ucieczki z martwego życia” Benedicta Wellsa. Chyba to podobieństwo do mnie tak mnie przyciąga do tego bohatera. Jest sfrustrowany, rozczarowany życiem, niespełniony, wiecznie aspirujący, niestety nic nie osiąga, chociaż nieustannie próbuje. 

  • książka, przy której płakałam 



foto: Wydawnictwo Czarne


Na pewno płakałam przy jednym z reportaży ze zbioru „Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe” Barbary Seidler. Chodzi o tekst, który przypomniał też stosunkowo niedawno Mariusz Szczygieł, zatytułowany „Pani od maszynoznawstwa”, o sześcioletnim Danielu, bestialsko zamordowanym przez konkubinę ojca, która biła go przez kilka godzin grubym skórzanym pasem z metalową sprzączką, ponieważ nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, co trzeba zrobić, jeśli zniszczą się sznurowadła, skąd wziąć nowe? Gdy czytam takie teksty zastanawiam się czy zniesienie kary śmierci było dobrym pomysłem. 

  • książka, która mnie uszczęśliwiła 



foto: Książkowe Klimaty


Zazwyczaj czytam dosyć ciężkie książki, których celem jest poszerzenie mojej wiedzy i światopoglądu, a nie przyjemność tekstu. Trudno o takich lekturach mówić, że uszczęśliwiają. Jest jedna, jak dotąd, książka, która wywołała uśmiech na mojej twarzy i zadowolenie, mam na myśli opowiadania maltańskiego pisarza Pierre’a J. Mejlaka „Co pozwala powiedzieć noc”. Jeśli szukacie opowiadań z jednej strony lekkich jak muśnięcie skrzydeł motyla, a z drugiej historii z odpowiednią dawką goryczy to ta książka będzie idealnym pomysłem na weekendową lekturę.

środa, 27 czerwca 2018

„Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak

“Uwolnienie od przeszłości tworzy iluzję przyszłości opartą o chęć uniesienia się w powietrze. W związku z tym w chwilach niestrzeżonych nasza przeszłość może nam spaść na głowę. Nic nie przemija całkowicie.” 
“Śpij!” Annelies Verbeke 

foto: Książkowe Klimaty


Pierre J. Mejlak to maltański pisarz, dziennikarz, korespondent BBC, autor programów radiowych poświęconych historii rocka. Mejlak pisze również książki dla dzieci, powieści (m.in. Południowy wiatr) oraz opowiadania. Książka „Co pozwala powiedzieć noc” została uhonorowana Literacką Nagrodą Unii Europejskiej. 

Republika Malty, państwo-miasto, obejmująca cały archipelag Wysp Maltańskich większości czytelników kojarzy się zapewne z beztroskimi wakacjami. Piękne, piaszczyste plaże, lazur morza, ciepłe zatoki, Błękitna Grota oraz Błękitna Laguna wraz z innymi naturalnymi atrakcjami wprawiają w błogi nastrój, nakazują porzucić szybkie tempo miejskiego, kontynentalnego życia i oddać się niczym nieskrępowanemu lenistwu. Czy w tak pięknych okolicznościach przyrody, w otoczeniu megalitycznych świątyń, pałaców, kościołów, parków atrakcji może powstawać literatura zdolna poruszyć najczulsze struny, wprawiająca w niepokój i zdumienie zrelaksowanych turystów? Zbiór opowiadań „Co pozwala powiedzieć noc” Pierre'a Mejlaka udowadnia, że tak. 

Mejlak nie tworzy skomplikowanych, piętrowych intryg, operuje prostym językiem. Osadzone w codzienności, miejscami zabawne, urocze historie chwytają za serce, często dotyczą bowiem sytuacji granicznych takich jak śmierć, zdrada, rozstanie, bolesne rozczarowanie czy tragiczny wypadek. W niektórych tekstach o sile opowieści stanowią z pozoru banalne przedmioty codziennego użytku, raz jest to kolczyk, innym razem deska do prasowania, kiedy indziej zaś butelka likieru, które zaklęte słowami autora tworzą artefakty przewodzące emocje postaci. Bohaterowie opowiadań stają w obliczu trudnych decyzji, ich życiowe drogi, związki, w które się wikłają, konsekwencje wydarzeń z przeszłości i sposób, w jaki autor ukazuje te rozterki dowodzi, że Pierre Mejlak jest doskonałym obserwatorem otoczenia, empatycznym, potrafi wczuć się zarówno w rolę mężczyzny, jak i kobiety. Pisarz często mruga okiem w kierunku czytelnika, stosuje zdumiewające zwroty akcji, które niekiedy diametralnie zmieniają postrzeganie opisywanej historii. 

Bohaterowie Mejlaka zdradzają, rozstają się, popełniają zbrodnie, konfabulują, często nie mają zahamowań, ale cierpią, są samotni, rozdarci wewnętrznie. Autor stawia w swoim zbiorze opowiadań ważne pytania o granice moralności, o to czy naprawdę jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka, nawet mimo wielu lat wspólnego pożycia, o naturę człowieczeństwa. Trzynaście bardzo różnorodnych tekstów opatrzonych jest prologiem i zakończonych epilogiem. Słowa Mejlaka wywołują uśmiech, wzruszenie, często ściskają w gardle. Jeśli szukacie opowiadań z jednej strony lekkich jak muśnięcie skrzydeł motyla, a z drugiej historii z odpowiednią dawką goryczy to, „Co pozwala powiedzieć noc” będzie idealnym pomysłem na weekendową lekturę. 

foto: archiwum własne


Opowiadania Pierre'a Mejlaka to kolejna odsłona Serii z winnicą. Tym razem do książki przyporządkowany jest biały kolor wina. Podczas lektury smakowałam wino musujące, ale nie lekkie i przyjemne Prosecco, tylko orzeźwiającą, a jednocześnie pozostawiającą odrobinę gorzkości w finiszu, otrzymywaną metodą tradycyjną, hiszpańską Cavę. Możecie spróbować nieortodoksyjnej, choć nadal katalońskiej wersji tego wina musującego, gdzie do podstawowych szczepów, czyli Macabeo, Xarel-lo, Parellada dodano Chardonnay oraz odrobinę Temparnillo od producenta Jaume Serra (za ok. 30 zł) albo pochodzącej z bodegi Lardon de Lunas Bisilli, która składa się w 80% ze szczepu Macabeo, a dla podkręcenia smaku dodano 20% Chardonnay (cena to ok. 42 zł). Dodatkową zachętą może być fakt, że linia Bisila wspiera charytatywnie projekt edukacyjny w Afryce (konkretnie Bisila Bokoko African Literacy Project). Pamiętajcie, że Cavę pijemy schłodzoną do temperatury 6˚C (6-10˚C). Jeśli jednak wina musujące to nie wasza bajka spróbujcie koniecznie, równie egzotycznego, co maltańska literatura, wina ze szczepu Hondarrabi Zuri, z którego w Kraju Basków powstaje znakomita Txakolina (w bodedze Katxiña). Wino niezwykle orzeźwiające, niemal czujemy powiew morskiej bryzy na twarzy, posiada mocny owocowy aromat, ale znajdziemy w nim również elegancką mineralność i wspaniały słony posmak. Idealnie łączy się z grillowaną rybą. Do „Co pozwala powiedzieć noc” pasuje także białe wino ze szczepu Malvasía Volcánica, wytwarzane w licznych winnicach na Lanzarote, o charakterystyce zbliżonej do Txakoliny oraz chorwacka Žlahtina, wytrawne białe wino otrzymywane z lokalnej odmiany winorośli, rosnącej na wyspie Krk. Znajdziemy w nim, podobnie jak w opowiadaniach Mejlaka cierpki, gorzki, nieco ziołowy finisz. Dla wymienionych spokojnych win białych odpowiednia temperatura serwowania to 10-13˚C.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Książkowe Klimaty. 

„Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak 
tłumaczenie: Krzysztof Szczurek 
tytuł oryginału: Dak li l-Lejl Iħallik Tgħid 
data wydania: 3 kwietnia 2018 
ISBN: 9788365595782 
liczba stron: 196

wtorek, 26 czerwca 2018

Przeczytane w 2018 roku


1. „Diariusz najmniejszy” Umberto Eco
2. „abc…mieliśmy raka…”
3. „Kielonek” Alain Mabanckou
4. „Widziałem ją tej nocy” Drago Jančar
5. „Witajcie, powracające widma” Kossi Efoui
6. „Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru” Jürgen Thorwald
7. „Z nienawiści do kobiet” Justyna Kopińska
8. „Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl” Javier Marías
9. „Człowiek tygrys” Eka Kurniawan
10. „Niepocieszony” Kazuo Ishiguro
11. „Bóg mi świadkiem” Makis Tsitas
12. „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz
13. „Desire” Haruki Murakami eng
14. „Zbrodnia i wino” Michał Bardel
15. „Dwie siostry” Åsne Seierstad
16. „Psikus” Domenico Starnone
17. „Mali bogowie. Jak umierają Polacy” Paweł Reszka
18. „Przemytnicy książek z Timbuktu” Charlie English
19. „Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells
20. „Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła
21. „Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak
22. „Skrzydło anioła” Joanna Krysowata
23. „Pojutrze” Paulina Wilk
24. „Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebecca Solnit
25. „Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe” Barbara Seidler
26. „Gwiazda daleka” Roberto Bolaño
27. „Betibu” Claudia Piñeiro
28. „Jedyna historia” Julian Barnes
29. „A ja żem jej powiedziała...” Katarzyna Nosowska
30. „Rosario Tijeras” Jorge Franco
31. „Polak sprzeda zmysły” Konrad Oprzędek
32. „Świństwo (Truizmy)” Marie Darrieussecq
33. „Zatracenie” Osamu Dazai
34. „Zimne opowiadania” Virgilio Piñera
35. „Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek
36. „Deutsche nasz. Reportaże berlińskie” Ewa Wanat
37. „Hen” Ilona Wiśniewska
38. „Tajemniczy czarny kot. Legendy i przesądy” Nathalie Semenuik
39. „Wino narodowe” Wojciech Włodarczyk
40. „Obcy” Albert Camus
41. „Upadek” Albert Camus
42. „Co z tą Katalonią?” Eduardo Mendoza
43. „Księga ziół” Sándor Márai
44. „Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny” Max Blecher
45. „W świetle i w mroku” red. Lawrence Block
46. „Mały Książę” Antoine de Saint-Exupéry
47. „Fizyka smutku” Georgi Gospodinow
48. „Dziki łabędź i inne baśnie” Michael Cunningham
49. „Szczęśliwi pozostaną szczęśliwi” Yasmina Reza
50. „Wszystko, czego nie pamiętam” Jonas Hassen Khemiri
51. „Śmierć Komandora, część 1” Haruki Murakami
52. „Śmierć Komandora, część 2” Haruki Murakami

poniedziałek, 11 czerwca 2018

„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła

„Jemy o wiele więcej niż 20 lat temu. Nastoletni chłopcy średnio o 275 kalorii, dorośli mężczyźni – o 187 kalorii, a kobiety aż o 355 kalorii więcej. Na świecie żyje około 600 milionów osób otyłych – dwa razy więcej niż w latach 90. Pod opieką lekarzy jest 347 milionów chorych na cukrzycę, ale wiele osób nie wie, że choruje.” 
„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła 

„60 kilogramów. Nawet na tyle szacuje się obecnie średnie roczne spożycie cukrów na jednego mieszkańca globu. Na początku XX wieku wynosiło ono zaledwie 5 kilogramów.” 
„Puls Farmacji” nr 6(116) 21 czerwca 2017 


foto: Wydawnictwo Agora



Judyta Watoła i Dariusz Kortko są dziennikarzami Gazety Wyborczej, w 2014 roku otrzymali nagrodę Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. „Słodziutki. Biografia cukru” to nie pierwsza książka tego reporterskiego tandemu, wcześniej opublikowali wspólnie „Na szczycie stromej góry. Opowieści o transplantacjach”. 

„Słodziutki” to świetnie napisana i doskonale przygotowana opowieść o potędze i szkodliwości jednej z najczęściej spożywanych używek. Tym bardziej niebezpiecznej, bo silnie uzależniającej i przez lata bagatelizowanej, a w niektórych okresach historii wręcz hołubionej. 

Cukier, a w zasadzie glukoza jest nam potrzebna, to dzięki niej nasz mózg funkcjonuje prawidłowo, a za jej dostarczenie nagradza nas pobudzając ośrodek przyjemności. Istnieje jednak granica, przy której cukier nie przeniknie już do komórki (nasycona w pełni już go nie potrzebuje), a zacznie krążyć wraz z krwią po naszym organizmie. Powoli siać zniszczenie. Cukrzyca oraz związane z nią zespół stopy cukrzycowej, nefropatia, retinopatia, zespół metaboliczny, próchnica, nowotwory, zawały, udary, zaburzenia erekcji, ta lista schorzeń związanych z nadmierną konsumpcją cukru stale się wydłuża, a otyłych dorosłych i dzieci wciąż przybywa (wśród osób pełnoletnich w Polsce otyłość występuje u 64% mężczyzn i 49% kobiet). 

Lekarze, dietetycy, farmaceuci biją na alarm. Natomiast w umyśle niektórych starszych osób nadal pozostaje mocno zakorzenione hasło propagandowe wymyślone przez Melchiora Wańkowicza, słynne „cukier krzepi”. Dziadkowie nie wahają się zatem za plecami rodziców (a czasem na ich oczach) karmić swe wnuki czekoladą, cukierkami, batonikami, słodzonymi napojami oraz patrzeć z politowaniem na opiekunów, którzy „biednym” dzieciom odmawiają przyjemności i zabierają dzieciństwo. Nadal powszechne jest uwielbienie dla słodkich bobasów o mocno zaokrąglonych kształtach i rumianych, pulchnych policzkach. 

„Słodziutki” to podróż po krainie cukrem płynącej, historia odkrycia używki, ale również świadectwo manipulowania faktami obnażającymi jej szkodliwość. Autorzy przedstawiają Kubę, jako przykład niszczycielskiej potęgi cukru, analizują losy królowej Elżbiety I, uwielbiającej ponad wszelką miarę łakocie, a także podobnie uzależnionego od słodyczy Króla Słońce, Ludwika XIV. W książce znajdziemy ponadto historie wojen cukrowych i odkrycia nowych szlaków handlowych, opowieści o początkach uprawy trzciny cukrowej i niewolnictwie. Autorzy piszą również o narodzinach stomatologii, przedstawiają historię powstania porcelany. 

Niezwykle fascynujące są opisy pierwszych prób leczenia cukrzycy oraz przełom, jaki spowodowało odkrycie, a następnie wyizolowanie insuliny z cielęcej trzustki. O tym zresztą można by napisać kolejną książkę, niestety niezbyt pochlebną  dla samych odkrywców, którzy nieraz zapominali o swoich pacjentach pogrążeni we wzajemnych walkach o chwałę i splendor przypisywany temu wiekopomnemu osiągnięciu. 

Temat szkodliwości zbyt dużej podaży cukru w pożywieniu to nihil novi. Mniej więcej od lat 70. trwa dyskusja o jego wpływie na wymienione przeze mnie wyżej schorzenia. Tyle, że początkowo dane wskazujące zgubny wpływ cukru na organizm były gładko zamiatane pod dywan, głównym winowajcą odpowiedzialnym za wzrost zachorowalności na miażdżycę, cukrzycę, zawały serca etc. czyniąc tłuszcz. Cholesterol stał się zmorą tamtych czasów. Zaciemnienie było tak wielkie, że w „Żyjmy dłużej” prof. Kodejszko otwarcie potępiał smalec, masło, słoninę wskazując je jako czynniki miażdżycogenne i prowadzące do cukrzycy, autorzy miesięcznika radzili zaś rodzicom, aby dzieciom, szczególnie w okresie wzmożonej nauki (egzaminy) podawać więcej cukru, zmniejszając ilość chleba. 

Dodatkową wisienką na torcie jest ostatni rozdział książki, w którym czytelnik pozna etymologię słowa cukier, zdaniem prof. Miodka niezwykle międzynarodowego (rzeczywiście w wielu językach brzmi podobnie) oraz słodki, cukrzyca, a także ich związki z polską literaturą. 

Bardzo serdecznie polecam lekturę „Słodziutkiego”, ogromna ilość faktów, historii związanych z cukrem, polityką, medycyną oraz przystępny język sprawiają, że ta książka niejednemu otworzy oczy, a przy tym jest fascynującym kompendium wiedzy, traktującym problematykę związaną z cukrem i jego szkodliwością kompleksowo. 

„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła 
data wydania: 15 lutego 2018 
ISBN: 9788326826108 
liczba stron: 360

poniedziałek, 28 maja 2018

„Psikus” Domenico Starnone

„Nawet kiedy zdaję sobie sprawę ze swojej małości, nie czuję, aby ucieleśniało ją to, co zrobiłem (rzeczy wartościowe, jak sądzę, a w każdym razie lepsze od tego, co robili inni), lecz lekkość, z jaką przypisywałem sobie umiejętność dokonania czegoś, czego jeszcze nie dokonano.” 
„Psikus” Domenico Starnone 


foto: Wydawnictwo W.A.B.


Domenico Starnone to włoski pisarz, dziennikarz i scenarzysta. Obecnie kojarzony jest przez szerokie grono polskich czytelników przede wszystkim za sprawą swej żony Anity Rai, która opublikowała, pod pseudonimem Elena Ferrante, tetralogię neapolitańską. Choć Starnone cieszy się we Włoszech sporą popularnością (w 2001 roku otrzymał najbardziej prestiżową nagrodę literacką Premio Strega za powieść Via Gemito), a jego książki często są filmowane, polscy wydawcy dopiero teraz, po sukcesie książek Anity Rai, sięgają po twórczość autora, a ta zdecydowanie jest warta uwagi. 

Bohaterem powieści „Psikus” jest siedemdziesięciopięcioletni Daniele Mallarico, słynny ilustrator, którego rysunki zdobiące bajki dla dzieci wygrywały liczne konkursy, a jego samego uczyniły rozpoznawalnym i chętnie zatrudnianym przez wydawców we Włoszech artystą. Daniele na prośbę swojej córki, która wraz z mężem wyjeżdża na kilka dni z Neapolu do Cagliari (podróż Betty i Saveria, poza wymiarem służbowym, ma również służyć naprawie małżeńskich relacji), ma zaopiekować się czteroletnim wnukiem – Mario. Chłopiec, jak na swój wiek, jest zaskakująco rezolutny, samodzielny i dojrzały. Jego doskonałe maniery, a także umiejętności oraz bogata wyobraźnia i szeroki zasób słownictwa budzą w dziadku podziw, ale również irytację. 

Domenico stara się pogodzić obowiązki zawodowe (zlecenie na zilustrowanie opowiadania Henry’ego Jamesa) i opiekę nad wnukiem. Niestety zaangażowanie mężczyzny w pracę prowadzi do licznych nieporozumień. Mario, jak każdy czterolatek jest żywiołowy, głośny i lubi płatać figle, a jego żarty są często wyjątkowo wyrafinowane. Spotkanie z wnukiem jest dla Domenica okazją do przeanalizowania dotychczasowego życia i jego stosunku do córki/rodziny. Mężczyzna cały czas szukał usprawiedliwienia dla swojego chorobliwego zaangażowania w pracę. Zaniedbywał żonę i dziecko, pozorował chęć uczestniczenia w ważnych dla Włochów sprawach, konfliktach, pragnął poświęcić się dla sztuki. Tymczasem, podczas kilkudniowego pobytu w Neapolu, Domenico uświadamia sobie, że tak naprawdę jego postępowaniem zawsze kierował strach przed trudami codzienności, a także obawa, że jednak jego talent nie jest aż tak unikatowy, jak sądzą inni. 

Bohater wpada w pewnego rodzaju pułapkę. Całe życie był przekonany o swojej wyjątkowości, o tym, że jest predysponowany do wielkich czynów, że osiągnie sukces. Jego marzenia częściowo się spełniły, ale sława, bogactwo i uznanie otoczenia zawsze wymagają poświęceń, dokonania wyboru. Domenico przedłożył sztukę, swoją twórczość nad życie rodzinne. Spotkanie z niezwykle uzdolnionym wnukiem zasiewa w nim wątpliwości odnośnie do jego własnych zdolności. Pobyt w Neapolu, w mieszkaniu, które niegdyś zajmował z rodziną wywołuje z kolei bolesne wspomnienia, mężczyznę zaczynają nawiedzać duchy przeszłości. 

„Psikus” to gorzka opowieść o chorobliwej ambicji, potrzebie zaistnienia za wszelką cenę, o tym, że kariera i sława wymagają poświęceń. Każdą podjętą decyzję należy ważyć i dogłębnie analizować, gdyż często to, co tracimy wraz z upragnionym sukcesem bywa o wiele istotniejsze, niż pięć minut uznania ze strony świata. Domenico nie potrafi porozumieć się z dorosłą córką, relacja z wnukiem też pozostawia wiele do życzenia. Po śmierci żony, gdy odnalazł jej pamiętnik, przekonał się, że jego nieposkromione ambicje przyczyniły się do tego, iż zaniedbywana kobieta oddawała się licznym romansom by po prostu poczuć, że żyje. Zlecenia w pewnym momencie przestają spływać do ilustratora, a i wymagania wydawców ulegają zmianom. Czy bohater będzie potrafił pogodzić się z końcem kariery i z perspektywy czasu właściwie ocenić podejmowane przez siebie decyzje? Bardzo ciekawa i ważna lektura. Serdecznie polecam. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B., Grupie Wydawniczej Foksal. 

„Psikus” Domenico Starnone 
tłumaczenie: Katarzyna Skórska 
tytuł oryginału: Scherzetto 
data wydania: 18 kwietnia 2018 
ISBN: 9788328053489 
liczba stron: 260

wtorek, 10 kwietnia 2018

„Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz


foto: Wydawnictwo Czarne


Cezary Łazarewicz to znakomity reporter, dziennikarz i publicysta. W zeszłym roku otrzymał Nagrodę Literacką Nike za książkę „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”. Jest ponadto autorem między innymi: zbioru reportaży „Tu mówi Polska”, „Sześć pięter luksusu” oraz książki „Elegancki morderca”. Opisy słynnych procesów, wystąpień sądowych wielkich sław adwokatury, kontrowersyjnych kazusów to praktycznie odrębny gatunek literacki. Zawiera w sobie książkę historyczną, lekcję prawa i reportaż, a nazwany został pitavalem (od nazwiska francuskiego adwokata F.G. de Pitavala). Pitavalem możemy śmiało określić zarówno reportaż Cezarego Łazarewicza opisujący sprawę „eleganckiego mordercy”, czyli Władysława Mazurkiewicza, jak i omawianą sprawę Gorgonowej, skazanej za mord na siedemnastoletniej Elżbiecie Zarembiance. 

W „Koronkowej robocie” Cezary Łazarewicz szczegółowo opisuje kulisy morderstwa Lusi Zarembianki, córki słynnego architekta Henryka Zaremby, którego dokonano w nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku, w Brzuchowicach. O tę straszliwą zbrodnię została oskarżona guwernantka dziewczynki, Rita Gorgon. Pikanterii sprawie dodawało to, że Rita nie tylko zajmowała się dziećmi architekta, z Henrykiem Zarembą łączyły ją także intymne relacje, których owocem była ich córka, Romusia. 

Reporter po kolei przedstawia wydarzenia owej feralnej nocy, poszukiwania sprawcy, przesłuchania podejrzanych, opinię patologa sądowego, a także relacjonuje przebieg obu procesów i wizji lokalnych. Cezary Łazarewicz opisuje też reakcje opinii publicznej na sprawę Gorgonowej. Ulica wydała wyrok na Ritę, jeszcze zanim ustalono skład sędziów i przysięgłych biorących udział w pierwszej rozprawie. Zdaniem żądnego krwi tłumu guwernantka zabiła dorastającą Lusię z premedytacją, gdyż ta chciała rozdzielić ojca i kobietę, uważając ich związek za niemoralny i toksyczny. 

Obrony Gorgonowej nie ułatwiała jej postawa. Mimo oskarżeń o zbrodnię Rita twardo i do końca utrzymywała, że jest niewinna, na pytania śledczych odpowiadała hardo i ze spokojem, każda jej wypowiedź była składna i przemyślana, a sama kobieta nie wzbudzała współczucia u obserwujących proces mieszkańców miasta i dziennikarzy. W obronę brały ją natomiast: Elga Kern, Stanisława Przybyszewska, a później Irena Krzywicka i oczywiście, urodzona w więzieniu, druga córka Gorgonowej i Zaremby – Ewa. 

Ja też, mimo całej koronkowej pracy Cezarego Łazarewicza, nie potrafię uwierzyć w winę Rity. Poszlaki być może wskazują na nią, ale trzeba sobie zadać pytanie, po co miałaby mordować Lusię? Była w kolejnej ciąży z Henrykiem Zarembą, rozstali się wprawdzie, ale ustalili, że Gorgonowa z Romusią pozostaną w Brzuchowicach, a architekt nadal będzie łożył na ich utrzymanie, reszta rodzeństwa i ojciec przeniosą się zaś do miasta. To prawda, że stosunki między Elżbietą a Ritą były napięte, ale nie wierzę, że kobieta, która tak stoicko potrafiła zachować się podczas całego procesu, racjonalnie odpowiadała na zarzuty i pytania, mogłaby w dzikim szale tępym narzędziem rozłupać czaszkę młodej dziewczyny, z którą codziennie siedziała przy jednym stole i którą wychowywała, a jeszcze dodatkowo zdeflorować zwłoki. Szkoda, że sąd nie przychylił się do prośby adwokata oskarżonej i nie zarządził badań psychiatrycznych, zarówno pozwanej, jak i Stasia, brata Elżbiety, którego zeznania w dużej mierze przyczyniły się do skazania Gorgonowej. 

Być może mój odbiór Rity jest trochę inny niż ówczesnych mieszkańców Lwowa, a to za sprawą kreacji Ewy Dałkowskiej, która tak rewelacyjnie odegrała rolę guwernantki w nakręconym w 1977 roku filmie „Sprawa Gorgonowej”, w reżyserii Janusza Majewskiego, że ciężko uwierzyć w winę oskarżonej. Film nie daje odpowiedzi na pytanie, kto zabił Lusię, za to wzbudza w widzu masę wątpliwości odnośnie do domniemanej winy Rity. W prasie, w której relacjonowano przebieg obydwu procesów, również pojawiały się kontrowersyjne tezy o możliwości dokonania zbrodni przez ogrodnika. Stanisława trudno by było podejrzewać o tak wyrafinowane morderstwo, być może, jako dorosły człowiek odrzuciłby uprzedzenia, które żywił do Gorgonowej i powiedział, co naprawdę widział w noc zabójstwa siostry. Nigdy się tego nie dowiemy, chłopak zginął w górach mając zaledwie dwadzieścia dwa lata. Zadziwiające jest dla mnie to, że Romusia, córka Rity, uważa matkę za winną morderstwa Elżbiety Zarembianki. Nie przekonuje mnie także opinia profesora Olbrychta i jego „dowody” przeprowadzone na kobiecych, anonimowych zwłokach będących do jego dyspozycji w laboratorium. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, kto zabił Elżbietę Zarembiankę, chciałabym mieć stuprocentową pewność, jak Cezary Łazarewicz, którego rozmówcy wielokrotnie mówią, że to nie mógł być nikt inny. Czy na pewno? 

Polecam lekturę trzymającego w napięciu pitavalu „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej”, a po przeczytaniu książki koniecznie obejrzyjcie znakomity film Janusza Majewskiego. 

„Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz 
data wydania: 14 marca 2018 
ISBN: 9788380496439 
liczba stron: 240

czwartek, 5 kwietnia 2018

„Bóg mi świadkiem” Makis Tsitas

foto: Książkowe Klimaty


Makis Tsitas jest mało znanym w Polsce, za to bardzo popularnym w Grecji dziennikarzem, pisarzem, autorem kilkunastu książek dla dzieci. Prowadzi portal diastixio.gr poświęcony literaturze, sztuce i kulturze. W 2014 roku, za powieść „Bóg mi świadkiem”, otrzymał Europejską Nagrodę Literacką. 

Chrisowalandis to bezrobotny, niezbyt lotny, zadłużony, w co najmniej kilku bankach, a przy tym raczej leniwy pięćdziesięciolatek z nadwagą, chorujący na cukrzycę. Zamieszkuje z rodzicami i dwiema siostrami, które nieustannie stara się kontrolować, oczywiście mając na uwadze ich dobro. Czytelnik poznaje go w momencie, gdy ten traci pracę i rozpoczyna, niezbyt intensywne, poszukiwania kolejnego zajęcia. Chrisowalandis w swoim monologu za wszystkie spadające na niego nieszczęścia obwinia głównie kobiety, czasem również imigrantów, których liczba jego zdaniem niebezpiecznie wzrosła w ciągu ostatnich lat. 

Początkowo zabawne utyskiwania Chrisowalandisa wkrótce zmieniają się w rwący potok irytujących kalumnii, które bohater wygłasza względem kobiet. Zdaniem mężczyzny niewiasty Bóg stworzył jedynie po to by zwodziły, uwodziły, bałamuciły i ograbiały mężczyzn ze zdobywanych w pocie czoła pieniędzy. Chrisowalandis upatruje niepowodzeń u płci pięknej nie w niedostatkach swego charakteru, a jedynie w braku funduszy, którymi mógłby kupić przychylność kobiet i ich towarzystwo. 

Postać głównego bohatera jest przez autora celowo przerysowana, składa się z wielokrotnie powielanych klisz, stereotypów na temat leniwych Greków, którzy zamiast wziąć się do roboty wolą, pogrążeni w samouwielbieniu, sączyć wino i narzekać na ciężki los oraz przyjezdnych, zabierających im zajęcie i oczarowujących „ich” kobiety. Chrisowalandis koncentruje się na obwinianiu o swoje nieszczęścia byłego szefa, partnerek, sióstr, rodziców, wyimaginowanych „obcych” zamiast zastanowić się, czy może niepowodzenia, jakie go spotykają nie są przypadkiem zasługą jego samego i negatywnego przekazu, który kieruje do otoczenia. Mężczyzny nie da się polubić, a Makis Tsitas wprowadza pewne pogrążające go dodatkowo, iście tragikomiczne elementy do osobowości bohatera, który chce być niezależny, jednocześnie pozostając na garnuszku rodziców, z jednej strony pragnie przeżyć romantyczną miłość, a nieustannie wszelkie napotkane kobiety traktuje jak prostytutki, bardzo często się modli, a jednocześnie złorzeczy, przeklina i przedstawia czytelnikom swoje erotyczne fantazje. Nawet wzmianki o trudnym dzieciństwie Chrisowalandisa nie są w stanie złagodzić negatywnego wizerunku bohatera i wzbudzić w czytelniku odrobiny empatii. 

W książce Makisa Tsitasa jest pewien nieodparty urok, coś, co przyciąga jak magnes. Może to uczucie ulgi, że nawet, kiedy sytuacja wydaje się beznadziejna, to wystarczy wspomnieć los Chrisowalandisa i uświadomić sobie, że gorzej już być nie może. Kiedy wydaje nam się, że oto przegraliśmy z kretesem, brak nam talentu, ktoś był lepszy, zawsze warto przypomnieć sobie pozbawionego samokrytycyzmu bohatera „Bóg mi świadkiem” i jego toporne wiersze. Przede wszystkim zaś warto wyciągnąć naukę z monologu bohatera, uświadomić sobie, że najczęściej to my sami, zupełnie niepotrzebnie, stwarzamy sobie problemy i po prostu zacząć żyć, lepiej lub gorzej, ale w zgodzie z własnym sumieniem. 

foto: archiwum własne


Powieść „Bóg mi świadkiem” Makisa Tsitasa otwiera Serię z winnicą wydawnictwa Książkowe Klimaty. Przyporządkowany jest jej różowy kolor wina. Czytając ją zastanawiałam się, jakie wina mogę polecić do tej wcale niełatwej lektury. Ostatecznie wybrałam dwa oblicza Zinfandela/Primitivo nierujnujące portfela. Pierwsze to Invino Zinfandel Rose z Pugli, mocno owocowe, z przyjemną słodyczą, która w finiszu daje nieco pieprznych/gorzkich nut. Aromaty wiśni i truskawek przeplatają się z kwiatem pomarańczy i przyprawami. Mimo słodkich akcentów to wino przyjemnie odświeża. Dodatkowo nie zapłacicie za nie więcej niż 20 zł. Drugie proponowane przeze mnie wino to White Zinfandel od kalifornijskiego producenta Sutter Home, półsłodkie, mocno owocowe, z aromatem wiśni, truskawek i słodkich pomarańczy, mało skomplikowane i przyjemne, tutaj nie doświadczymy nieco gorzkiego finiszu pierwszego wina, bez zaskoczeń, za to płasko i bezpiecznie, można zatem skoncentrować się na lekturze. Cena również was nie zaszokuje, nie przekracza bowiem 25 zł. 

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Książkowe Klimaty. 

„Bóg mi świadkiem” Makis Tsitas 
tłumaczenie: Michał Bzinkowski 
tytuł oryginału: Μάρτυς μου ο Θεός 
data wydania: 5 marca 2018 
ISBN: 9788364887468 
Liczba stron: 260

czwartek, 8 marca 2018

„Z nienawiści do kobiet” Justyna Kopińska

„Są ludzie nieuleczalnie okaleczeni, których chciwość i próżność skaziła tak głęboko, że nie ma żadnego sposobu, aby się zbliżyć do ich chorej duszy.” 
Sándor Márai 

foto: Świat Książki


Justyna Kopińska jest wielokrotnie nagradzaną dziennikarką, pracowała w „Gazecie Wyborczej”, pisała reportaże dla „Dużego Formatu”. Fascynuje ją przede wszystkim tematyka kryminalna. Sprawy karne i problemy społeczne przez władze często bagatelizowane, dzięki jej tekstom wracają na świecznik i znajdują rozwiązanie, a bohaterowie reportaży pomoc i opiekę. Kopińska nie tylko nie boi się trudnych tematów, ale wręcz ryzykuje wiele w trosce o to, by prawda ujrzała światło dzienne, zwłaszcza w odniesieniu do instytucji teoretycznie nietykalnych, takich jak Kościół, sądy czy wojsko. 

W najnowszej książce, która zdaniem Szymona Jadczaka (dziennikarza śledczego TVN), powinna nosić tytuł „Piekło kobiet” Justyna Kopińska podejmuje po raz kolejny bolesne i elektryzujące opinię publiczną tematy, takie jak pedofilia w Kościele, molestowanie kobiet w wojsku, wykluczenie społeczne osób chorych psychicznie, antysemityzm, homoseksualizm. W jednym z reportaży autorka zwraca uwagę na celowe, błędne kwalifikowanie czynów przestępczych (zamiast porwania, pomimo oczywistych dowodów, prokuratora wszczyna śledztwo w sprawie kradzieży samochodu, które następnie umarza), postępowanie to ma na celu poprawianie policyjnych statystyk. Niestety sprawcy przestępstw w ten sposób unikają odpowiedzialności i mogą dalej bezkarnie krzywdzić innych. Dokładnie jak w „Ile mamy trupów w szafach?”, gdzie drugiego morderstwa można było uniknąć, gdyby Roman i Tobiasz trafili za kratki po popełnieniu pierwszego, a prokuratura dbała bardziej o bezpieczeństwo obywateli, a nie statystyki. 

Zbiór reportaży „Z nienawiści do kobiet” Justyny Kopińskiej to także okazja by lepiej poznać samą autorkę. Na końcu książki został umieszczony wywiad z dziennikarką przeprowadzony przez Szymona Jadczaka. Mowa w nim o dylematach moralnych towarzyszących pracy reportera, metodach pracy nad tekstami, odwadze koniecznej do wykonywania takiego zawodu. Wielkie znaczenie dla autorki ma kontakt z czytelnikami i ich opinie, widać też szacunek, jakim dziennikarka darzy bohaterów swoich reportaży oraz odbiorców. Justyna Kopińska opowiada ponadto o swoich podróżach (mieszkała w Kenii, studiowała w Wielkiej Brytanii), fascynacjach literackich, filmowych i muzycznych, a także o pierwszej powieści, nad którą właśnie pracuje. Nieprzypadkowo jako cytat wstępny tego wpisu wybrałam słowa węgierskiego prozaika Sándora Máraia, jest to bowiem jeden z ulubionych pisarzy Justyny Kopińskiej. 

„Z nienawiści do kobiet” to kolejna, solidnie przygotowana porcja tekstów, obok których trudno przejść obojętnie. Serdecznie polecam uwadze. 

„Z nienawiści do kobiet” Justyna Kopińska 
data wydania: 8 marca 2018 
ISBN: 9788380318533 
liczba stron: 224

środa, 7 marca 2018

„Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga” Jürgen Thorwald

foto: Wydawnictwo Literackie


Jürgen Thorwald był niemieckim pisarzem, historykiem i dziennikarzem. Autor takich dzieł jak „Pacjenci”, „Kruchy dom duszy”, „Stulecie chirurgów”, „Triumf chirurgów, „Męska plaga” czy „Ginekolodzy” miał ogromny wkład w popularyzację wiedzy o historii medycyny. Jego książki, w sposób niezwykle przystępny wyjaśniają rozwój chirurgii, ginekologii, lecznictwa oraz opieki nad pacjentami osobom niezwiązanym zawodowo z lecznictwem. 

Zapewne wielu czytelników zdaje sobie sprawę, że początki nauki o zdrowiu człowieka datowane są na długo przed urodzeniem się Greka Hipokratesa, uważanego za ojca medycyny. Te same epidemie i choroby, które stanowią zagrożenie dla współczesnego człowieka, nękały mieszkańców Egiptu, Mezopotamii, Indii, Chin a także Meksyku i Peru. Tak samo jak dziś, tak i w dawnych czasach ulgę w dolegliwościach przynosili pacjentom lekarze. Choroba w powszechnym mniemaniu była zesłaną przez bogów lub demony karą za grzechy, których dopuścił się człowiek. Niezależnie od modlitw i zaklęć mieszkańcy dawnych krain szukali racjonalnych rozwiązań problemów medycznych stosując z dobrym skutkiem liczne zioła, narzędzia czy nawet zabiegi chirurgiczne. 

Tekst omawianego wydania oparto na wersji Ossolineum z 1990 roku. Niestety Wydawnictwo Literackie nie umieściło w swojej książce prawie żadnych ilustracji poza pierwszymi stronami poszczególnych rozdziałów (jest ich słownie: sześć). Zaburza to w znaczący sposób odbiór lektury, w wielu miejscach Thorwald podaje bowiem konkretne przykłady rzeźb i malowideł, które wskazują na rozpowszechnienie określonych chorób i zabiegów wśród omawianych populacji. Można oczywiście pokusić się o poszukiwanie ilustracji na własną rękę, ale wymaga to sporej ilości czasu (nie ma w tekście odnośników, które pozawalałyby na zlokalizowanie użytych przez Thorwalda materiałów). Pierwsze rozdziały „Dawnej medycyny”, dotyczące Egiptu i Mezopotamii, są zobrazowane dosyć szczegółowo, autor omawia Papirus Ebersa, Smitha, a także wspomina Bibliotekę Assurbanipala, ale przy ostatnich częściach książki, przedstawiających Peru i Meksyk, czytelnik może poczuć niedosyt. 

Niezaprzeczalnym atutem tej książki jest prosty, plastyczny język (choć tłumacze nie unikali pewnych niezręcznych archaizmów typu nagminne używanie słowa „przeciąg” w dawnym znaczeniu pewnego odcinka czasu). Zdumiewa fakt, że w Peru wykonywano z powodzeniem amputacje kończyn czy trepanacje czaszki, po których pacjenci żyli jeszcze długie lata. Dla mnie, jako farmaceuty interesujące były wzmianki o colla huayu, czyli wędrownych, peruwiańskich aptekarzach, którzy wozili ze sobą mineralne środki lecznicze i suszone zioła. 

W książce możemy niestety znaleźć jeszcze jedno niedopatrzenie redakcyjne, które wrażliwych czytelników może wprawić w osłupienie. Mam na myśli błędne datowanie. W tekście wielokrotnie pojawia się sformułowanie III w p.n.e. na określenie trzeciego tysiąclecia przed naszą erą (!). Mimo powyższych niedociągnięć warto sięgnąć po „Dawną medycynę”, znajduje się tu wiele ciekawostek, medycznych odkryć i choć część teorii przedstawionych przez Thorwalda (pierwsze wydanie książki miało miejsce w 1962 roku; odnoszę się tutaj między innymi do teorii dotyczącej kalendarzowej funkcji linii Nazca) porzucono, lektura i ogrom pracy, jaką włożył autor w przygotowanie tego kompendium mogą budzić zachwyt. Tym bardziej szkoda, że mało wnikliwa redakcja zmarnowała tak wielki potencjał omawianej lektury. 

„Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru” Jürgen Thorwald tłumaczenie: Albin Bandurski i Janina Szczaniecka 
tytuł oryginału: Macht und Geheimnis der frühen Ärzte. Ägypten, Babylonien, Indien, China, Mexiko, Peru 
data wydania: 31 sierpnia 2017 
ISBN: 9788308063842 
liczba stron: 304

poniedziałek, 5 marca 2018

„Witajcie, powracające widma” Kossi Efoui

„Pomiędzy Tak i Nie, pomiędzy Przeciw i Za pozostają ogromne podziemne przestrzenie, w których najbardziej zagrożeni z ludzi mogliby żyć w pokoju.” 
"Witajcie, powracające widma" Kossi Efoui 


foto: Wydawnictwo Karakter


Kossi Efoui to pochodzący z Togo filozof, dramaturg i prozaik. Z powodu represji politycznych został zmuszony do opuszczenia kraju i zamieszkał we Francji. Za książkę „Witajcie, powracające widma” otrzymał w 2009 roku nagrodę Prix des Cinq Continents. 

„Witajcie, powracające widma” to poetycka opowieść, w której sen miesza się z jawą, prawda z fikcją, a groteska z rozpaczą. Akcja książki rozgrywa się kilka lat po bratobójczym konflikcie, w nienazwanym afrykańskim kraju, do którego powracają z wygnania sprawcy masakry. Rozdzielone w wojennej zawierusze rodziny próbują odnaleźć się po latach rozłąki. O ludobójstwie nie pozwalają zapomnieć błąkające się wśród ocalałych duchy zmarłych. 

Kossi Efoui, choć nie odnosi się bezpośrednio do konkretnego państwa, tworzy mozaikę złożoną z licznych konfliktów dotykających przez lata afrykański kontynent. Przebudowa kraju, narzucona odgórnie jedynie słuszna ideologia pojednania, nakaz milczenia o zbrodniach wskazują niewątpliwie na Rwandę, jako jeden z krajów będących inspiracją dla autora. Ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem ze strony agresywnych dzieci: „Strzeżcie się dzieci!” odnosi się z kolei do Ugandy i Armii Bożego Oporu stworzonej przez niebezpiecznego, samozwańczego proroka – Josepha Kony’ego. Opowieść o prowincji Riviera I przypomina losy Etiopii pod panowaniem Hajle Syllasje. Jedyny kraj bezpośrednio wspomniany przez pisarza to Sudan. 

W „Witajcie, powracające widma” Efoui odnosi się do „pomocy” udzielanej afrykańskim krajom przez WIELKICH DOBROCZYŃCÓW. Wyraża się w ten sposób o koronowanych głowach, konsulach, politykach, szejkach, przybywających z Francji i Arabii, którzy pod płaszczykiem zainteresowania problemami Afryki spędzają czas na polowaniach i na grabieniu bogactw naturalnych odwiedzanych krajów, sugeruje również, że zaopatrują oni autochtonów w broń, którą ci zabijają się nawzajem (mowa o karabinach Famas). 

Jak odnaleźć się w świecie, w którym doszło do potwornych zbrodni? Jak zwalczyć w sobie potrzebę odwetu, żądzę zemsty? Czy lepiej zapomnieć o wszystkim i uwierzyć w iluzję pojednania? Czy w pokonaniu traumy może pomóc dystans, ironia i sarkastyczne poczucie humoru? Co z resztą świata, która spokojnie przyglądała się bratobójczej walce? Te wszystkie pytania stawia przed czytelnikiem Kossi Efoui w powieści „Witajcie, powracające widma”. Polecam. 

„Witajcie, powracające widma” Kossi Efoui 
tłumaczenie: Wawrzyniec Brzozowski 
tytuł oryginału: Solo d'un revenant 
data wydania: luty 2012 
ISBN: 9788362376117 
liczba stron: 204