piątek, 26 lutego 2016

"Jeden z nas" Åsne Seierstad

"Jesteśmy pierwszymi kroplami deszczu zwiastującymi nadejście burzy! Burzy, która dokona oczyszczenia. Przez wielkie miasta Europy popłyną rzeki krwi. Moi bracia i siostry zwyciężą. [...] Ludzie mają na oczach klapki dobrobytu. Stracą wszystko, codzienność napełni się cierpieniem, utracą swoją tożsamość, dlatego tak ważne jest, by patrioci w Europie poczuwali się do odpowiedzialności, tak jak to się stało ze mną. Europa potrzebuje więcej bohaterów!"
Anders Breivik
"Jeden z nas" Åsne Seierstad

foto: archiwum własne


"Jeden z nas" to doskonała opowieść reporterska o jednym z najczarniejszych dni w historii Norwegii. 22 lipca 2011 roku Anders Breivik dokonał dwóch zamachów: bombowego (używając własnoręcznie skonstruowanego ładunku) na siedzibę premiera Norwegii oraz na uczestników obozu młodzieżówki Partii Pracy. Tego feralnego dnia zginęło siedemdziesiąt siedem osób, a trzydzieści trzy zostały ranne, terrorysta został skazany na dwadzieścia jeden lat więzienia z możliwością nieskończonego przedłużania kary. Początkowo książka miała zawierać jedynie relację z procesu Andersa Breivika, jednak to, co zobaczyła Åsne Seierstad na sali sądowej tak nią wstrząsnęło, że postanowiła zanurzyć się głębiej w tę opowieść. Napisała reportaż o zamachowcu, o tragicznych wydarzeniach na wyspie Utøya, o ataku bombowym przed siedzibą premiera oraz przede wszystkim o ofiarach terrorysty i ich rodzinach. Książka ta będąca hołdem dla brutalnie zamordowanych nastolatków i ich bliskich jest próbą rekonstrukcji wydarzeń począwszy od dzieciństwa Breivika do dwóch lat po zamachu. Autorka pisze o tym, co ukształtowało mordercę, dlaczego nigdy nie był i nie mógł być "jednym z nas". Omawia jego dysfunkcyjną rodzinę, środowisko, w którym się obracał, problemy wychowawcze i osobiste matki Andersa, późniejsze próby odnalezienia się bohatera w różnych subkulturach, jego nieudane biznesy. Seierstad opowiada jak powstawał słynny manifest zamachowca (metodą wytnij i wklej) i co zawiera. Jest to głównie krytyka opiekuńczego państwa, feministek, islamistów, poprawności politycznej, w tym polityki wielokulturowości, a pochwała skrajnego nacjonalizmu wyrażającego się poprzez rasizm i ksenofobię, nawoływanie do nienawiści względem wszelkich przejawów inności. Historia życia Breivika przeplatana jest fragmentami dotyczącymi jego przyszłych ofiar, tu autorka również wspomina dzieciństwo zamordowanych, ich pierwsze sukcesy, radość, z jaką rokrocznie uczestniczyli w obozie młodzieżówki Partii Pracy, zapał, jaki towarzyszył im w próbach zmieniania świata w lepsze, bardziej przyjazne miejsce. Najbardziej poruszające fragmenty reportażu dotyczą ostatnich chwil nastoletnich ofiar, telefonicznych rozmów z rodziną, a wreszcie nieodebranych połączeń, kiedy na wyspie nie było już nikogo żywego.
Autorka nie oszczędza również działań policji i jednostki specjalnej. Dowodzi, że masakry na wyspie Utøya można było uniknąć. Po zamachu bombowym służby znały bowiem rodzaj i kolor pojazdu, którym poruszał się terrorysta, tablice rejestracyjne wozu, miały również rysopis sprawcy. Zawiodła wzajemna komunikacja, można było zaobserwować chaos, brak przygotowania do odparcia ataku terrorystycznego, brak jakiejkolwiek koordynacji działań, błędne decyzje, podejmowane wbrew rozsądkowi, jak na przykład skierowanie oddziału do zadań specjalnych na najdłuższą możliwą trasę dojazdową na wyspę, późniejsze problemy ze sprzętem. Nie wykorzystano ani istniejących możliwości (cała ekipa policyjnego helikoptera była w tym czasie jednocześnie na urlopie!) ani zasobów.
Po pierwszej diagnozie psychiatrycznej istniało niebezpieczeństwo, że  Breivik uniknie kary, lekarze stwierdzili schizofrenię paranoidalną, na szczęście powstała kolejna opinia, łagodząca pierwsze stanowisko - narcystyczne zaburzenia osobowości, które nie wykluczają poczytalności sprawcy i tym samym było możliwe skazanie przestępcy.
"Jeden z nas" to książka trudna, ale warto przez nią przebrnąć. Potraktować ją jak ostrzeżenie. O tym, co się stało 22 lipca 2011 roku nie można zapomnieć. Jakie skutki wywołać może mowa nienawiści? Kto przyjmie na siebie odpowiedzialność za nacjonalistyczne, ksenofobiczne nawoływania do walki z "innymi", z imigrantami, jeśli pojawi się następny Breivik? To reportaż o przynależności, a także jej braku, o wspólnocie i przyjaźni, o imigrantach, którzy chcą być "jednymi z nas". I jeżeli jest coś, co mogłabym skrytykować w tej znakomitej książce, to czynienie z Oriany Fallaci tuby prawicy. Tak mógł napisać tylko ktoś, kto nie czytał żadnej jej książki poza "Wściekłością i dumą". Mam nadzieję, że "Jeden z nas" znajdzie się w dziesiątce najlepszych reportaży 2015 roku, wybranych przez Jury Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.
Zdjęcia z procesu Breivika możecie obejrzeć tu. Warto spojrzeć na twarz człowieka, który uśmiecha się, choć zabił siedemdziesiąt siedem osób. Mnie to przeraża.

środa, 17 lutego 2016

"Sekta egoistów" Éric Emmanuel Schmitt

"Choć myślami obejmujemy cały świat, 
nigdzie nie znajdziemy nic droższego dla siebie niż jaźń. 
Więc, ponieważ dla innych jaźń jest tak samo droga, 
ten, który siebie miłuje, nie powinien ranić nikogo." 
Budda Siakjamuni, Mallikaa Sutta
źródło: Wikicytaty

foto: archiwum własne


"Sekta egoistów" Érica Emmanuela Schmitta to debiut literacki znanego, utalentowanego francuskiego pisarza i filozofa. Główny bohater, Gérard de Lagueret, natrafia w archiwach biblioteki na wzmiankę o "Zarysie nowej metafizyki" autorstwa Gasparda Languenhaerta. Postać tajemniczego filozofa pochłania go do tego stopnia, że postanawia porzucić pracę nad rozpoczętym doktoratem i całą swą energię skupić na poszukiwaniu wszelkich dostępnych informacji na temat autora traktatu filozoficznego poświęconego egoizmowi. W trakcie swoich badań natrafia na liczne relacje i wzmianki dotyczące Gaspadra oraz na informacje mówiące o założonej przez niego Sekcie Egoistów, grupie dziwaków, którzy co tydzień, przez kilka lat, spotykali się we wsi Montmartre i każdy z nich bez wyjątku twierdził, iż jest jedyny w swoim rodzaju oraz że to właśnie on stworzył wszechświat. Poszukiwania głównego bohatera są oczywiście tłem, pretekstem do podjęcia rozważań na temat egoizmu i jego konsekwencji. Czy człowiek, który sam siebie stawia w centrum wszechświata może osiągnąć szczęście i spełnienie? Jak taka postawa wpływa na otoczenie? Czy miłość jest w stanie odmienić zadufanego, przekonanego o własnej doskonałości człowieka? Jeśli tak, to na jak długo? Opowieść Schmitta krąży wokół tematu, ale nie potępia postaw egoistycznych, ocenę pozostawiając czytelnikowi. Można dojść do podobnego wniosku, jak Budda Siakjamuni, że skoro dla człowieka nie ma nic bardziej cennego jak własne jestestwo, to egoizm jest z gruntu rzeczy postawą dobrą i pożądaną, gdyż jeśli miłujemy własne ja i każdy z nas pielęgnuje ego to nie jesteśmy w stanie ranić innych, wiedząc jak cenną rzecz stanowi samozadowolenie. Jednak gdy całą swą miłość przelejemy na siebie czy wystarczy jej dla bliskich nam osób? Schmitt stawia również pytanie o rzeczywistość, skąd mamy pewność, że życie nie jest snem, z którego w pewnym momencie przyjdzie nam się obudzić, chociażby za sprawą śmierci? Sądzę, że był to bardzo mocny debiut, widać w nim zalążki kolejnych dzieł autora, schemat budowania historii jest podobny. Pod pozorem błahej i przewidywalnej opowiastki pisarz próbuje rozprawić się z etycznymi dylematami. Dla mnie te dywagacje były interesujące, zakończenie, którego nie zdradzę również. Książka warta pochłonięcia między jedną kawą a drugą, czemu sprzyja niewielka objętość. Polecam.

"Ostatnia noc Kaddafiego" Yasmina Khadra

"Człowiek jest tylko tym, kim chcą go widzieć inni."
"Ostatnia noc Kaddafiego" Yasmina Khadra

foto: archiwum własne


Mohammed Moulessehoul, algierski oficer, ukrywający się pod pseudonimem Yasmina Khadra kreśli w książce "Ostatnia noc Kaddafiego" subtelny, literacki, fikcyjny, choć oparty na faktach, portret okrutnego libijskiego dyktatora. Jaki naprawdę był Muammar al- Kaddafi, twórca dziwacznej doktryny zwanej islamskim socjalizmem, której zasady wyłożył w "Zielonej Książce"? Jak wyglądały jego ostatnie chwile? Czytelnik dzięki lekturze poznaje przeszłość przywódcy, najważniejsze wydarzenia z jego życia osobistego, które doprowadziły go do objęcia władzy i zrewolucjonizowania libijskiego społeczeństwa. Autor opisuje narady sztabu generalnego przygotowującego ucieczkę Kaddafiego, chwile samotności wodza, gdy ten zanurza się w przeszłość i wspomina dzieciństwo, fascynację malarstwem Vincenta van Gogha, liczne miłosne podboje oraz końcową sekwencję "polowania" na wielkiego "ojca narodu". Yasmina Khadra przedstawia dyktatora z ludzką twarzą i tylko niekiedy w ten obraz wkracza fałszywa nuta. Czytając uważnie dotrzemy do sedna, ujrzymy prawdziwe oblicze tyrana, który znęcał się nad ludem i podwładnymi, kobiety traktował instrumentalnie, obsesyjnie lękał się o własne życie, a oponentów bez jakichkolwiek dowodów skazywał na śmierć. Każde zdanie, nawet cytat wstępny, ma tu ogromne znaczenie. Słowa Omara Chajjama były bowiem ostatnimi, jakie wypowiedział zamknięty w celi poeta Bassem Tanout, tuż przed tym, jak popełnił samobójstwo. 
To, co w książce "Ostatnia noc Kaddafiego" ukryte jest między wierszami Oriana Fallaci napisała nie siląc się na jakiekolwiek subtelności w "Wywiadzie z władzą". Nazwała w nim pułkownika durniem, szaleńcem, paranoikiem, zakochanym we własnej osobie megalomanem. Co więcej, odpowiedzi jakich Kaddafi udzielał na pytania słynnej włoskiej dziennikarki świadczą dobitnie o tym, iż nie dysponował on zbyt lotnym umysłem. Zachęcam do lektury "Ostatniej nocy Kaddafiego" oraz do zapoznania się z treścią wywiadu, jakiego udzielił pułkownik Kaddafi Orianie Fallaci, zamieszczonego w "Wywiadzie z władzą".

sobota, 6 lutego 2016

"Sąsiedzi naziści" Eric Lichtblau

"Poszliśmy do łóżka z nazistami, licząc na to, że pomogą nam rozpracować Sowietów. Płaciliśmy im pensje i premie, wynagradzaliśmy ich luksusowymi dobrami, tymczasem w większości przypadków nie dostawaliśmy prawie nic w zamian."
Eric Lichtblau w rozmowie z Piotrem Milewskim 
Newsweek Historia 11/2015

foto: archiwum własne

W książce "Sąsiedzi naziści" Eric Lichtblau ukazuje jak Ameryka stała się rajem dla uciekających po wojnie z Europy nazistów. Ludzie Hitlera nie mieli najmniejszych problemów z dostaniem się do Stanów Zjednoczonych, część z nich posługiwała się fałszywymi dokumentami, ale wielu nie kryło swoich związków z partią, a wręcz chełpiło się przynależnością do NSDAP. W ucieczce naukowcom, lekarzom, oficerom pomagali ludzie Kościoła, Czerwony Krzyż, CIA. Po wyzwoleniu obozów koncentracyjnych więźniowie tam zgromadzeni jeszcze przez długi czas nie mogli się swobodnie poruszać, musieli czekać na możliwość wyjazdu za granicę, ich koszmar trwał nadal, żyli w skandalicznych warunkach. Natomiast ich oprawcy wymykali się w zasadzie bez problemów z wyzwalanych terenów, wystarczyło mieć coś do zaoferowania, przynajmniej teoretycznie. W cenie była wiedza na temat technologii, zaplecza militarnego, doświadczenie w eksperymentach medycznych, informacje na temat Związku Radzieckiego. Potrzeba walki z komunizmem była tak silna, że CIA zapominała o przeszłości swoich nowych sojuszników, na potrzeby uzasadnienia przemycenia takich ilości zbrodniarzy wojennych (mowa tu o ok. 10 tys. nazistów) ukuto nawet termin "pomniejsze zbrodnie wojenne". Moralność, sprawiedliwość, poczucie odpowiedzialności, zadośćuczynienie za wyrządzone krzywdy to były w tamtym czasie, jak się okazuje, puste frazesy. Na początku 1945 roku Allen Dulles, późniejszy dyrektor CIA, spotkał się w Szwajcarii z Karlem Wolffem, generałem Waffen SS. Już wtedy, jeszcze przed kapitulacją Niemiec, w głowie ambitnego amerykańskiego agenta zrodził się plan. Zamierzał on ocalić wysokich rangą przywódców nazistowskich przed karzącym mieczem sprawiedliwości, wykorzystać ich wiedzę i uczynić ich sprzymierzeńcami w nowej wojnie, jaką USA toczyły z ZSRR. Karl Wolff, Otto von Bolschwing, John Demianiuk, Tom Soobzokov, Hubertus Strughold (nazywany "ojcem medycyny kosmicznej"), Wernher von Braun, Arthur Rudolph czy Johann Breyer to tylko niektóre nazwiska zbrodniarzy wojennych przewijających się na kartach tej książki. Obok tych odrażających postaci pojawiają się ludzie, którzy walczyli o ujawnienie prawdy na temat ich przeszłości, tacy jak Chuck Allen, Tonny DeVito, kongresmenka Elizabeth Holtzman, Jeff Mausner czy Eli Rosenbaum. Rząd Stanów Zjednoczonych dopiero około sześćdziesiąt pięć lat po wojnie zaczął otwarcie mówić o tym, że Ameryka zamiast stanowić azyl dla poszkodowanych stała się domem i schronieniem dla prześladujących. Począwszy od 2000 roku stopniowo odtajniano akta CIA i Pentagonu dotyczące okresu powojennego. Te dokumenty stanowią pokaźną część bibliografii, którą posługiwał się Eric Lichtblau, zdobywca Nagrody Pulitzera, pisząc swoją książkę. Autor korzystał ponadto z wywiadów z osobami prowadzącymi śledztwa przeciwko nazistowskim zbrodniarzom w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, z pracownikami Departamentu Sprawiedliwości, prokuratorami, rozmawiał też z dziećmi niektórych oskarżonych. Polecam lekturę "Sąsiadów nazistów", to bardzo dobrze napisana, zawierająca ważne informacje książka, którą czyta się jak dreszczowiec polityczny, z tym, że scenariusz napisało w tym wypadku życie, o czym należy pamiętać.
Nie tylko Stany Zjednoczone przymykały oko na działalność zbrodniarzy wojennych, dość wspomnieć dr Heinricha Grossa, austriackiego psychiatrę, neurologa i lekarza rodzinnego, który podczas wojny kierował kliniką Spiegelgrund. Dokonywano tam makabrycznych eksperymentów na dzieciach, torturowano je, poddawano eutanazji. Po wojnie Gross został szanowanym biegłym sądowym, nigdy nie przyznał się do winy (choć na sali sądowej spotkał swoją niedoszłą ofiarę, która go rozpoznała), zmarł spokojnie w wieku dziewięćdziesięciu dziewięciu lat. O tym, co działo się  za murami Spiegelgrund opowiada z kolei najnowsza książka Steva Sem- Sandberga - "Wybrańcy".

foto: archiwum własne

czwartek, 4 lutego 2016

"Wytępić całe to bydło" Sven Lindqvist

"Wszyst­ko jed­no pod jaką sze­ro­ko­ścią geo­gra­ficz­ną, wszę­dzie tam, gdzie ne­gu­je się wie­dzę, je­śli czy­ni się to świa­do­mie, bu­rzy ob­raz świa­ta i zmu­sza do po­da­nia w wąt­pli­wość na­szej w tym świe­cie roli – wszę­dzie tam roz­gry­wa się "Ją­dro ciem­no­ści". Ty już to wiesz. Ja rów­nież. Nie wie­dzy nam bra­ku­je. Brak nam od­wa­gi, by to, co wie­my, zro­zu­mieć i wy­cią­gnąć z tego wnio­ski." 
"Wytępić całe to bydło" Sven Lindqvist

foto: archiwum własne


"Wytępić całe to bydło", tytuł i myśl przewodnia książki Svena Lindqvista to zarazem cytat z opowiadania "Jądro ciemności" Josepha Conrada, tratującego o okrucieństwach jakich dopuszczali się biali kolonizatorzy w Wolnym Państwie Kongo. Szwedzki dziennikarz tworzy interesujące połączenie powieści, reportażu i opracowania historycznego, przeprowadza czytelnika przez świat wielkich europejskich zdobyczy kolonialnych, historię terroru przełomu XIX i XX wieku. Lindqvist przedstawia ludobójstwo, rasizm, imperializm jako efekt postępu, cenę jaką musimy zapłacić za rozwój cywilizacji. Lubimy myśleć, że tam gdzie docierali biali osadnicy rozpoczynała się walka z zacofanymi tubylcami za pomocą kaganka oświaty, a modlitwy i dobre słowo powodowały, że oto ciemny lud nawracał się i wstępował na ścieżkę wiedzy, wiary i naukowego olśnienia. Niestety, prawda jest zupełnie inna, Europa nie miała do zaoferowania mieszkańcom Czarnego Lądu nic poza przemocą i krwią. Historia podboju Afryki to czas okrucieństw, ludobójstw, terroru, bezlitosnych tortur i mordów na autochtonach w imię poszerzania przestrzeni życiowej białego człowieka. To nie szczytne ideały, wartości i moralność leżały u podstaw zwycięstwa i podporządkowania sobie tubylczej ludności, a przewaga militarna najeźdźców. "Ludzie wpadają w amok, kiedy zaczynają stosować przemoc. Przemoc, którą noszą w sobie, przeobraża ich i sprawia - nawet kiedy już jest po wszystkim - że stają się kimś nie do poznania." Właśnie w ten sposób wielcy generałowie, przywódcy, często ludzie gruntownie wykształceni, w amoku, furii wycinali w pień całe wioski, nie oszczędzano nikogo, ziemia spływała krwią kobiet, mężczyzn i dzieci, a jej bogactwa, surowce były rozkradane i wracały na statkach do Europy. Autor pomiędzy opowieści o tępieniu Indian, Hotentotów, Aborygenów, Maorysów, Hererów, Guanczów wplata relację ze swojej podróży po Afryce, gdzie odwiedza między innymi Ajn Salih, Ksar Murabtin, Arlit, Agadez czy Zinder. Poetyckim opisom przyrody - pustyni, oaz, miejscowości, drogi towarzyszą przemyślenia Lindqvista i liczne przykłady zaczerpnięte z literatury pięknej i naukowej dowodzące okrucieństw kolonizatorów na Czarnym Lądzie. W książce przewijają się pisarze tacy jak wspomniany wyżej Joseph Conrad, Herbert Wells, Honoriusz Balzac, Rudyard Kipling oraz ludzie nauki - Karol Darwin, Georges Cuvier, Jean-Baptiste de Lamarck czy Charles Lyell. "Wytępić całe to bydło" to erudycyjna opowieść o tym, jak przekonanie o wyższości  własnej cywilizacji i wyścig zbrojeń stały się kluczem do imperialnego sukcesu Europejczyków. Adolf Hitler wiedział skąd czerpać inspirację dla swoich odrażających czynów, wystarczyło zbadać meandry historii kolonializmu. Lektura godna polecenia, choć trudna.

czwartek, 14 stycznia 2016

"Wszystkie wojny Lary" Wojciech Jagielski

"— Czegoż bym nie oddała, aby ocalić dziecko — rzekła biedna kobieta. — Wypłaczę oczy moje, byleś mnie zaniosło do strasznego ogrodu śmierci."
"Matka" Hans Christian Andersen

foto: archiwum własne


"Wszystkie wojny Lary" to przejmująca opowieść o sile matczynej miłości, niezłomności, ale jednocześnie o tym, jak nikły mamy wpływ na życie nasze i osób nam bliskich. Wojciech Jagielski przedstawia w swej książce historię życia Lary - kobiety, której synowie postanowili wziąć udział w dżihadzie, wyjechali walczyć u boku ISIS w Syrii. Zanim jednak podjęli tę decyzję matka wszelkimi sposobami starała się ich uchronić przed okrucieństwami wojny. 
Lara zdawała się mieć szósty zmysł, była w stanie ocenić polityczny zamęt i przewidzieć ewentualne zamieszki, zareagować w porę i podjąć odpowiednie kroki, by ocalić rodzinę. Kiedy mieszkali w Groznym kobieta wyczuwała zbliżające się niebezpieczeństwo i postanowiła uciec z chłopcami do domu rodziców, sielskiej doliny Pankisi. Gdy do wąwozu zaczęli napływać uchodźcy z Czeczenii, jak grzyby po deszczu wyrastały nowe meczety, a radykalni mułłowie wbijali młodzieży do głowy, że jedynie Koran może stanowić źródło prawa, Lara kolejny raz podjęła próbę uratowania synów przed niebezpieczeństwem - wysłała ich z ojcem do ziemi obiecanej, Europy. Co zatem poszło nie tak? Książka Wojciecha Jagielskiego doskonale wyjaśnia jakie mechanizmy kryją się za fenomenem wyjazdów muzułmanów z obszarów postsowieckich do Syrii, ukazuje też jak szczególnym przypadkiem jest Kachetia, a ściślej dolina Pankisi. Próbę zrozumienia należy zacząć od poznania Kistów, gruzińskich Czeczenów, zawieszonych jakby "w pół drogi", zamieszkujących opisywane tereny. Mieszkają w Gruzji, ale nie do końca czują się Gruzinami, z kolei Czeczeni też nie zawsze się z nimi identyfikowali. Różnice widać zwłaszcza, gdy autor opisuje napływ uchodźców do doliny Pankisi w czasie wojen czeczeńskich, przybysze usiłują podporządkować sobie suficką, pokojowo nastawioną starszyznę i wprowadzić radykalne zasady szariatu, sprowadzają własnych duchownych, budują swoje meczety. Kryzys tożsamości, idące za tym poczucie przynależności do ummy (trzeba się przecież w końcu jakoś określić, jeśli nie czują się Gruzinami ani Czeczenami to zdecydowanie muzułmanami), zła sytuacja ekonomiczna, a także konflikt pokoleń to wszystko wywiera wpływ na młodzież decydującą się na wyjazd do Syrii. Oczywiście niemałe znaczenie mają również opowieści o bohaterskich czynach partyzantów, a także historyczne znaczenie Lewantu (na tych obszarach już kiedyś istniał kalifat). W przypadku synów Lary - Raszida i Szamila dochodzi jeszcze rozczarowanie Europą. Pobyt na Zachodzie nie spełnił ich oczekiwań, bo zastana tam rzeczywistość nie wytrzymała konfrontacji z wyobrażeniami o czekającym tam na nich raju. 
Imiona głównej bohaterki i jej synów zostały zmienione, w książce pojawiają się jednak postacie, o których wiadomo, że prowadzą lub prowadziły aktywną walkę w Syrii, takie jak chociażby Omar Sziszani (Tachran Batiraszwili) czy Rustam Giełajew. 
Reportaż "Wszystkie wojny Lary" omawiałyśmy w ramach Domowego Klubu Książki, u Natalii z Kroniki Kota Nakręcacza (protokół made by Natalia znajdziecie tu). Książka wywarła na nas spore wrażenie, dyskutowałyśmy o granicach prawdy w reportażu. Zastanawiałyśmy się również na ile to, że Lara jest aktorką miało wpływ na dramatyzm opowiedzianej przez nią historii. 
Lara przypomina mi matkę z baśni Hansa Christiana Andersena, próbowała zrobić wszystko by ocalić swoje dzieci, wybrała się w podróż do objętej wojną Syrii, aby ratować Szamila. Niestety, czytelnik nie znajdzie tu szczęśliwego zakończenia.
Książkę oczywiście polecam, warto uzupełnić lekturę o raport OSW na temat islamu na obszarze byłego ZSRR, zatytułowany "Homo Dżihadicus". Poszerza on i porządkuje informacje zawarte w reportażu Wojciecha Jagielskiego. Dokument ten dostępny jest tu.

foto: archiwum własne

wtorek, 12 stycznia 2016

"Dziewczyna o siedmiu imionach" Hyeonseo Lee, David John

„Ojcze nasz, nie mamy czego zazdrościć światu. 
Nad naszym domem czuwa Partia Pracy. 
Wszyscy jesteśmy sobie braćmi i siostrami. 
Nawet gdy uderzy na nas morze ognia, drogie dzieci, niczego się nie bójmy, 
Nasz ojciec jest z nami. 
Nie mamy czego zazdrościć światu.”
/piosenka śpiewana przez północnokoreańskie dzieci w szkole/
"Światu nie mamy czego zazdrościć" Barbara Demick

foto: archiwum własne

"Dziewczyna o siedmiu imionach" to zapis wspomnień uciekinierki z Korei Północnej, Hyeonseo Lee. Tytuł jest nawiązaniem do częstych zmian tożsamości autorki, miały one wymiar symboliczny - każdy moment przełomowy w życiu Hyeonseo wymagał nowego początku, innego imienia. 
Bohaterka urodziła się w 1980 roku, w Hyesan (podobnie jak Yeonmi Park, która swoją relację z ucieczki zatytułowała "Przeżyć"), miejscowości położonej w pobliżu granicy z Chinami. Książka podzielona jest na trzy części, pierwsza dotyczy dzieciństwa i wczesnej młodości autorki, jest to opis jej życia w Korei Północnej. Rodzina, ze względu na koneksje ojca (był wojskowym) cieszyła się nieco większą swobodą niż inni mieszkańcy kraju. Hyeonseo często się przeprowadzała, mieszkała w Anju, Hamhung, a pod koniec pobytu w Korei Północnej ponownie osiedliła się w Hyesan. W tej części autorka opisuje absurdy reżimu, takie jak oddawanie czci posągom, drobiazgowe kontrole czystości portretów przywódców, które musiały wisieć w widocznym miejscu w domu każdego mieszkańca, a także tzw. sesje samokrytyki, zaczynające się już w szkole podstawowej (każdy ma obowiązek donosić na każdego, nikt nie może pozostać bez winy, taka sytuacja ma miejsce już do śmierci). Wcześniej, dzieciom w wieku przedszkolnym serwowane są mity na temat boskości przywódcy i narodzin jego syna. Maluchy wierzyły, że Wielki Ojciec potrafił samą tylko siłą umysłu wpływać na warunki atmosferyczne. Autorka wspomina ponadto pierwsze związki, pierwsze miłości, pisze o aresztowaniu ojca, o głodzie. Tę część relacji kończy przeprawa przez zamarzniętą rzekę Yalu do Chin.
Po przekroczeniu granicy los jest dla uciekinierki bardzo łaskawy (wystarczy wspomnieć niedawno opisywaną przeze mnie historię Yeonmi Park), dziewczyna kontaktuje się ze znajomym handlarzem, partnerem w interesach jej matki, ten udziela jej schronienia i pomaga dotrzeć do krewnych mieszkających w Shenyang. Hyeonseo posiada zadziwiającą umiejętność wyswobadzania się z wszelkich kłopotów, w które wpada. Udaje jej się uciec przed zaaranżowanym małżeństwem, wątpliwą przyjemnością pracy w zakładzie fryzjerskim (te przybytki zajmują się w Chinach masażem erotycznym), następnie cudem unika deportacji. Już podczas pobytu w Szanghaju autorka postanawia pomóc w ucieczce bratu i matce. Relację z pobytu w Chinach kończy prośba o azyl na lotnisku Incheon.
W ostatniej części Hyeonseo opisuje początkowe trudności związane z zaadaptowaniem się do życia w Korei Południowej, zamieszcza też obszerną relację z ucieczki brata i matki z Hyesan, którą zaaranżowała i przeprowadziła. Nieocenioną pomoc okazał jej wtedy przypadkowo spotkany australijski turysta - Dick Stolp.
Historia opisana przez Hyeonseo Lee znalazła szczęśliwy finał. Bohaterka jest znaną aktywistką działającą na arenie międzynarodowej, walczącą o prawa człowieka. Jej wystąpienie na konferencji TED, w Long Beach, w Kalifornii, w lutym 2013 roku obejrzało już ponad trzy miliony osób. Można je zobaczyć tu. Książkę polecam, wciąga od pierwszych stron.