poniedziałek, 12 października 2015

„Mur. 12 kawałków o Berlinie”

pod redakcją Agnieszki Wójcińskiej 
z fotografiami Filipa Springera 

“Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów.” 
Isaac Newton 
foto: archiwum własne - zdjęcie w tle, okładka: Wydawnictwo Czarne



Książka “Mur. 12 kawałków o Berlinie” to zbiór reportaży, których motywem przewodnim jest mur berliński, przez autorów NRDowskiej propagandy zwany antyfaszystowskim wałem ochronnym. Ta szpetna krecha podziału, symbol zimnej wojny, istniała od 13 sierpnia 1961 do 9 listopada 1989, przeszło 28 lat. Pozostałą po niej bliznę, wyrwę w przestrzeni miejskiej, dokumentuje Filip Springer w fotoreportażu będącym częścią tej lektury. Mur berliński nie jest jedynym, którego istnienie przywołują autorzy poszczególnych fragmentów książki. Wspomniano także o murze na granicy Strefy Gazy, o Ameksyce, o podziale Korei. Czytelnik dzięki relacjom bohaterów reportaży dowiaduje się jak wyglądało życie przed i po upadku muru berlińskiego. 
W pierwszym fragmencie poznajemy sylwetkę artysty – stomatologa Ludwika Waseckiego, który hobbystycznie wykonuje instalacje z wykorzystaniem pozostałości muru, jego prace można obejrzeć w niewielkiej wsi Sosnówka, w powiecie oleśnickim. W książce odnaleźć możemy także dramatyczne historie porwań samolotów oraz bardzo ciekawe opowieści budowniczych tuneli, które umożliwiły ucieczkę około trzystu osobom z terenu NRD (odkryto 75 tuneli, z czego wykorzystano 19). Tunele w Strefie Gazy służą do przemycania między innymi broni, te wzdłuż granicy amerykańsko- meksykańskiej do transferu narkotyków, te zlokalizowane pod murem berlińskim przynosiły ludziom wolność. 
Równie ciekawy jest reportaż o synu Helmuta Kohla, Walterze. Ojciec zjednoczenia Niemiec, wytrawny, szanowany polityk to jednocześnie człowiek, któremu zabrakło rodzicielskiej miłości dla synów. Kraj i jego sprawy traktował priorytetowo. Jego ciężko chora żona popełniła samobójstwo, bliski śmierci był także sam Walter. Obecnie pracuje jako tłumacz i pisarz, jego książka „Życie, to, co czujesz” stała się bestsellerem. 
Bardzo mocny tekst „Tylko nie matura, córeczko” dotyczy tureckich imigrantów zamieszkujących Berlin. Zbrodnie honorowe są w tej społeczności na porządku dziennym. Katarzyna Brejwo opisuje dramatyczne losy kobiet, które pragną się kształcić, asymilować, chciałyby żyć jak ich zachodnie rówieśnice, niestety ich próby uzyskania wolności kończą się tragicznie – śmiercią z rąk najbliższych. Niewidzialny mur dzieli tureckich imigrantów od reszty mieszkańców miasta. 
W książce przedstawiono także historie opuszczających Izrael Żydów, którzy osiedlają się w Berlinie. Powodów takiej decyzji jest wiele – nie zgadzają się na mury, podziały, okupację Strefy Gazy lub też emigrują ze względów ekonomicznych. Oczywiście narażają się tym samym na ostracyzm ze strony bliskich. 
Nie przytoczę w tym krótkim opisie wszystkich reportaży zamieszczonych w tej lekturze, każdy z nich to prawdziwa perełka, skłaniająca do refleksji. Najbardziej wzruszył mnie fragment z jednego z ostatnich tekstów - „Paczek solidarności”. Opisano w nim między innymi historię miłości, która połączyła Michaela i Martę, a wszystko to za sprawą skromnej paczki z książeczką o niedźwiadku Petzim. 
Polecam każdemu lekturę tego zbioru reportaży i oczywiście zachęcam do odwiedzenia Berlina. Jaki jest współcześnie? Pełen wesołych, otwartych, uśmiechniętych i skorych do pomocy ludzi, przynajmniej ja go takim zapamiętałam w 2013 roku.

***
Na zakończenie kilka fotografii z mojego pobytu w Berlinie, w 2013 roku.


foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

sobota, 10 października 2015

“Uległość” Michel Houellebecq

Religie uznają i głoszą jedynie prawdy absolutne i każda odrzuca w sposób kategoryczny doktrynę pozostałych. Wszystkie dążą do tego, żeby nie tylko zapanować nad duszami i sercami ludzi, ale także kontrolować ich zachowanie.
Cywilizacja spektaklu Mario Vargas Llosa 

foto: W.A.B.


Uległość Michela Houellebecqa to kontrowersyjna powieść, o której rozpisywali się już liczni publicyści z prawa, lewa i ze środka. Autor został okrzyknięty islamofobem, nihilistą, cynikiem i mizoginem, a to jedynie te łagodniejsze określenia. Ja z kolei postrzegam Houllebecqa jako odważnego wizjonera, doskonałego obserwatora rzeczywistości, który w każdej kolejnej książce usiłuje wstrząsnąć czytelnikiem, pokazać, że ludzkość nieuchronnie zmierza ku samozagładzie i trzeba działać, póki nie jest za późno.

François, główny bohater książki, jest wykładowcą literatury na Sorbonie. Wysoką pozycję i szacunek w akademickim świecie zawdzięcza znakomitej pracy doktorskiej poświęconej Jorisowi- Karlowi Huysmansowi. Jego życie osobiste jest z kolei miałkie i nijakie, wiedzie raczej samotny, mało atrakcyjny żywot. Czas spędza albo na uwodzeniu studentek podczas nudnych zajęć, względnie schadzkach z prostytutkami albo na spożywaniu sztucznych posiłków przyrządzanych w mikrofalówce. Przy okazji zdarza mu się oglądać polityczne debaty, choć jak sam przyznaje niezbyt sobie ceni takie źródła rozrywki. François miewa jednak sporadyczne przebłyski geniuszu, to on pierwszy zauważa jaką siłą polityczną stało się Bractwo Muzułmańskie i wieszczy mu sukces w wyborach. Polityczne zawirowania we Francji czytelnik poznaje właśnie dzięki relacjom bohatera i jego znajomych.

Bardzo ciekawą postacią jest machiaweliczny Mohammed Ben Abbes, lider francuskiego Bractwa Muzułmańskiego, którego z niezrozumiałych dla mnie względów, określa się jako umiarkowanego islamistę, podczas gdy jego rzeczywiste działania przeczą takiemu postrzeganiu tej postaci. Houllebecq prawdopodobnie nadając tę konkretną nazwę muzułmańskiej partii politycznej wzorował się na syryjskim odłamie tej organizacji, która swego czasu głosiła w miarę umiarkowany program, miała swoich przedstawicieli w parlamencie, a nawet współtworzyła rząd, dopóki nie została zdelegalizowana za działalność wywrotową. Przed przejęciem władzy przez Baszszara Al- Asada, syryjscy Bracia Muzułmańscy usiłowali doprowadzić do ponownej legalizacji swojego ugrupowania, ani obecny prezydent, ani jego poprzednik nie wyrazili na to zgody, dlatego też organizacja ta obecnie walczy po stronie zbrojnej opozycji. Nie należy zapominać, że początki Bractwa Muzułmańskiego sięgają 1928 roku, organizacja powstała w Egipcie, a jej motto brzmi: Allah jest naszym celem. Prorok naszym przywódcą. Koran naszym prawem. Dżihad naszą ścieżką. Śmierć na ścieżce Boga jest naszą jedyną nadzieją. Obecnie Bractwo Muzułmańskie ma swoje filie w 70 krajach świata między innymi we wspomnianej wyżej Syrii, w Jordanii, Palestynie, Arabii Saudyjskiej.

Reformy Mohammeda Ben Abbesa nie pozostawiają złudzeń, o żadnym umiarkowaniu nie może być tu mowy. Obowiązkowa edukacja, zgodnie z jego planami, ma zakończyć się na szkole podstawowej. Wszystkie państwowe uczelnie wyższe mają działać według zasad islamu, wykładowcy, aby zachować posadę muszą przejść konwersję na jedynie słuszną wiarę. Kobiety zostają odesłane do domów z pokaźnym zasiłkiem, ich miejsce na rynku pracy zajmują mężczyźni, bezrobocie spada. Ben Abbesowi w miejsce Unii Europejskiej marzy się Unia Islamska, zabiega o przyłączenie do Wspólnoty krajów takich jak Turcja, Maroko, Tunezja, Algieria czy Egipt. Przy czym lider Bractwa Muzułmańskiego bez skrupułów korzysta z pieniędzy petrodolarowych potęg, takich jak Arabia Saudyjska czy Katar jednocześnie układając się z lewicą i socjalistami we Francji. Tu aż się ciśnie na usta cytat z Księcia Machiavellego: Stąd wypływa ogólne prawidło, które nie zawodzi nigdy lub rzadko, że gubi sam siebie ten, kto drugiego czyni potężnym, gdyż tworzy się tę potęgę zręcznością lub siłą, a jedno i drugie budzi nieufność u tego, który stał się potężny. Wtedy polityka Ludwika XII doprowadziła do umocnienia władzy Kościoła i Hiszpanii w Italii, Francuzi stracili Lombardię. Teraz świeckość państwa została złożona na ołtarzu kolejnej wielkiej religii – islamu.

Nie jest moim zdaniem prawdą przytaczana przez niektórych prawicowych publicystów teza jakoby to odwrót od chrześcijaństwa spowodował tak miażdżące zwycięstwo ugrupowania Mohammeda Ben Abbesa. To raczej brak zaangażowania społeczeństwa w politykę, tumiwisizm, wygodnictwo, tytułowa uległość (to nie jest tylko proste tłumaczenie słowa islam) i wreszcie brak krytycznego myślenia. 

Jeszcze jedna bulwersująca sprawa w tej książce to stosunek mężczyzn do kobiet. Nie chodzi jedynie o zmieniający się porządek polityczny, który spycha kobiety z powrotem w domowe zacisze, bez jakichkolwiek przywilejów czy praw. François zdaje się hołdować poglądom, zgodnie z którymi wzorcowa kobieta dla literata za dnia powinna być idealną gospodynią domową, a nocami zamieniać się w demona rozpusty. O intelekcie i innych talentach nie ma mowy. Perspektywa posiadania wielu żon – przedmiotów, przeznaczonych do różnych celów, ostatecznie przekonuje bohatera do konwersji na islam. Początkowo próbował podążać śladami swojego mistrza Huysmansa, który po latach życia w całkowitej, dekadenckiej rozpuście odnalazł Boga, lecz dla zblazowanego, wielbiącego erotyczne rozrywki bohatera takie poświęcenie się jest niemożliwe, wybiera natomiast uległość względem nowych władz, nowej religii.

Pesymistyczna wizja otaczającego nas świata, krytyka wszystkich i wszystkiego, to właśnie przyciągnęło mnie do książek Michela Houllebecqa. Warto sięgnąć po Uległość, jak mówi Andrzej Saramonowicz autor ociera się w tej powieści o geniusz, zgadzam się z tą opinią. Jest to obok Cywilizacji spektaklu Llosy druga najlepsza książka przeczytana przeze mnie w tym roku.


Uległość Michel Houellebecq
tłumaczenie: Beata Geppert
tytuł oryginału: Soumission 
liczba stron: 352
ISBN: 9788328021204

piątek, 9 października 2015

"Święta ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny" Marcin Gutowski

foto: archiwum własne
Marcin Gutowski, dziennikarz radiowej Trójki, za sprawą arcyciekawego reportażu zabiera czytelnika w fascynującą podróż do Izraela, Palestyny i na Wzgórza Golan. Nie opisuje jednak swoich wrażeń związanych z wędrówką do Ziemi Świętej, zamiast tego przedstawia liczne historie (ponad sto) swoich rozmówców. Wśród nich są ortodoksyjni żydzi, muzułmanie, beduini, chrześcijanie, Koptowie, uchodźcy, mieszkańcy kibuców. Czytelnik ma szansę poznać między innymi Jerozolimę, Betlejem, Tel Awiw, Hajfę, Nazaret, Galileę. Autor odwiedza także Strefę Gazy.
Rozmówcy Marcina Gutowskiego przedstawiają racje obu stron konfliktu izraelsko - palestyńskiego. Sam autor opisuje problemy tamtejszej społeczności w sposób subtelny, z wyczuciem i dystansem. Co ciekawe, większość młodych ludzi po obu stronach "barykady" marzy o pokojowym zakończeniu konfliktu. O wspólnym życiu w jednym państwie. Wielu młodych Żydów kwestionuje politykę Izraela i stara się pomagać Palestyńczykom na przykład w dochodzeniu roszczeń związanych z odzyskiwaniem zagrabionej ziemi. Młodzi ludzie coraz częściej podważają konieczność walki i okupacji, zasiedlania opanowywanych terenów czy nakładania sankcji na Strefę Gazy. Są też w książce głosy zwolenników twardej polityki, takich jak chociażby kontrowersyjna Dana Rothschild.
Marcin Gutowski stara się poznać i przedstawić każdy punkt widzenia, nawet takie, które wzbudzają kontrowersje. Prócz tego w książce znaleźć możemy barwne opisy orientalnych suków, krajobrazu Wzgórz Golan, arabskich wiosek i żydowskich kibuców. Autor ciekawie pisze o muzeum, w którym obejrzeć można najstarszą łódź na świecie, odnalezioną w słodkiej wodzie, przedstawia wioskę głuchoniemych beduinów. Niebezpieczny pobyt w Strefie Gazy, pod czujnym okiem Hamasu pokazuje, że ludzie tam mieszkający również mają nadzieje, marzenia. Młodzi chłopcy zabierają reportera do ruin budynków, w których ćwiczą akrobacje. Dla nich wolność to Parkour.
Zdaniem autora przynajmniej w jednej sprawie chrześcijanie, muzułmanie i żydzi są zgodni. Sąd Ostateczny, koniec świata nastąpi na Syjonie. Kiedy czyta się wypowiedzi młodych ludzi, którzy pragną dialogu, marzą o porozumieniu, uważają, że nie wszystko jeszcze stracone, wraca nadzieja, że tych spraw, dla których uda się znaleźć rozwiązanie będzie w przyszłości więcej. 
Zdecydowanie polecam uwadze ten reportaż.

"Englebert z rwandyjskich wzgórz" Jean Hatzfeld

"Kiedy zadowalasz się prawdą, jakakolwiek by była, i wyjawisz ją, natychmiast przestaje cię uwierać, nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji."
Englebert Munyambonwa

foto: archiwum własne
"Englebert z rwandyjskich wzgórz" to kolejna, znakomita książka na temat Rwandy autorstwa Jeana Hatzfelda. Reporter tym razem przedstawia biografię jednego z mieszkańców Nyamaty, ocalałego z masakry Tutsi, potomka ostatniego króla Rwandy.
W większej części książki autor oddaje głos Englebertowi, który opowiada dzieje swojego życia. Dowiadujemy się jak wyglądało beztroskie dzieciństwo bohatera, codzienne życie w gospodarstwie, wraz z rodzicami, siostrą i braćmi. Rodzina Engleberta posiadała całkiem spore stado krów ankole, ponadto plantacje bananowców, krzewy kawy, uprawiali także bataty i fasolę. Chłopiec pomagał w gospodarstwie rodzicom i babci, oprócz tego uczęszczał do szkoły, w której był prymusem. Znakomite oceny pozwoliły mu rozpocząć naukę w liceum, a później na studiach. Poznał zarówno grecką literaturę klasyczną, jak i geometrię czy trygonometrię. Otwierały się przed nim drzwi do posad w rządowej administracji, wróżono mu karierę. Równie uzdolnieni byli bracia Engleberta.
Ludobójstwo i śmierć najbliższych na zawsze pogrzebały te nadzieje, oddzieliły grubą kreską marzenia od fatalnej rzeczywistości. Englebert ocalał, ale wszelkie jego ambicje zniknęły bezpowrotnie. Coraz więcej pił, nie potrafił zadbać o ziemie przodków, nie był w stanie założyć rodziny. W takim stanie, snującego się od baru do baru, spotkał go Jean Hatzfeld. Pierwsze echa tej znajomości dostrzec możemy już w jednej z części trylogii afrykańskiej, zatytułowanej "Strategia antylop".
Englebert mówi o utraconym szczęściu, samotności. Choć wydaje się być dobrym duchem Nyamaty, zawsze uśmiechniętym, skorym do pomocy, chętnym do rozmowy, nie do końca udaje mu się maskować cierpienie.
Ludobójstwo zniszczyło Engleberta, pozbawiło go celu, odarło z miłości bliskich. Z tej krótkiej, niespełna stustronicowej, książki Jeana Hatzfelda wylewa się morze emocji - żal, głęboki smutek. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć tamtych wydarzeń, ale dzięki relacji Engleberta możemy choć odrobinę zbliżyć się do prawdy, zobaczyć jak nadludzkie cierpienie ostatecznie pokonało niewinnego człowieka. Reportaż/ biografię polecam, podobnie jak pozostałe książki Jeana Hatzfelda. Na blogu opisywałam jak dotąd trylogię afrykańską oraz "Linię zanurzenia".

poniedziałek, 5 października 2015

„Białe zęby” Zadie Smith

„Nie chodzą do meczetu, nie modlą się, dziwnie mówią, dziwnie się ubierają, jedzą przeróżne paskudztwa, parzą się nie wiadomo z kim. Żadnego szacunku dla tradycji. Ludzie nazywają to asymilacją, a to nic innego jak zepsucie. Kompletna zgnilizna!” 
Samad, jeden z bohaterów, o dzieciach sióstr swojej żony – Alsany 
„Białe zęby” Zadie Smith 

foto: archiwum własne


„Białe zęby” to debiutancka powieść Zadie Smith. Książka, która przyniosła autorce uznanie krytyki i czytelników, została przetłumaczona na 23 języki, zdobyła liczne nagrody. Rekomendował ją sam Salman Rushdie. Młoda pisarka umieściła w powieści epizod, który miał miejsce w początkach 1989 roku, a dotyczył „Szatańskich werestów” Rushdiego. Po fatwie nałożonej przez ajatollaha Chomeiniego muzułmanie, w różnych częściach świata, w tym w Bradford, w Anglii, publicznie palili książkę autora. Niemniej jednak Rushdie miał rację – to powieść błyskotliwa, zabawna i poważna zarazem, napisana z pazurem. Pamiętam, że ja sama będąc na studiach ogromnie się nią zachwycałam. Przy drugim czytaniu nie robi wprawdzie takiego piorunującego wrażenia, ale znamienne jest to, że po piętnastu latach od wydania wciąż pozostaje aktualna jeśli chodzi o kwestie tolerancji, asymilacji, a także eksperymentów genetycznych czy też tworzenia się ekstremistycznych bojówek wśród środowisk imigranckich. Bohaterami powieści są trzy rodziny: Jonesów, Iqbali i Chalfenów. Zadie Smith bardzo zręcznie łączy różne wątki i przeplata ich losy. Archibald Jones i Samad Iqbal są przyjaciółmi jeszcze z czasów wojny. Samad i jego rodzina pochodzą z Bangladeszu, żona Archibalda jest Jamajką, a on sam Anglikiem. Tutaj nasuwa się przypuszczenie, że Smith tworząc rodzinę Jonesów czerpała inspirację z własnych losów, sama jest bowiem córką imigrantki z Jamajki i Anglika. Do tego kolorowego kulturowego tygielka autorka dodaje jeszcze Chalfenów, będących żydowskimi imigrantami w trzecim pokoleniu. Marcus i Joyce Chalfenowie pojawiają się, by edukować Millata, syna Samada i Irie, córkę Archiego, gdy Ci wraz z Joshuą Chalfenem zostają przyłapani przez dyrektora szkoły na paleniu trawki. Losy poszczególnych bohaterów i ich wzajemne powiązania Zadie Smith wykorzystuje by opowiedzieć interesującą historię na temat sytuacji imigrantów, ich codziennych kłopotów, lęków. Przy czym cytaty, jakie czytelnik może znaleźć w powieści wywołują ciarki w kontekście aktualnych problemów, które przeżywa Europa w związku z falą uchodźców. Dla przykładu Samad, po upadku Muru Berlińskiego, mówi do żony: „Nie można po prostu wpuścić miliona ludzi do bogatego kraju. To idealna recepta na katastrofę.”. Zresztą walcząca ze swoimi słabościami głowa rodziny Iqbali to chyba najciekawsza postać w książce. Smith pisze, że „cechą imigrantów jest to, że nie potrafią uwolnić się od swojej historii”. Samad, choć zdarza mu się błądzić, próbuje zachować religijną tożsamość, nakłonić synów do przestrzegania zasad islamu. Posuwa się nawet do tego, że w tajemnicy przed żoną wysyła jednego z bliźniaków – Magida do ojczystego kraju, aby zapobiec jego „zachodniej” deprawacji. Millat z kolei, drugi syn Samada, będzie właśnie tym, który odnajdzie wiarę, tyle, że w nieodpowiednim miejscu. Zwiąże się z grupą ekstremistów, czym ściągnie kłopoty na wszystkie trzy rodziny. Ciekawym wątkiem powieści są badania genetyczne Marcusa Chalfena i jego projekt „Mysz przyszłości”. Nie ulega wątpliwości, że bez eksperymentów, nawet tych najbardziej kontrowersyjnych, postęp w nauce byłby niemożliwy. Tutaj autorka stawia pytanie jaka jest cena odkryć? Czy chęć zwalczania nierówności społecznych, chorób cywilizacyjnych takich jak nowotwory, cukrzyca pozwoli nam zagłuszyć etyczne dylematy związane z genetycznymi manipulacjami? „Białe zęby” to interesująca, wielowątkowa lektura, zdecydowanie bardziej godna polecenia niż ostatni zbiór opowiadań autorki, wydany w tym roku („Lost and found. Opowiadania”). W 2002 roku na podstawie powieści powstał miniserial.

piątek, 2 października 2015

„Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna” praca zbiorowa

pod redakcją: Moniki Kozień, Marty Miskowiec, Agaty Pankiewicz 
esej fotograficzny: Agata Pankiewicz, Marcin Przybyłko 

„Wyobrazić sobie […] warzywniaki z kapustą kiszoną w beczkach, z panią w niebieskim kitlu za ladą, a na dachu – małpa! I kiszonego je ogórka, co go z kadzi zwędziła! Och, żebyśmy się choć tylko otarli o tropiki!” 
„Polskie kolonie zamorskie” Ziemowit Szczerek 
„Hawaikum” 

foto: archiwum własne

Hawaikum to magiczne, a zdaniem Filipa Springera „brakujące” słowo, które „opisuje nieopisane”. Mityczna, egzotyczna kraina, utopia, nieistniejący byt. A jednak termin ten doskonale określa kicz, tandetę, bezmiar bezguścia, które wessało się swego czasu w polski krajobraz i nijak nie daje się wypędzić. Książka „Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna” składa się z dwóch części. Pierwsza to zbiór tekstów znakomitych autorów, m.in. Jana Sowy, Józefa Tischnera, Marty Urbańskiej, Ziemowita Szczerka pod redakcją Moniki Kozień, Marty Miskowiec i Agaty Pankiewicz. Druga część to esej fotograficzny autorstwa Marcina Przybyłko oraz wymienionej już Agaty Pankiewicz. Nie są to teksty traktujące wyłącznie o polskiej przestrzeni. Mamy tu zarówno prześmiewcze reportaże o przydrożnych zajazdach, udomowionych roślinach egzotycznych, jak i erudycyjne eseje na temat naszej narodowej tożsamości, sarmackiej melancholii, czy też niezbyt fortunnym położeniu Polski między Wschodem a Zachodem. Jeden z ciekawszych tekstów, autorstwa Ziemowita Szczerka, dotyczy polskich aspiracji kolonialnych, początkowo bawi do łez by pod koniec pozostawić u czytelnika gorzki posmak. Mocną opinię na temat dresiarzy w „Krytyce wydziaranego rozumu” wyraża Marcin Smerda. Dariusz Czaja pisze z kolei o dziwnym upodobaniu Polaków do egzotycznych piosenek pewnego tercetu oraz twórczości Violetty Villas w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Obraz Polski spod znaku hawaikum jaki wyłania się z tej książki jest zaiste dziwaczny. Oto kraj zimą sztucznymi palmami stojący, z przydrożnymi barami o wdzięcznych nazwach „Meksyk” czy „Escobar”, morskimi tawernami, gdzie nie uświadczysz ani jednego dania rybnego, ogrodami, w których witają przejezdnych krasnale, łabędzie, bociany, muchomory, żaby, gipsowe kolumienki i postumenty, na których umieszczono uśmiechnięte cherubinki. Ale o gustach się nie dyskutuje... Zdjęcia z eseju fotograficznego wspaniale korespondują z pierwszą częścią książki. Patrząc na nie trzeba mocno się starać, aby uniknąć oczopląsu. Dawno nie trzymałam w rękach tak pięknie wydanej książki traktującej o niewdzięcznym temacie polskiej przestrzeni i wszechobecnej brzydocie. Na znalezienie istoty piękna przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Jedyna moja uwaga to koszmarny róż okładkowy – efekt zapewne zamierzony oraz słabo czytelne przypisy w takim samym, ohydnym kolorze - to z kolei chyba przypadkowy „błąd w sztuce”. Lektura jak najbardziej godna polecenia.


foto: archiwum własne

czwartek, 1 października 2015

Jeszcze tegoroczne kuszenie ;)

Jakie książki spośród urodzaju jesiennych premier przykuły moją uwagę i pragnę jeszcze w tym roku je zdobyć? Odpowiedź poniżej. Teraz jeszcze tylko garnek złota by się przydał ;)

1. "Englebert z rwandyjskich wzgórz" Jean Hatzfeld  przeczytane i opisane
foto: Wydawnictwo Czarne


2. "Mur. 12 kawałków o Berlinie" pod redakcją Agnieszki Wójcińskiej, z fotografiami Filipa Springera
przeczytane i opisane
foto: Wydawnictwo Czarne
3. "Dziwna myśl w mej głowie" Orhan Pamuk zakupione
foto: Wydawnictwo Literackie
4. "Sekta egoistów" Eric Emmanuel Schmitt zakupione
foto: Wydawnictwo Znak

5. "Mężczyźni bez kobiet" Haruki Murakami przeczytane i opisane
foto: Wydawnictwo Muza S.A.
6. "Księga dziwnych nowych rzeczy" Michel Faber
foto: Wydawnictwo W.A.B.
7. "Dziennik z Guantanamo" Mohamedou Ould Slahi zakupione i czeka na swoją kolej
foto: Wydawnictwo Muza S.A.
8. "Ostatnia noc Kaddafiego" Yasmina Khadra zakupione
foto: Wydawnictwo Sonia Draga
9. "Co to jest islam?" Tahar Ben Jelloun przeczytane i opisane
foto: Wydawnictwo Karakter
10. "Etyka! Poradnik dla grzeszników" Jan Hartman
foto: Wydawnictwo Agora

11. "Gabriela, goździki i cynamon" Jorge Amado
foto: Wydawnictwo Filia
12. "Ścieżki północy" Richard Flanagan zakupione i przeczytane
foto: Wydawnictwo Literackie
13. "Między światami" Roxana Saberi zakupione
foto: Wydawnictwo SQN
14. "Two Years Eight Months and Twenty- Eight Nights" Salman Rushdie
polskie tłumaczenie ukaże się nakładem Domu Wydawniczego Rebis  w trakcie czytania


foto: Wydawnictwo REBIS