sobota, 16 lipca 2016

Bliski Wschód bez tajemnic.

Chcesz wiedzieć więcej na temat Bliskiego Wschodu? Koniecznie sięgnij po poniższe pozycje książkowe. Lepiej samemu zdobywać wiedzę i poznawać historię obszaru, który pogrążony jest w walkach od bardzo dawna, niż później słuchać farmazonów, które politycy i „eksperci” plotą w mediach. Zachęcam, sapere aude, to nie boli :) Oczywiście mój wybór jest subiektywny i być może niepełny. Zachęcam zatem do dzielenia się własnymi propozycjami w komentarzach. Stwórzmy razem listę lektur obowiązkowych!


„Zderzenie cywilizacji” Samuel P. Huntington 
foto: Wydawnictwo Muza SA

Bardzo ciekawa interpretacja ewolucji polityki światowej po zakończeniu zimnej wojny. Autor przystępnie wyjaśnia pojęcia takie jak cywilizacja, czy cywilizacja uniwersalna. Omawia relacje między władzą a kulturą, wskazuje na zmieniający się układ sił między cywilizacjami, opisuje muzułmańską wojowniczość i konflikty wywoływane przez zachodni uniwersalizm. 

„Na południe od Lampedusy” Stefano Liberti 
foto: Wydawnictwo Czarne

Rzecz o dramacie uchodźców, który rozgrywa się poza pięknymi hotelami all inclusive. Do pewnego czasu ani turyści ani władze zdawały się nie dostrzegać problemu. Są to podróże rozpaczy, imigranci ryzykują życie by przedostać się do lepszego świata. Jakie są mentalne uwarunkowania emigracji? Jaka jest rzeczywistość dzisiejszej Afryki? Na te i inne pytania stara się odpowiedzieć autor podróżując między innymi do Turcji, Algierii, Nigru, Senegalu, Maroko. 

„ISIS. Państwo Islamskie” Benjamin Hall 
foto: Wydawnictwo MUZA SA

Osobiste doświadczenia autora, rozmowy z ludźmi zaangażowanymi w walkę z ISIS, a także z dżihadystami pozwoliły na stworzenie książki, która odpowiada na podstawowe pytania. Jak doszło do powstania Państwa Islamskiego? W jaki sposób jest finansowane? Jak wyglądają obozy szkoleniowe ISIS i rekrutacja terrorystów? 

„ISIS. Wewnątrz armii terroru” Michael Weiss, Hassan Hassan 
foto: Burda Publishing Polska


Wnikliwy reportaż na temat powstania kalifatu. Weiss przedstawia szczegóły działania Państwa Islamskiego, autor pisze także o wewnętrznych walkach w gronie muzułmanów. Książka trudna dla laika, polecałabym głównie osobom zorientowanym w temacie. 

 „Wytępić całe to bydło” Sven Lindqvist 
foto: Wydawnictwo W.A.B.

Po więcej kliknij tu.

„Wszystkie wojny Lary” Wojciech Jagielski 
foto: Wydawnictwo Znak

Po więcej kliknij tu.

„Wywiad z władzą” Oriana Fallaci
foto: Świat Książki

 Po więcej kliknij tu.

„Wywiad z historią” Oriana Fallaci 
foto: Świat Książki

Po więcej kliknij tu.

„Wściekłość i duma” Oriana Fallaci 
foto: Cyklady

Po więcej kliknij tu.

„Siła rozumu” Oriana Fallaci 
foto: Cyklady

Po więcej kliknij tu.

„Wywiad z sobą samą. Apokalipsa” Oriana Fallaci 
foto: Cyklady

Po więcej kliknij tu.

„Przez morze. Z Syryjczykami do Europy” Wolfgang Bauer 
foto: Wydawnictwo Czarne

Po więcej kliknij tu.

„Wielki przypływ” Jarosław Mikołajewski 
foto: Dowody na istnienie

Po więcej kliknij tu.

„Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie” Paweł Smoleński 
foto: Wydawnictwo Czarne

Po więcej kliknij tu.

„Co to jest islam?” Tahar Ben Jelloun 
foto: Wydawnictwo Karakter

Po więcej kliknij tu.

„Państwo Islamskie” Patrick Cockburn 
foto: Dom Wydawniczy PWN

Po więcej kliknij tu.

 „Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii” Samar Yazbek 
foto: Wydawnictwo Karakter

Dokument o wojnie w Syrii. Autorka brała udział w protestach przeciw rządowi Al- Asada. Opuściła kraj, ale wróciła do ojczyzny z narażeniem życia, by pokazać, co się tam dzieje. Samar Yazbek jeździ po kraju, rozmawia z rodakami i przedstawia ich losy. Wiele cennych informacji na temat wojny domowej w Syrii czytelnik znajdzie we wstępie autorstwa Piotra Balcerowicza.

"Pokolenie dżihadu" Petra Ramsauer
foto: Wydawnictwo Muza SA

Po więcej kliknij tu.

piątek, 15 lipca 2016

„Pokolenie dżihadu” Petra Ramsauer

Martin Chulov, brytyjski dziennikarz ‘Guardiana’, przez dwa lata zbierał informacje, zanim w grudniu 2014 roku udało mu się udowodnić, że w zakładzie karnym Camp Bucca, na oczach Amerykanów, powstała sieć, która była zaczątkiem powołanego do życia w tym właśnie roku tzw. Państwa Islamskiego, z jednym z więźniów jako jego szefem. Dziewiętnastu z dwudziestu członków ścisłego kierownictwa tzw. Państwa Islamskiego było wcześniej więźniami Camp Bucca.” 
„Pokolenie dżihadu” Petra Ramsauer

foto: MUZA SA


„Pokolenie dżihadu” to znakomity reportaż wiedeńskiej dziennikarki, Petry Ramsauer, dotyczący bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Nie tylko odsłania on kulisy proklamowania kalifatu na zawładniętych przez ISIS terenach Syrii i Iraku, ale także, a może przede wszystkim, opowiada o młodych ludziach, którzy decydują się na walkę ramię w ramię z dżihadystami. 
O tym, jakie są ich motywacje, dlaczego decydują się zostawić rodzinę, porzucić europejskie korzenie można było przeczytać już wcześniej, w licznych raportach takich jak chociażby „Homo dżihadicus”, autorstwa Macieja Falkowskiego i Józefa Langa, opublikowany przez Ośrodek Studiów Wschodnich. To, co zasługuje na uwagę w książce Petry Ramsauer to fakt, że osobiście rozmawiała z większością bohaterów swojego reportażu. 
Autorka przez lata była korespondentką na Bliskim Wschodzie, posiada liczne kontakty ułatwiające jej dostęp do źródeł informacji. Starała się dotrzeć głębiej, do samego sedna. Przedstawiła szereg indywidualnych historii, a w wielu miejscach zadała kłam temu, co się powszechnie sądzi. Przykładem niech będzie rozdział książki zatytułowany „Kobiety czynu”. 
Młode dziewczyny nie wyjeżdżają do Syrii tylko i wyłącznie z romantycznych pobudek. Nie chcą być żonami żołnierzy Milicji Terroru. Chcą zyskać własne pięć minut sławy, duża część z nich podobnie jak mężczyźni podejmuje walkę, wykazując się przy tym niezwykłym okrucieństwem. W lutym 2014 roku powstała specjalna, złożona wyłącznie z kobiet, policja obyczajowa, nazywana Al- Chansa. Dżihadystki, które się w niej znajdują mają za zadanie zmuszać kobiety, mieszkające na podbitych przez ISIS terytoriach, do przestrzegania zasad kalifatu. Brutalne biczowanie, kara śmierci za domniemaną zdradę małżeńską czy uprawianie czarów to tylko początek listy okrucieństw. Również Europejki, które przybyły do Syrii są członkiniami owej brygady. 
Kolejnym mitem, jaki funkcjonuje w zbiorowej świadomości jest wizerunek członków tzw. Państwa Islamskiego. Jawią się przeważnie, jako hordy nieogarniętych dzikusów przemieszczające się jeepami, z karabinami w dłoniach i wykrzykujące słynne hasło: „Allahu Akbar!”. W rzeczywistości to zorganizowana armia, większość ścisłego kierownictwa stanowią byli generałowie Saddama Husajna, jest też sporo specjalistów z Europy. Rekruterzy IS łowią na wielką skalę tych, którzy nie tylko posłużą później jako mięso armatnie, ale także ludzi wykształconych, znających się doskonale, między innymi, na tworzeniu PR. Strony internetowe, twitter, facebook i kanał YouTube są znakomitymi narzędziami, które ułatwiają dotarcie do często zdesperowanych, samotnych i sfrustrowanych młodych ludzi. Kolejnym miejscem, w którym łatwo o nowy narybek są meczety, radykalizacja muzułmanów odbywa się także w zakładach karnych. O tym wszystkim, a także o psychologicznych trikach stosowanych przez wysłanników tzw. Państwa Islamskiego pisze Petra Ramsauer. 
Największym zagrożeniem, a wczorajsze wydarzenia w Nicei zdają się to potwierdzać, są zdaniem autorki pojedynczy zamachowcy. Działają oni na ogół spontanicznie, bez jakichkolwiek kontaktów z „centralą”, wziąwszy sobie do serca słowa: „Jeżeli nie możecie urzeczywistnić dżihadu w Syrii, to atakujcie niewiernych w domach, zabijajcie ich tam, gdzie ich znajdziecie.”. Bronią może być wszystko, nóż, ciężarówka, domowej roboty ładunek. Europa zaś ma paść na kolana ze strachu. Celem ISIS nie jest wywołanie wojny totalnej, zdają sobie doskonale sprawę, że nie mieliby żadnych szans w takim konflikcie, dlatego taktyka ataków się zmieniła. Nie można przecież zapobiec zamachowi, o którym się nie wiedziało. Najgorsze jest to, iż ten sposób działania zdaje się być skuteczny. 
Europa jeszcze nigdy nie była tak podzielona, bardzo wyraźnie skręca na prawo i ku nacjonalizmom. Zamiast położyć kres terrorowi, godzimy się na mury i podziały, powolny rozpad wspólnoty, grozi nam upadek cywilizacji. A tymczasem Państwo Islamskie zaciera ręce i czeka. 
Jak zapobiec kolejnym wyjazdom do Syrii? Jak traktować tych, którzy stamtąd wracają? Na te i inne pytania odpowiedź znajdzie czytelnik w reportażu Petry Ramsauer. „Pokolenie dżihadu” to jedna z lepszych książek na temat ISIS, jakie czytałam. Ogromną zaletą jest prosty, miejscami wręcz łopatologiczny język. Być może to sprawi, że sięgną po tę lekturę także Ci czytelnicy, którzy na co dzień nie przepadają za literaturą faktu. Polecam. Ku przestrodze. 

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Warszawskiemu Wydawnictwu Literackiemu MUZA SA. 

„Pokolenie dżihadu” Petra Ramsauer 
tłumaczenie: Grotowicz Viktor 
tytuł oryginału: Die Dschihad Generation. 
data wydania: 18 maja 2016 
ISBN: 9788328704558 
liczba stron: 320

To moja prywatna lista książek, które warto znać, jeśli interesujecie się Bliskim Wschodem. Rzecz jasna to tylko kropla w morzu znakomitej literatury na ten temat. Wkrótce opublikuję notatkę o tych, moim zdaniem, najważniejszych.

środa, 1 czerwca 2016

„Japoński kochanek” Isabel Allende

foto: archiwum własne
W swojej najnowszej powieści – „Japoński kochanek”, chilijska pisarka, Isabel Allende przedstawia wzruszające dzieje trudnej, zakazanej miłości. Jest to opowieść o przemijaniu, okrucieństwach wojny, o walce z konwenansami, o potrzebie starzenia się z godnością i spokojnego umierania. 
Irina Bazili, imigrantka mołdawskiego pochodzenia, podejmuje pracę w ekskluzywnym domu spokojnej starości – Lark House, na przedmieściach Berkeley. Jedną z jej podopiecznych zostaje ekscentryczna artystka, Alma Belasco. Dziewczyna pełni rolę sekretarki staruszki i pomaga jej w porządkowaniu rodzinnych archiwów. Po pewnym czasie między kobietami nawiązuje się nić przyjaźni. Irina poznaje smutną historię rodziców Almy, którzy zginęli tragicznie w obozie koncentracyjnym, opowieść o trudnej podróży na odległy kontynent, a także spokojnej przystani, którą zapewnili małej uciekinierce krewni, rodzina Belasco, w Stanach Zjednoczonych. Uwagę dziewczyny zwraca fotografia, z którą słynna malarka nigdy się nie rozstaje. Widnieje na niej Ichimei Fukuda, syn ogrodnika rodziny Belasco, a zarazem tytułowy „Japoński kochanek”. Alma i Ichimei przyjaźnili się w dzieciństwie, dopóki problemem nie stało się pochodzenie chłopca i kolor jego skóry. Po ataku na Pearl Harbor wszyscy Japończycy, nawet ci posiadający amerykańskie obywatelstwo, zostali osadzeni w obozach, stali się więźniami. Chłopiec i dziewczynka starali się podtrzymać łączącą ich więź pisząc do siebie listy. Gdy zawirowania polityczne ustały Alma i Ichimei spotkali się ponownie, dało to początek płomiennemu romansowi. Nie będę tutaj przytaczać szczegółów tego, z czym czytelnik może zapoznać się podczas lektury powieści Isabel Allende. Dość powiedzieć, że taka relacja nie była dobrze widziana przez otoczenie pary, a związek nigdy nie wyszedł poza alkowę. Kochankowie ukrywali się, ich cichym wspólnikiem został późniejszy mąż Almy – Nathaniel Belasco. 
Rozstania, powroty, tłumiona namiętność, ciekawa historia i wspaniale zarysowane tło, a także interesujący bohaterowie to niewątpliwe atuty powieści „Japoński kochanek”. Historia życia Almy przeplatana jest opowieściami z trudnego dzieciństwa Iriny. Jej matka padła ofiarą przestępców trudniących się handlem kobietami, a sama dziewczyna przeżyła traumatyczne chwile w domu ojczyma (po szczegóły odsyłam zainteresowanych ponownie do książki). Cierpienie Iriny wpływa na jej późniejsze relacje z mężczyznami, między innymi z wnukiem Almy, Sethem. 
Jedną z bardziej zagadkowych postaci jest Nathaniel Belasco, kuzyn i późniejszy mąż Almy. Dlaczego się pobrali, skoro oboje byli zakochani w kimś innym? Dlaczego wzajemnie się kryli i patrzyli na zdrady z przymrużeniem oka? W czym tkwi sekret ich relacji? Ponownie odsyłam zainteresowanych czytelników do książki. 
„Japoński kochanek” wprawdzie nie jest powieścią na miarę „Podmorskiej wyspy”, „Domu duchów” czy „Ewy Luny”, ale nadal czyta się prozę Allende wybornie. Autorka nieśpiesznie rozwija poszczególne wątki, pokazuje trudną i fascynującą, a przy tym zakazaną miłość, a także blaski i cienie starości. Potrzebę uporządkowania spraw przed odejściem do innego, lepszego świata. Myślę, że Isabel Allende, także z racji swojego wieku odczuwa nieuchronność śmierci, której nie należy się obawiać i daje temu wyraz w swej powieści. Śmierć, bowiem, tak jak narodziny to tylko ciąg dalszy, a księga losu zawsze pozostaje otwarta w połowie… 
„Japoński kochanek” to przyjemna, nostalgiczna lektura. Przeczytałam tę książkę z zainteresowaniem. Polecam. 

Za egzemplarz powieści dziękuję serdecznie wydawnictwu MUZA SA.

"Japoński kochanek" Isabel Allende
tłumaczenie - Joanna Ostrowska, Grzegorz Ostrowski
tytuł oryginału -  El amante japonés
data wydania - 18 maja 2016
ISBN9788377580103
liczba stron -320

niedziela, 29 maja 2016

"Furia Mać!" Sylwia Kubryńska

"Tak, ludzie się o nas niesamowicie troszczą. Nie ufają, że możemy widzieć świat inaczej, sami zarządzać własnym życiem i nie zginąć. Z troski narzucają nam swoje poglądy, twierdząc, że to dla naszego dobra. Ale prawda jest taka, że to dla ich dobra, bo oni się po prostu lepiej czują, gdy ktoś ich utwierdzi w przekonaniu, że mają rację. Bo przecież mają, prawda?!" 
"Furia Mać!" Sylwia Kubryńska 

foto: Wydawnictwo Czwarta Strona

„Furia Mać!" to kolejna, po znakomitej „Kobiecie dość doskonałej”, wciągająca, drapieżnie napisana, mocna i trafiająca w sedno książka Sylwii Kubryńskiej. Autorka nie bawi się w subtelności, miejscami nie stroni od wulgaryzmów, wykłada kawę na ławę zgrabnie pisząc o meandrach kobiecej duszy. 
W nowej powieści Sylwii Kubryńskiej ostry jak brzytwa język, ironiczno- jadowite poczucie humoru pięknie służą demaskowaniu mitów między innymi na temat relacji damsko- męskich. Bohaterka – Magda (+ Lena = Magdalena) to matka, żona, kochanka, kobieta pracująca, która czuje, że jej życie gdzieś ucieka, nie może odnaleźć w nim sensu. Praca pochłania niemal cały jej czas, prawie niszczy relacje z synem. Niewypowiedziane głośno pretensje, frustracje skrywane w zakamarkach duszy pogrążają w chaosie jej związek małżeński. Ukojenie nerwów i wiecznej furii znajduje w alkoholu, a jak wiadomo nie jest to najlepszy sposób rozwiązywania problemów. 
Magda cierpi na przypadłość znaną wielu kobietom, stara się być za wszelką cenę samowystarczalna. Tak została nauczona, tak wychowana. Nie potrafi poprosić męża o pomoc, przyznać, że sobie nie radzi. W zasadzie nikogo nie chce angażować w swoje sprawy. Gdy zepsuje jej się samochód nie liczy na pomoc dobrego Samarytanina, sama, w szpilkach i eleganckiej sukience spycha go na pobocze. Sprząta, pierze, gotuje, zbiera prowadzące własny tryb życia męskie skarpety, a w jej wnętrzu narasta gniew, furia. 
Dwa etaty – jeden w pracy, drugi w domu. Normalne życie wielu kobiet chciałoby się rzec, a jednocześnie tupnąć nogą. Bo czy pracujący ojciec dzieci/mąż nie posiada przypadkiem sprawnych dłoni? Pralka czy zmywarka to z pozoru niezwykle skomplikowane urządzenia, ale zapewniam, da się je ujarzmić. Gotowanie obiadów i sprzątanie to żadna filozofia, podobnie jak wychowywanie potomstwa (a przynajmniej takie słowa najczęściej słyszymy z męskich ust). We mnie, podobnie jak w Magdzie, gdy słyszę „taka to pożyje” albo „fajnie mieć wakacje, ale niektórzy muszą pracować”, wszystko kipi i się gotuje. Dlatego od czasu do czasu znikam na parę godzin z domu – ostatnio pretekstem były targi książki. Jest to swoisty eksperyment. Wcale nie chodzi o złą wolę czy złośliwość, po powrocie cieszę się, gdy widzę błysk zrozumienia w oku męża i wiem, że ta skrócona wersja „wakacji” nieźle dała mu w kość. 
Magda nie eksperymentowała, nie prosiła o pomoc. Gdy po kolejnej awanturze śmiertelnie się obrażała karała samą siebie, mąż pozostawał niewzruszony. Nie umieli ze sobą rozmawiać. Inna sprawa, że prawie zawsze przypisywała Marcinowi złą wolę. Małżeństwa nie dało się niestety uratować. Warto się czasem zastanowić czy porozrzucane, wszędobylskie skarpety to rzeczywiście sprawa, którą należy postawić na ostrzu noża? Odpowiedź brzmi absolutnie nie.  
Smutnych, gorzkich, skłaniających do refleksji momentów jest w „Furii Mać!” bardzo wiele. Oprócz fantastycznie nakreślonych wątków damsko- męskich czytelnik znajdzie tu aktualne, wysoce niepokojące tło polityczne, konflikt międzypokoleniowy między Magdą a jej matką, anegdoty dotyczące kobiecej przyjaźni (wreszcie pojawia się maksyma, o której pisałam podczas omawiania „Kobiety dość doskonałej”, otóż prawdziwym wrogiem kobiety jest druga kobieta) oraz trudne relacje bohaterki i jej brata. 
„Furia Mać!” to książka – petarda, bezkompromisowa, szczera, napisana z pasją, ciężko się od niej oderwać. Lekturze towarzyszą i uśmiech, i łzy, a przede wszystkim zdrowa furia i potrzeba zmiany. Dziewczyny czytajcie i do boju! Naprawianie świata musimy zacząć od siebie, przecież tylko od nas samych zależy czy będziemy chodziły wiecznie wkurzone. POLECAM!!! 

Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

foto: archiwum własne; Sylwia Kubryńska i ja :)




poniedziałek, 23 maja 2016

Warszawskie Targi Książki 2016

foto: archiwum własne

Wczoraj, na Stadionie Narodowym w Warszawie, zakończyło się święto, które łączy księgarzy, wydawców, pisarzy, blogerów, dziennikarzy, czytelników, słowem wszelkich miłośników literatury. Warszawskie Targi Książki trwały cztery dni, od 19 do 22 maja. Gościem honorowym tegorocznej, siódmej już edycji, były Węgry. Gościem specjalnym zaś miasto Barcelona i literatura katalońska. 

Już po raz drugi udałam się na Targi oficjalnie jako bloger (dwa lata temu korzystałam z zaproszenia). Pojawiłam się na Stadionie w sobotę około 12.00 i praktycznie od razu mogłam wyruszyć na łowy. Nie było w tym roku specjalnej rejestracji, blogerzy dostawali wcześniej bilety za pośrednictwem poczty elektronicznej, co uważam za ogromne udogodnienie. Kolejna pozytywna zmiana, którą zauważyłam od razu to fakt, że w zasadzie na wszystkich odwiedzanych przeze mnie stoiskach można było płacić kartą. 

foto: archiwum własne, Buk nocą w drodze na targi.


Ja starałam się unikać tłumów, chociaż podczas tradycyjnego Dnia Reportażu jest to praktycznie niewykonalne, przechadzałam się nieśpiesznie pomiędzy stoiskami. Odwiedziłam między innymi Wydawnictwo IV Strona, Wydawnictwo Sonia Draga, Wydawnictwo Znak, Wydawnictwo Czarne, Wydawnictwo Muza, stoisko Grupy Wydawniczej Foksal. Posłuchałam Jaume Cabré, gdy wraz z tłumaczką Anną Sawicką przedstawiali najnowszą powieść autora - “Cień eunucha”, byłam na spotkaniach z Taharem Ben Jellounem (prowadził je Wojciech Tochman) oraz Boualemem Sansalem, rozmawiałam krótko z Sylwią Kubryńską o jej najnowszej książce “Furia mać”, którą właśnie pochłaniam. Widziałam też wielu autorów, do których zwyczajnie nie miałam śmiałości podejść. 
foto: archiwum własne

foto: archiwum własne


Oczywiście miałam listę książek do kupienia, na której figurowały jedynie dwie pozycje, a wróciłam do domu z czternastoma (rabaty były naprawdę spore, ceny atrakcyjne, kupiłabym więcej, gdyby nie obawa, że mąż mnie na progu zawróci i wygoni z domu). 
foto: archiwum własne; Buk nocą ze swoimi zdobyczami.


Sobota, jak już wspominałam, jest rokrocznie na targach Dniem Reportażu, w sali LONDYN A odbywały się spotkania autorskie z tegorocznymi finalistami Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz rozmowy z nominowanymi tłumaczami. 

Podczas targów ogłoszone zostały nominacje do Nagrody Literackiej Gdynia, Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej dla Autorki “Gryfia” oraz do Nagrody Literackiej NIKE.

***
Dzięki wspaniałemu, piątkowemu spotkaniu, zorganizowanemu przez Natalię z Kroniki Kota Nakręcacza miałam wreszcie okazję poznać blogerów książkowych, których teksty znam i bardzo cenię. Monikę z God save the book, Paulinę z Miasta książek, Dianę z Bardziej lubię książki niż ludzi, Anię z Myśli i słowa wiatrem niesione, Janka z Tramwaj nr 4, Piotra z Zacofany.w.lekturze wraz z małżonką, Kasię z Mojej Pasieki, Ulę z Pełen zlew - książki, koty i bałagan, Agnieszkę z Książkowo- życiowa pasja bibliofila.

foto: archiwum własne, brazylijskie słodkie całusy.

czwartek, 12 maja 2016

#czytajdalej – pierwsza taka premiera na świecie

foto: materiały prasowe organizatorów
Niebawem rusza pierwsza edycja nowego Międzynarodowego Festiwalu Literatury - Apostrof. To niezwykłe wydarzenie już teraz można nazwać ewenementem na skalę światową, wszystko za sprawą nietypowej promocji pewnej książki. 

foto: materiały prasowe organizatorów
Na pięć dni przed rozpoczęciem festiwalu, swoją niezwykłą odsłonę ma „Cień Eunucha” (Wydawnictwo Marginesy) Jaume Cabrégo. Niemal 500 kolejnych stron najnowszej powieści katalońskiego autora pojawiło się na billboardach w metrze, plakatach, kawiarnianych kubkach, sklepowych witrynach, podłogach bibliotek, magnesach na latarniach oraz na chodnikach. Aby przeczytać całą książkę, trzeba odbyć wycieczkę po kilkuset miejscach w Warszawie. Czytamy zatem nad Wisłą, w klubach, na ulicach oraz naturalnie w bibliotekach i Empikach. Na każdym nośniku widnieje hasło festiwalu – #czytajdalej. Z jednej strony organizatorzy zachęcają nim do tego, żeby nie przestawać czytać i czytać więcej. Z drugiej zaś, motywują do szukania dalszych stron powieści, fotografowania ich, publikowania w internecie i tagowania #czytajdalej. Zdjęcia z tym hasztagiem są zbierane na stronie www.festiwalliteratury.pl. Tam też znajduje się lista miejsc, w których można szukać kolejnych stron książki. Dzięki temu, spacerując po mieście, można przeczytać całą powieść, której autor jest także jedną z gwiazd Apostrofu. Międzynarodowego Festiwalu Literatury. Pisarz spotka się z czytelnikami 20 maja o godz. 18:00 w Teatrze Powszechnym, a sam festiwal rozpocznie się już w poniedziałek, 16 maja.

foto: materiały prasowe organizatorów

Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury to pierwsze wydarzenie literackie w kraju, które łączy ogólnopolski charakter z międzynarodową skalą. Jednocześnie w ośmiu miastach przez cały tydzień (16-22 maja) odbędzie się ponad 70 wydarzeń: debat z pisarzami, spacerów literackich oraz spotkań autorskich, którym będzie towarzyszyć wiele książkowych premier. W podziękowaniu czytelnikom, Empik zorganizował wydarzenie, na które, oprócz rodzimych twórców, zaproszono także ulubionych pisarzy Polaków z zagranicy. Na Apostrof przyjadą norweski pretendent do literackiej Nagrody Nobla – Lars Saabye Christensen, autor bestsellerowych thrillerów – Marc Elsberg, król skandynawskiej powieści kryminalnej – Mons Kallentoft, amerykańska mistrzni powieści kobiecej – Paullina Simons, a także znawczyni kobiecego umysłu i ciała – Diane Ducret. Z czytelnikami spotkają się także m.in. Jerzy Pilch, Jacek Dehnel, Olga Tokarczuk, Wiesław Myśliwski, Janusz Głowacki, Katarzyna Grochola, Jacek Hugo-Bader, Katarzyna Bonda czy Zygmunt Miłoszewski. Podczas festiwalu swoje premiery będzie miało aż 10 książek. Wydarzenia będą się odbywać na deskach stołecznych teatrów: Powszechnego i Dramatycznego oraz w salonach Empik. Poza Warszawą festiwal zawita do Krakowa, Poznania, Wrocławia, Gdańska, Katowic, Łodzi i Szczecina. Kuratorem tegorocznej edycji jest Sylwia Chutnik. Autorem oprawy wizualnej festiwalu jest Tymek Borowski. Pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia jest Empik – największa polska sieć zajmująca się dystrybucją książek. Wstęp na wszystkie wydarzenia festiwalu jest bezpłatny.

foto: materiały prasowe organizatorów

/informacja prasowa: Business & Culture/

wtorek, 26 kwietnia 2016

Gazeta pisarzy

„Jedną z najlepszych dróg współodczuwania jest literatura. […] Póki piszemy i czytamy- jesteśmy razem.” 
Olga Tokarczuk 

foto: archiwum własne

23 kwietnia Europejska Stolica Kultury, miasto Wrocław, stała się jednocześnie Światową Stolicą Książki UNESCO. Wydarzeniu temu towarzyszyło wiele imprez, spotkania z pisarzami, nocne czytanie, liczne księgarnie wprowadzały dodatkowe rabaty i promocje na zakup pasjonujących lektur. 
foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne


Świąteczne wydanie Gazety Wyborczej 23-24 kwietnia 2016 roku zostało zaś w całości przygotowane przez polskich i zagranicznych pisarzy. W projekcie wzięli udział między innymi: Sylwia Chutnik, Anna Dziewit- Meller, Małgorzata Halber, Wojciech Jagielski, Magdalena Parys, Wit Szostak, Katarzyna Puzyńska, Salman Rushdie, Richard Flanagan, Jo Nesbø, Diane Ducret, Wojciech Kuczok, Maciej Hen, Olga Tokarczuk i wielu, wielu innych. 

Sławni literaci sami wybrali tematy, opisali wydarzenia, byli także wydawcami serwisu wyborcza.pl. Dzięki temu ciekawemu eksperymentowi zwykli zjadacze chleba mogli przekonać się jak pisarze postrzegają świat, ich artykuły, oprócz piękna języka, wyróżnia bowiem często wrażliwość i empatia. 
foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

Jeden z ciekawszych tekstów, zamieszczonych w tym wyjątkowym wydaniu Gazety Wyborczej, to list Umberto Eco do wnuka, jego rozważania na temat trwałości pamięci. Włoski erudyta przestrzega w nim chłopca, aby nie ulegał pokusie łatwego dostępu do wiedzy, jaką dają nieograniczone zasoby Internetu. Pisze o konieczności zapamiętywania, o ciągłości historii, o tym, że wiedza daje siłę by zapobiegać niechcianym wydarzeniom, które mogą się powtórzyć. Często to, co się dzieje, jest następstwem wcześniejszych wydarzeń, pewne rzeczy łatwiej przewidzieć, jeśli zadbamy o to, by osadzić je w odpowiednim kontekście historycznym. 

Równie pasjonujący jest artykuł Wojciecha Jagielskiego „Brzemię białego człowieka”, opowiadający o zabójstwie Chrisa Haniego, które przyczyniło się do zwycięstwa Afrykańskiego Kongresu Narodowego w wyborach, położyło tym samym kres polityce apartheidu, a Nelson Mandela stał się wówczas pierwszym czarnoskórym prezydentem RPA. 

Małgorzata Halber przeprowadziła sondę uliczną, w której pytała przypadkowych przechodniów o ich stosunek do imigrantów. Magdalena Parys w wywiadzie z Ewą Marią Slaską wskazywała na konieczność wypełnienia zobowiązań względem uciekających z Syrii uchodźców. 

Ciekawą rozmowę ze swoją Babcią, ginekolożką, przeprowadziła Anna Dziewit- Meller. W czasach, w których aborcja była nielegalna (a które mogą niedługo powrócić) gro jej pacjentek stanowiły kobiety z ciężkimi krwotokami, w stanie septycznym, po pokątnie dokonanych aborcjach. 

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

foto: archiwum własne

Dzięki uprzejmości Eli z Czytam, bo muszę, wraz z kilkoma innymi blogerami miałam możliwość obserwowania jak powstaje #gazetapisarzy. Po Redakcji oprowadzał nas Juliusz Kurkiewicz. Mogliśmy przeczytać fragmenty artykułów przed publikacją, zadawać pytania, fotografować, widzieliśmy makietę specjalnego numeru, pokój kolegialny, gabinet Adama Michnika, biurka, przy których pracowały w pocie czoła największe literackie sławy. Zwieńczeniem wycieczki była wspólna sesja fotograficzna blogerów, redaktorów i pisarzy. W tym wspaniałym projekcie miałam przyjemność uczestniczyć z: 

foto: Natalia Szumska