wtorek, 13 października 2015

„Czerwony rynek” Scott Carney

Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci. 

foto: Wydawnictwo Czarne

W reportażu „Czerwony rynek” Scott Carney, amerykański antropolog i dziennikarz śledczy, zabiera czytelnika w odrażający, niebezpieczny, bulwersujący świat handlarzy ludzkimi tkankami, organami, kośćmi. Autor opisuje także porwania dzieci, kontrowersje jakie wzbudzają adopcje małoletnich z krajów Trzeciego Świata, dylematy etyczne towarzyszące pozyskiwaniu komórek jajowych do procedury in- vitro czy hodowle komórek macierzystych, a także udział ludzi w badaniach klinicznych. Biały, szary, czarny – te rodzaje rynków rozróżniają prawo i gospodarka. Pierwszy to terytorium produktów legalnych, drugi to tzw. szara strefa, na przykład nieopodatkowane dochody, pirackie płyty, oprogramowanie etc., czarny to miejsce, gdzie handluje się narkotykami, bronią, wszelkimi nielegalnymi towarami i usługami. Czerwony rynek to taki, na którym sprzedawane są części ludzkiego ciała. Różni się od pozostałych, bo jego klienci zawdzięczają życie łańcuchowi dostaw. Tam gdzie kończy się altruizm, który miał przyświecać tego typu transakcjom pojawia się okrutny biznes, często wyzyskujący dawców tkanek. Handel organami i innymi częściami ludzkiego ciała oraz nielegalne ich pozyskiwanie mogłoby ukrócić jedynie zwiększenie przejrzystości. Jak pisze Scott Carney: „Depersonalizacja ludzkiej tkanki to jeden z największych błędów współczesnej medycyny. W tym stuleciu naszym celem powinno być przywrócenie ludzkiej tożsamości do łańcucha dostaw. Każdy worek z krwią powinien być zapatrzony w nazwisko dawcy, każde adoptowane dziecko powinno mieć dostęp do historii swojego życia, każdy, kto korzysta z przeszczepu, powinien wiedzieć, kto oddał organ.”Autor próbuje w reportażu odpowiedzieć na pytania ile warte jest ludzkie ciało, czy można traktować je jak przedmiot, swoisty magazyn części zastępczych? Gdy czyta się poszczególne historie często ciężko uwierzyć, że ludzie mogą być tak okrutni, dla zysku są gotowi zrobić wszystko. Reporter dotarł na przykład do „farm krwi”, gdzie setki ludzi przetrzymywano w zamknięciu, w nieludzkich warunkach. Ludzie Ci dogorywali podpięci do worków, do których z ledwie żywych ciał spływała krew. Handlarze przetrzymywali swoje ofiary wbrew ich woli, zabierali cenną tkankę nie bacząc na zagrożenie zdrowia i życia, a następnie sprzedawali bankom w okolicznych szpitalach. Inna historia to bulwersujące praktyki klinik leczenia niepłodności zlokalizowanych na Cyprze. Ubogie kobiety z Ukrainy, Rosji, czasem mieszkanki wyspy pasione są hormonami, które często mają negatywny wpływ na organizm, tylko po to, by lekarze mogli wyhodować i pobrać odpowiednią ilość dobrej jakości żeńskich gamet. Nie lepiej jest w indyjskich klinikach zrzeszających matki zastępcze. Kobiety przetrzymywane są tam wbrew ich woli, więzione, trzymane pod kluczem od poczęcia do rozwiązania, zmuszane do cesarskiego cięcia. Kolejny mrożący krew w żyłach przykład patologii to fabryki kości. Kradzież ciał z grobów to wyjątkowo dochodowy biznes, hieny cmentarne oddzielają mięso od szkieletu, oczyszczają, polerują i tak przygotowane kości szykują do wysyłki. Kompletne szkielety trafiają następnie na uczelnie medyczne lub do prywatnych gabinetów lekarskich (gdzie stanowić mają ozdobę i oznakę statusu medyka!). Scott Carney opisuje ponadto handel nerkami, porwania dzieci z indyjskich slumsów i jak trudne są śledztwa w takich sprawach, czasem mimo miażdżących dowodów nie udaje się odzyskać małoletniego i zwrócić rodzinie. Najmniej kontrowersji wzbudza handel ludzkimi włosami. Chociaż wiedząc jak wygląda ich pozyskiwanie – często są brudne, zanieczyszczone szczurzymi odchodami, zawszone, dopiero później przerabia się je na cenny surowiec, raczej nie zdecydowałabym się na przedłużenie swojej czupryny. W książce możemy ponadto znaleźć bardzo ciekawe wzmianki o drukowaniu tkanek i organów, a także próbach wyodrębniania komórek macierzystych ze szpiku kostnego i ze skóry, co daje nadzieje na uniknięcie w przyszłości religijnych protestów związanych z pozyskiwaniem tego typu komórek z ludzkich zarodków. Reportaż „Czerwony rynek” jest ciekawy, szczególnie dla ludzi związanych zawodowo ze służbą zdrowia i medycyną, takich jak ja. Niemniej jednak pozostałych również zachęcam do zapoznania się z tą książką. Warto.


foto: archiwum własne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz