czwartek, 18 stycznia 2018

„Kielonek” Alain Mabanckou

i w końcu zrozumiałem, że nikt na tej ziemi nie przeczyta wszystkiego, że życie jest zbyt krótkie, by móc wszystko przeczytać, zauważyłem też, że więcej jest ludzi mówiących o złych książkach niż ludzi, którzy czytają i mówią o książkach prawdziwych, a ci, którzy mówią o złych książkach, są bezlitośni dla innych 
„Kielonek” Alain Mabanckou 


foto: Wydawnictwo Karakter

Alain Mabanckou to kongijski pisarz i poeta, a także producent muzyczny, tworzący w języku francuskim, urodził się 24 lutego 1966 roku w Kongo-Brazzaville, a dorastał w Pointe-Noire. Studia prawnicze rozpoczął w ojczyźnie, a ukończył w Paryżu, na Université Paris-Dauphine. Wykładał literaturę frankofońską i afroamerykańską na Uniwersytecie Michigan, obecnie pracuje na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. 

Powieść „Kielonek” to moje drugie spotkanie z twórczością Alaina Mabanckou, w zeszłym roku sięgnęłam bowiem po rewelacyjne „Zwierzenia jeżozwierza”. Może dlatego brak poszanowania dla zasad interpunkcji nie wywołał u mnie już takiego szoku, a nawet muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał. Po co kropki, wyrzućmy wielkie litery, niech proza przypomina wartką mowę, niech rytm nadają przecinki i odstępy składające się na kolejne rozdziały. Te zabiegi, podobnie jak treść książki, wskazują na pewien ironiczny dystans, jaki cechuje autora względem utartych zasad i norm językowych, sprawiają, że obok prozy Mabanckou nie sposób przejść obojętnie. 

Uparty Ślimak, właściciel baru „Śmierć kredytom” wręcza stałemu bywalcowi lokalu – Kielonkowi zeszyt. Ów drobny moczymorda ma w nim zapisać historię baru i jego klientów. Tak zaczyna się ta szaleńcza przygoda, w której czytelnik poznaje nietuzinkowe postaci: gościa w pampersach, Drukarza, Spłuczkę, eleganckiego Kazimierza, oszusta Mouyeké oraz sprzedającą kurczaki nieopodal baru Łysą Śpiewaczkę. Kielonek spisuje historię powstawania lokalu, a także losy poszczególnych bywalców oraz swoje własne dzieje, a wszystko to przeplata licznymi anegdotkami. 

W książce odnaleźć możemy wiele odniesień do zachodniej literatury, do prozy Llosy, Márqueza, Hemingwaya, Saint-Exupéry’ego, Hessego czy tak fundamentalnych dzieł, jak chociażby „Hamlet” Szekspira. Mabanckou wyśmiewa afrykańskie zabobony, kpi z wszechpotężnych czarowników, z rodzinnych więzi. Słodko-gorzka opowieść Kielonka okraszona jest ironią. Zabawna, a jednocześnie tragiczna, czytanie jej wprowadza w pewnego rodzaju trans (może za sprawą dziwacznej interpunkcji). I choć wielokrotnie podczas lektury dławimy się ze śmiechu trzeba pamiętać, że to historia degeneratów, nieszczęśliwych pijaczków, wielkich przegranych, którzy w tanim winie palmowym szukają ucieczki przed szarą codziennością, odpowiedzialnością, życiem. „Kielonka”, jak również „Zwierzenia jeżozwierza” serdecznie polecam uwadze, a przede mną lektura „Papryczki”. 
Dodatkowo pragnę zwrócić waszą uwagę na wspaniałą okładkę zaprojektowaną przez niezrównanego Przemka Dębowskiego.

„Kielonek” Alain Mabanckou 
tłumaczenie: Jacek Giszczak 
tytuł oryginału: Verre cassé 
data wydania: 2008 
ISBN: 9788392736608 
liczba stron: 200

środa, 10 stycznia 2018

„abc…mieliśmy raka…”

foto: archiwum własne


„abc…mieliśmy raka…” to niewielka książeczka, która stanowi dość nietypowy podręcznik savoir-vivre’u. Została bowiem napisana przez byłych pacjentów oddziałów onkologii dziecięcej, którzy po zakończeniu leczenia założyli grupę „Liderzy”. Jest to stowarzyszenie wolontariuszy, które działa przy Fundacji Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową. Wnoszą oni na dziecięce oddziały onkologiczne namiastkę normalnego dzieciństwa, odwiedzają pacjentów, rozmawiają z rodzicami, wspierają swoim doświadczeniem, gdyż wiedzą jak trudne są długie miesiące leczenia i jak wielki jest ból, zwłaszcza jeśli przeżywa się je w samotności. „Liderzy” organizują dodatkowe zajęcia dla dzieci przebywających na oddziale – gry i zabawy, wizyty aktorów, studentów szkół teatralnych oraz pomagają kadrze merytorycznej podczas turnusów rehabilitacyjnych. 

Abc potrzeb chorego dziecka napisane przez „Liderów” to książka skierowana do rodziców, personelu medycznego, a także rówieśników chorych dzieci i ich opiekunów oraz wolontariuszy pojawiających się na oddziale onkologii dziecięcej. Byli pacjenci wspominają w niej jak traktowano ich podczas pobytu w szpitalu, a jakie były ich oczekiwania. Zdarzały się sytuacje, gdy w ogóle nie byli informowani o stanie swojego zdrowia i w tej książeczce piszą, jakie to może mieć konsekwencje dla procesu leczenia. Przychodzący z wizytą goście unikali pewnych tematów albo czuli się skrępowani w obecności pacjenta, niektórzy lekarze nie potrafili w przystępny sposób przekazać dziecku informacji o jego chorobie, oczywiście dostosowanej do wieku małego pacjenta. Rodzice bali się wyrażać swoje uczucia, a chorzy również obawiali się, że gdy okażą emocje, strach zranią tym najbliższych. 

Ta książka ma ciekawą formułę, nie jest to wyłącznie suchy zapis informacji. Byli pacjenci dzielą się osobistymi przeżyciami, bólem, lękiem, piszą o braku akceptacji ze strony otoczenia i o związanym z tym dodatkowym cierpieniu, ale wskazują też jak powinna wyglądać opieka nad chorym dzieckiem, pacjentem, kolegą. Prognozy dotyczące zachorowalności na nowotwory niestety wskazują, że większość z nas zetknie się prędzej czy później z jakąś postacią tej choroby. Ta książka będzie dobrym punktem wyjścia dla osób, które doświadczą bolesnej rzeczywistości choroby nowotworowej u bliskiej osoby. 

Za możliwość zapoznania się z tą niezwykle potrzebną lekturą dziękuję serdecznie Gosi z bloga Czytelniczy. 

„abc…mieliśmy raka” praca zbiorowa 
data wydania: 2007 
ISBN: 9788390303635 
liczba stron: 68 

 Książka wydana została przez Fundację Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową.

sobota, 6 stycznia 2018

„Diariusz najmniejszy” Umberto Eco


Rzeczywiście, często się zdarza, że idzie się do biblioteki, bo chce się książki o znanym tytule, ale główną funkcją biblioteki, a przynajmniej funkcją biblioteki w moim domu i w domach wszystkich znajomych, jakich możemy odwiedzać, jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które, jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne.
"O bibliotece" Umberto Eco

foto: Wydawnictwo Znak



Umberto Eco, najsłynniejszy współczesny filozof, językoznawca, bibliofil, wybitny pisarz. Jego śmierć w lutym 2016 roku pogrążyła w żałobie cały literacki świat. Czytelnicy, tacy jak ja, byli zrozpaczeni. Akademia Szwedzka nie będzie miała okazji by uhonorować dorobek jego życia Nagrodą Nobla, która bez wątpienia powinna była trafić w ręce Eco. Moja przygoda z pisarzem zaczęła się wcześnie, od genialnej powieści Imię róży. Pech chciał, że następnie sięgnęłam po Wahadło Foucaulta, którego lektury po dziś dzień nie mogę ukończyć… 

Przez długie lata, aż do Tematu na pierwszą stronę (2015) nie sięgałam po książki włoskiego erudyty, stały na półce i pokrywały się powoli patyną czasu. Od śmierci pisarza zaczęłam zaś kompulsywne nadrabianie czytelniczych zaległości, nie tylko powieści, ale również tekstów eseistycznych, a także albumów pod redakcją Eco – Historii piękna i Historii brzydoty oraz Historii krain i miejsc legendarnych

Wielokrotnie szukałam odpowiedzi na pytanie, jakim człowiekiem był Umberto Eco. Część z nich znalazłam w tekstach, które ukazały się w „Literaturze na świecie” (NR 7-8/2016). Goffredo Parise, kolega pisarza ze szkolnej ławki, wspominał, że Eco był niewysoki, zwinny, szczupły, ale silny, nie miał ani jednej nieobecności spowodowanej chorobą podczas lat wspólnej nauki. Często się uśmiechał, ale nigdy nie śmiał. Pisząc nie odrywał pióra od kartki. Zawsze otrzymywał najwyższe oceny. Pozwalał od siebie ściągać na sprawdzianach, podpowiadał podczas odpowiedzi, ale zawsze czynił to tak, aby nauczyciele zdawali sobie sprawę z jego „pomocy”. Był bardzo sympatyczny, chociaż trzymał się raczej na uboczu. Charakterystycznym ironicznym uśmiechem obdarzał wszystkich, a zwłaszcza wykładowców. Co ciekawe do jednej klasy z Parisem uczęszczali dwaj wybitni pisarze. Jego kolegą był także Italo Calvino. Zupełnie inny typ człowieka niż Eco. 

Pewna anegdota, należy zaznaczyć, że nigdy niepotwierdzona przez żadną z występujących w niej postaci, rzuca nieco światła na to, jak wyjątkowo szlachetnym człowiekiem był Eco. Zarówno Calvino, jak i Eco byli zapalonymi filatelistami, często wymieniali między sobą znaczki. Pewnego razu Eco zauważył, że w jego albumie brakuje znaczka Wyspy pod Wiatrem, przedstawiającego ogromny statek z żaglami rozpostartymi na wietrze. Calvino wyciągając z kieszeni klucz do swojego mieszkania odnalazł ów znaczek, a działo się to w obecności Eco. Niczym niezrażony Eco oświadczył, że znaczek nie był jego własnością, a od zawsze należał do Calvina… 

„Diariusz najmniejszy” to wydany w 1995 roku zbiór felietonów pisanych dla włoskiego „L’Espresso”, kolejne tomy ukazywały się jako „Zapiski na pudełku od zapałek”. Już pierwszy tekst, zatytułowany „Nonita” (skojarzenia z Lolitą Nabokova są jak najbardziej na miejscu), w którym Umberto Umberto nieustannie smali cholewki do niewiast mocno nadgryzionych zębem czasu bawi do łez. „Poprawki redakcyjne” oraz „Trzy krótkie recenzje” (zmora dla niektórych autorów, a tak bliskie mojemu sercu) również skrzą się genialnym poczuciem humoru. Świetny jest tekst – „Z przykrością odrzucone” dotyczący recenzji wewnętrznych, w którym Eco bierze na tapet między innymi Biblię, Proces, Don Kichota, Boską komedię czy W poszukiwaniu straconego czasu. A jeśli czytelnik ma ochotę napisać scenariusz filmu, nic prostszego, wystarczy sięgnąć po felieton „Do your movie yourself”, w którym oprócz politematów Eco zawarł liczne transformacje, więc możemy otrzymać n wariantów skryptu.

Te krótkie, mistrzowskie, dowcipne teksty przybierają różne formy literackie. W „Diariuszu najmniejszym” znajdziemy zatem fikcyjne biografie, listy, rozprawy naukowe, absurdalne instrukcje, wywiady, ankiety oraz transmisję z odkrycia Ameryki (!). Przenikliwość i erudycja owych felietonów zawstydza pospolitego czytelnika, takiego jak ja. Pozostaje mi chylić czoła przed mistrzem, nadrabiać lektury i śmiać się do łez. Czego i wam życzę.

„Diariusz najmniejszy” Umberto Eco
tłumaczenie: Adam Szymanowski
tytuł oryginału: Diario minimo, Il secondo diario minimo
data wydania: 1995
ISBN: 8370063810
liczba stron: 200

Podczas pisania powyższego tekstu korzystałam ze wspomnień Goffredo Parise w tłumaczeniu Anny Wasilewskiej, które ukazały się w „Literaturze na świecie” NR 7-8/2016, pod tytułem „W szkolnej ławie z Eco i Calvinem”.

Cytat wstępny nie jest dziełem przypadku, wybrałam go świadomie. "Diariusz najmniejszy" wypatrzyłam bowiem w bibliotece Natalii z Kroniki kota nakręcacza.

niedziela, 31 grudnia 2017

2017


foto:  Pixabay


Oto nadszedł ostatni dzień roku, czas podsumowań, rozliczeń i postanowień. Niniejszym biję się w piersi, bo choć udało mi się przeczytać więcej niż 52 książki, to ostatecznie nie dociągnęłam nawet do magicznej 70. W porównaniu z zeszłym rokiem przeczytałam o 5 książek więcej, ale nadal nie jest to szczyt moich możliwości. Część książek mam rozgrzebanych, podejrzewam, że co najmniej jedną na wieczne niedoczytanie. 

Napisałam nieco więcej niż w zeszłym roku. Wtedy były to zaledwie 32 posty, teraz 40 (plus 22 posty na drugim blogu – Projekt Winnica). Oby kolejny rok był lepszy. 

10 książek, które najbardziej mnie zachwyciły to (w kolejności przypadkowej): 
1. „Opowieść o miłości i mroku” Amos Oz 
2. „Piłat i Jezus” Giorgio Agamben 
3. „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki 
4. „Wszystkie dzieci Louisa” Kamil Bałuk 
5. „Turcja. Obłęd i melancholia” Ece Temelkuran 
6. „Był sobie chłopczyk” Ewa Winnicka 
7. „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” Cezary Łazarewicz 
8. „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie” Katarzyna Tubylewicz 
9. „Zwierzenia jeżozwierza” Alain Mabanckou 
10. „Pape Satàn aleppe” Umberto Eco 

Generalnie ten rok, jeśli chodzi, o jakość przeczytanej literatury był całkiem udany. Niższą niż 3/6 ocenę wystawiłabym następującym książkom: 
1. „Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół” Jonas Jonasson 
2. „Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome K. Jerome 
3. „Jazz” Toni Morrison 
4. „Krwawa Luna” Patrycja Bukalska 
5. „Kolos” Finn Alnæs 
Jest jeszcze jedna książka, z którą mam problem. Teoretycznie powinnam wpisać ją bezwzględnie na drugą listę i to z milionem wykrzykników i ostrzeżeń, że powinniście po nią sięgać tylko na własną odpowiedzialność, ale niestety mimo wielu prób nie udało mi się jeszcze doczytać jej do końca (a robię to od maja). Mowa o książce Hege Storhaug „Islam. Jedenasta plaga”. Mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku (na pewno nie na początku) uda mi się napisać o niej parę słów i dlaczego mnie zbulwersowała. 

Liczę na to, że w przyszłym roku uda mi się nie tylko przeczytać więcej ciekawych książek, ale też przedstawić Wam więcej recenzji. Czytam teraz o wiele wolniej i uważniej, a to za sprawą kursu redakcji merytorycznej, który niedawno ukończyłam. Sprawił on, że zwracam uwagę nie tylko na piękno języka (albo błędy, które się pojawiają w tekście), ale również na sposób wydania książki, informacje zawarte na redakcyjnej czwórce, jak skonstruowany jest spis treści, przypisy i pagina. 

Chętnych zapraszam też do śledzenia poczynań moich i mojego męża. Rok temu postanowiliśmy założyć małą winnicę na potrzeby nasze, rodziny i znajomych. Wszelkie informacje na ten temat, co i jak, a także ciekawostki związane z winiarstwem możecie znaleźć na stronie fejsbukowej Projekt Winnica. W tym roku założyłam również bloga, na którym umieszczam nasze zmagania związane z prowadzeniem winnicy, ciekawostki, recenzje win, różne informacje dotyczące wina i uprawy winorośli. Mam za sobą pierwszy międzynarodowy egzamin winiarski WSET 1, a obecnie przygotowuję się do drugiego – WSET 2, także pierwsze dwa miesiące nowego roku będą dla mnie czasem bardzo intensywnej nauki. 

Udało mi się również napisać kilka artykułów naukowych dla Pulsu Farmacji (staram się zachować jakieś związki z farmacją, czyli studiami, które ukończyłam jako pierwsze). Nie wiem, co będzie dalej, gdyż moja gazeta idzie z duchem czasu i zmieniła formę z papierowej na wyłącznie elektroniczną, a ja jestem starym dinozaurem - pierwsze czytanie i korekty zawsze robię na papierze. I nie lubię pośpiechu… 

W Nowym Roku życzę Wam przede wszystkim zdrowia, więcej cierpliwości i tolerancji, a także czasu, spędzonego w gronie najbliższych, dużo miłości i samych sukcesów. 
Pozdrawiam 
Buk nocą 
Anna Kotlińska-Bubała

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Książki polecają się na prezent :D



foto: Pixabay




„Piłat i Jezus” Giorgio Agamben 

foto: Wydawnictwo Znak


Włoski filozof, heideggerysta, Giorgio Agamben, w swoim eseju „Piłat i Jezus” opisuje jedno z najważniejszych spotkań w dziejach chrześcijaństwa, sześciogodzinne przesłuchanie, jakiemu został poddany Jezus przed wydaniem go żądnemu krwi tłumowi. Poncjusz Piłat, prefekt Judei, jest postacią niejednoznaczną, przez co niezwykle fascynującą. Wprawdzie został opisany dosyć szczegółowo przez Ewangelistów, niemniej jednak Agamben analizując jego postać stawia całkiem nowe pytania i podaje w wątpliwość skrajnie negatywny wizerunek Piłata. Włoski filozof przedstawia zarówno „czarną”, jak i „białą” legendę prefekta. 

Dla kogo: Dla miłośników lektur ambitnych i wymagających, zainteresowanych teologią polityczną, filozofią, ale nie tylko. Wszystkich tych, którzy w literaturze wypatrują czegoś więcej niż zaledwie ciągu pięknie ułożonych słów. Wreszcie dla osób dość dobrze orientujących się w Ewangeliach i postaci Piłata oraz krążących wokół niej legend. 

„Piłat i Jezus” Giorgio Agamben 
tłumaczenie: Monika Surma-Gawłowska, Andrzej Zawadzki 
tytuł oryginału: Pilato e Gesu  
data wydania: 27 lutego 2017 
ISBN: 9788324043910 
liczba stron: 112 


„Śmierć w rzece Kura i inne zagadki kryminalne” Włodzimierz Spasowicz 

foto: PIW


Włodzimierz Spasowicz, autor książki „Śmierć w rzece Kura” był wybitnym rosyjskim prawnikiem, działaczem społecznym i krytykiem literackim, przez współczesnych mu nazywanym „królem adwokatury”. Ten przydomek nie został nadany autorowi bezpodstawnie. W swoich sądowych wystąpieniach Spasowicz dawał popis erudycji, dociekliwości, a także poszanowania dla zasad logiki. W połowie dziewiętnastego wieku zdarzało się, że mowy obrończe trwały po kilka godzin, a nawet i dni! Żeby się o tym przekonać, wystarczy przeczytać pierwszą, tytułową zagadkę kryminalną z omawianego zbioru, dotyczącą tajemniczej śmierci w nurtach rzeki Kura. „Śmierć w rzece Kura” to zbiór fascynujących mów prawniczych pochodzących z dziewiętnastego wieku, stanowi znakomite świadectwo epoki, a dla młodych, współczesnych prawników to okazja, aby przyjrzeć się, jakiej gimnastyki słownej, ogromu wiedzy i zaangażowania wymagało od adwokata przygotowanie się do prowadzenia sprawy. 

Dla kogo: Dla prawników, ale również miłośników prawa i historii, a także dla wszystkich z silnym poczuciem sprawiedliwości i niezachwianym kręgosłupem moralnym. 

„Śmierć w rzece Kura i inne zagadki kryminalne” 
tłumaczenie: Małgorzata Migdalska i Jolanta Skrunda 
data wydania: 12 października 2016 
ISBN: 9788364822629 
liczba stron: 211 


„Zadry” Dominik Rutkowski 

foto: Świat Książki


„Zadry” to opowieść o splatających się ze sobą losach trzech rodzin przybywających na Pomorze Zachodnie. Czytelnik ma szansę prześledzić ich dzieje na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Czasy funkcjonowania PGR-ów, ich mikrokosmos i specyficzne relacje między ludźmi oraz późniejszy upadek gospodarstw w latach 90. zostały niezwykle barwnie i szczegółowo odmalowane przez autora. Iście szekspirowski jest wątek miłosny zawarty w powieści. Książka opowiada ponadto o trudnych polsko-ukraińskich relacjach i korzeniach nienawiści, a także, do czego może doprowadzić pielęgnowanie i przekazywanie kolejnym pokoleniom skrajnie negatywnych uczuć względem obcych nacji. 

Dla kogo: Dla tych, których zżera tęsknota za tym, co było i raczej nie wróci. Dla miłośników ciekawych historii, opowiedzianych w fascynujący sposób, z precyzyjnym odmalowaniem opisywanych realiów. Dla tych, którzy szukają odpowiedzi na pytanie jak powstaje i rozprzestrzenia się nienawiść. 

„Zadry” Dominik Rutkowski 
data wydania: 27 września 2017 
ISBN: 9788380316386 
liczba stron: 447 



„Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki 

foto: Wydawnictwo Karakter


„Pochwała cienia” to esej z 1933 roku poświęcony japońskiej estetyce. Pierwodruk tekstu Tanizakiego ukazał się w antologii „Estetyka japońska. Estetyka życia i piękno umierania” pod redakcją Krystyny Wilkoszewskiej, w 2005 roku. W 2016 roku Wydawnictwo Karakter wznowiło „Pochwałę cienia” w przekładzie Henryka Lipszyca, ze znakomitym wstępem tłumacza. Esej Tanizakiego nie jest w zasadzie tekstem jednolitym, to zbiór krótkich zapisków, codziennych obserwacji autora nazywanych zuihitsu ("za pociągnięciem pędzla"). Japończyk przygląda się transformacji kraju, a zmiany, zachodzące w szybkim tempie zdają się niepokoić mistrza, czemu daje wyraz w swoich szkicach. Tematyka tekstów Jun’ichirō Tanizakiego jest niezwykle różnorodna. Autor pięknie przedstawia światłocień i pustkę, jako kluczowe elementy japońskiej estetyki. 

Dla kogo: Dla wielbicieli i miłośników Japonii, dla wszystkich zainteresowanych filozofią i estetyką oraz architekturą i historią sztuki. Dla lubiących smakować teksty i szukać w nich dodatkowych znaczeń, metafor. 

„Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizaki 
tłumaczenie: Henryk Lipszyc 
tytuł oryginału: 陰翳礼讃 (In'ei Raisan) 
data wydania: 5 października 2016  
ISBN: 9788365271266 
liczba stron: 80 

W „serii japońskiej” Wydawnictwa Karakter ukazały się ponadto: „Księga herbaty” Kakuzō Okakura oraz „Struktura iki” Shūzō Kuki. Te eseje również polecam uwadze. 



„Pape Satàn aleppe” Umberto Eco 

foto: Dom Wydawniczy Rebis


„Pape Satàn aleppe” to bardzo interesujący, choć niejednorodny zbiór felietonów jednego z największych filozofów naszych czasów. Autor rozpoczyna swoje kroniki płynnego społeczeństwa od nakreślenia bolączek i dążeń współczesnego człowieka. Pisze o upadku moralnym, kryzysie ideologii, o potrzebie medialnej widoczności za wszelką cenę (niestety nawet, jeśli nie mamy nic ciekawego do powiedzenia i zaoferowania innym), o konflikcie pokoleń, mass mediach, różnych formach rasizmu. Porusza także fundamentalne tematy takie jak śmierć, nienawiść, filozofia i religia. Wszystko to okraszone specyficznym poczuciem humoru Eco, dystansem do otaczającego świata.  

Dla kogo: Dla wszystkich tych, którzy dostrzegają upadek autorytetów, kryzys wartości, żeby dodać im otuchy. Dla tych, którzy nawet czytając trudne teksty lubią się pośmiać ze specyficznych żarcików autora. Dla dociekliwych i miłośników erudycyjnych felietonów. 

„Pape Satàn aleppe” Umberto Eco 
tłumaczenie: Alicja Bruś 
tytuł oryginału: Pape Satàn aleppe. Cronache di una società liquida 
data wydania: 26 września 2017 
ISBN: 9788380620513 
liczba stron: 348

wtorek, 12 grudnia 2017

„Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” Cezary Łazarewicz

„Sędzia Monika Niezabitowska-Nowakowska wskazała wtedy również imiennie drugiego z napastników, który pomagał w biciu, trzymając Przemyka za ręce od tyłu. Gdy chłopiec zemdlał, posadził go, zwijającego się z bólu, na krześle przy stoliku. Tym drugim był właśnie szeregowy Krzysztof Dalmata z Hrubieszowa. Sędzia Niezabitowska-Nowakowska była bliska znalezienia ostatniego z puzzli. W pisemnym uzasadnieniu wyroku napisała, że Kościukowi i Dalmacie towarzyszył w biciu jeszcze jeden funkcjonariusz, ale nie udało się go sądowi zidentyfikować.” 
„Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” Cezary Łazarewicz 


foto: Wydawnictwo Czarne


Cezary Łazarewicz jest autorem zbioru reportaży „Kafka z Mrożkiem. Reportaże pomorskie”, „Sześć pięter luksusu. Przerwana historia domu braci Jabłkowskich”, „Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza” oraz książki „Elegancki morderca”, gdzie przedstawił sylwetkę seryjnego zabójcy - Władysława Mazurkiewicza. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Przekroju”, „Polityce”. Za reportaż „Żeby nie było śladów” otrzymał Nagrodę Nike 2017, Nagrodę MediaTory, Nagrodę im. Oskara Haleckiego. Tytuł ten zwyciężył również w plebiscycie Radia Kraków, został uznany za najlepszą książkę 2016 roku. 

„Żeby nie było śladów” to próba rekonstrukcji wydarzeń towarzyszących śmierci Grzegorza Przemyka i późniejszym procesom oskarżonych o zamordowanie świeżo upieczonego maturzysty. Autor uzupełnia swoją relację o sylwetki rodziców chłopaka – opozycjonistki i poetki Barbary Sadowskiej i Leopolda Przemyka (o którym głośno zrobiło się dopiero po 1993 roku, kiedy ruszył drugi proces będący próbą odnalezienia i skazania winnych śmierci Grzegorza). Książka Cezarego Łazarewicza ukazuje również uniwersalne mechanizmy tuszowania niewygodnych dla reżimowych władz wydarzeń. Od początku tak w śledztwo, jak i w proces zaangażowane były najważniejsze osoby w państwie, Czesław Kiszczak, Jerzy Urban, a nawet sam Wojciech Jaruzelski. Powołano specjalną grupę operacyjną, której działania miały na celu oczernienie świadków i zdyskredytowanie ich zeznań oraz uprawdopodobnienie wersji wydarzeń forsowanej przez władze, grzebano w życiorysie matki chłopca, aby ukazać ją w jak najgorszym świetle, zastraszano najbliższe osoby z otoczenia Grzegorza Przemyka, a postępowanie celowo przewlekano. Co więcej, już po upadku PRL, organy III Rzeczpospolitej były również bezsilne, nie potrafiły znaleźć i osądzić wszystkich winnych zabójstwa. 

Cezary Łazarewicz wykonując iście koronkową robotę, przeglądając tysiące stron akt, opinii biegłych, wycinków z gazet, fragmentów osobistych dzienników Wiktora Woroszylskiego, rozmawiając z ludźmi z otoczenia Barbary i Grześka, dokonał czegoś pozornie niemożliwego. Wskazał nie tylko winnych, którzy od początku zasługiwali na karę, ale i z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością ustalił tożsamość trzeciego milicjanta biorącego udział w pobiciu. 

Ten proces jest plamą na honorze Polski Ludowej, ale także III Rzeczpospolitej. Winnych śmiertelnego pobicia Grzegorza Przemyka nigdy bowiem należycie nie ukarano. Istnieje jednak coś jeszcze poza sądową sprawiedliwością, karma, fatum, przeznaczenie, jakkolwiek to nazwiemy, widać, że zadziałało w sprawie winowajców. Nie mieli ani łatwego ani przyjemnego życia i choć sprawiedliwości nie stała się zadość,  milicjanci w niewielkiej części odczuli cierpienia, jakie zadali chłopakowi. 

Ta książka była potrzebna, jest odpowiedzią na apel Barbary Sadowskiej, który znajdował się w aktach sprawy śmiertelnego pobicia jej syna. Prawda o tej strasznej zbrodni została ujawniona dopiero po trzydziestu latach dzięki omawianemu reportażowi. Bardzo polecam tę lekturę, w pełni zasłużyła na tegoroczne wyróżnienie Nagrodą Nike. 

„Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” Cezary Łazarewicz 
data wydania: 17 lutego 2016 
ISBN: 9788380492349 
liczba stron: 316

poniedziałek, 11 grudnia 2017

„Zabite” Jorge Ibargüengoitia


foto: Wydawnictwo Universitas 

Jorge Ibargüengoitia to mało znany polskiemu czytelnikowi meksykański prozaik, dziennikarz i dramaturg. Jego dzieła cechuje specyficzne poczucie humoru i celnie wymierzona ironia. Nic nie wskazywało na to, że zostanie pisarzem. Początkowo podjął studia inżynierskie, później uprawiał rodzinną ziemię, a dopiero pod wpływem obejrzanego spektaklu teatralnego postanowił zająć się dramatopisarstwem. Chociaż napisał wiele sztuk, otrzymał kilka nagród, jego kariery teatralnej nie można zaliczyć do udanych. Pierwsza powieść Jorge Ibargüengoitia - „Błyskawice sierpniowe” odniosła natomiast znaczący sukces, a poczucie humoru, ironia i satyra stały się wyznacznikami stylu pisarza. 

Książka „Zabite” jest częścią serii Las Américas: Nieznana Klasyka Literatury Latynoskiej Wydawnictwa Universitas. Jest to mroczna opowieść z lat 50. i 60. XX wieku, oparta na autentycznych wydarzeniach. Rzecz dzieje się m.in. w pozornie spokojnym, prowincjonalnym meksykańskim miasteczku, gdzie dochodzi do napadu na małą piekarnię. Strzelanina, karabiny i podpalenie to efekt niezagojonych miłosnych ran, które swoją genezę miały wiele, wiele lat wcześniej. 

Dość powiedzieć, że główne bohaterki, sprawczynie całego zamieszania, to dwie siostry, burdelmamy, które zęby zjadły na tym niewdzięcznym biznesie i niejedno mają na sumieniu. W powieści, napisanej minimalistycznym, reporterskim stylem, trup ściele się gęsto, a lejąca się strumieniami krew czy bójki - to codzienność. Piekło prowincji, korupcja, znieczulica i układy, narastająca przemoc…z odrobiną gorzkiej ironii to sprawia, że tę książkę ciężko odłożyć na półkę i dawkować sobie z umiarem. 

„Zabite” wyróżniają się na tle innych dzieł pisarza. Spokojna, miejscami sucha relacja, przypomina raczej dziennikarskie śledztwo niż utwór literacki, do tego temat zaczerpnięty został wprost z kroniki kryminalnej. Bardzo ciekawy jest fakt, że w książce autor wygładził mocno pierwowzory swoich bohaterek. Nie mają na koncie aż tylu morderstw, poza tym pewne zdarzenia noszą znamiona nieszczęśliwych wypadków, a nie z góry zaplanowanych zbrodni. Wielu krytyków postrzega „Zabite” jako powieść wręcz proroczą, autor celnie opisuje mechanizmy odpowiadające za rozpad wartości społecznych, korupcję na szczytach władzy, uprzedmiotowienie kobiet i eskalującą przemoc (dziś możemy skonfrontować obserwacje Jorge Ibargüengoitia z wydarzeniami chociażby w Ciudad Juárez). Puls rewelacyjne tłumaczenie Tomasza Pindla. Czy można chcieć więcej? Polecam uwadze tę krótką książkę, wprawdzie nie wprowadzi czytelnika w radosny, świąteczny nastrój, ale na pewno zmusi do refleksji. 

„Zabite” Jorge Ibargüengoitia 
tłumaczenie: Tomasz Pindel 
tytuł oryginału: Las muertas 
data wydania: 2015 
ISBN: 9788324226924 
liczba stron: 188