poniedziałek, 10 września 2018

„Tajemniczy czarny kot. Legendy i przesądy” Nathalie Semenuik

„Kot może zostać waszym przyjacielem, jeżeli jesteście tego godni, ale nigdy waszym niewolnikiem.” 
Théophile Gautier 

foto: Wydawnictwo Alma-Press



„Tajemniczy czarny kot. Legendy i przesądy” Nathalie Semenuik to opowieść o losach jednego z najbardziej enigmatycznych zwierząt w historii. Autorka podejmuje próbę stworzenia kompendium, na które składają się burzliwe losy gatunku, legendy, wierzenia ludowe, przesądy związane z czarnym kotem. 

Jasne, przenikliwe, szmaragdowe bądź bursztynowe spojrzenie, lśniąca, puszysta, ciemna niczym noc sierść, czy to możliwe, że to piękne zwierzę dla jednych stanowi talizman przynoszący szczęście, a dla innych uosobienie wszelkiego zła i synonim nieszczęścia? W starożytnym Egipcie kot był niezwykle ceniony za sprawą swoich umiejętności łowieckich, to tutaj nastąpiło udomowienie kota, a samo zwierzę uważano za wcielenie bogini Bastet. W średniowieczu, aż do końca XI wieku nadal ceniono talenty łowcze kotów, dopiero na początku XII wieku zaczęły krążyć opowieści o diabelskich mocach zwierzęcia, widywano je w towarzystwie czarownic, przypisywano mu zdolności magiczne, wreszcie bulla papieża Grzegorza, Vox in rama, określiła czarnego kota, jako sługę diabła, a w XV wieku papież Innocenty VIII ustanowił obowiązek palenia na stosie czarownic wraz z ich zwierzętami. 

Nathalie Semenuik opisuje bulwersujący proceder torturowania kotów, palenia ich na stosie, masakrowania, rzucania kotami oraz murowania ich żywcem w nowo powstających budynkach mieszkalnych (miało to zapewniać solidność budowy i chronić domostwo przed złymi mocami). Podejrzewa się, że gdyby nie masowe mordowanie kotów, dżuma nie zebrałaby w XIV wieku takiego śmiertelnego żniwa. Prześladowania tych spokojnych zwierząt trwały niemal nieprzerwanie do XVII-XVIII wieku. Kot na dobre powrócił do łask w epoce romantyzmu. Tajemniczy, niezależny, zawsze podążający własnymi ścieżkami stał się źródłem natchnienia dla artystów, pisarzy, muzyków. Dość wspomnieć słynny paryski kabaret, bastion awangardy, powstały w 1881 roku, „Czarny Kot”. 

Autorka wymienia w swej książce sławnych właścicieli kotów, takich jak Charlie Chaplin, Albert Camus, Ernest Hemingway, Henri Matisse czy Jean Cocteau. Semenuik ciekawie pisze o legendach dotyczących czarnych kotów, słynnym bretońskim „Ar Kazh Du”, świętym Cado i jego umowie z szatanem, zamku Combourg oraz wróżkach ze Szmaragdowego Wybrzeża, wyjaśnia również skąd się wzięło słynne dziewięć kocich żywotów. I choć czarnego kota łączy się z obłudą, nieszczęściem, ale i kobietą (sic!) to warto spojrzeć inaczej na to zwierzę i dostrzec w nim raczej wiernego towarzysza, nienarzucającego się kompana, a nie źródło problemów i nieszczęść. Na pewno zmianę punktu widzenia ułatwi lektura „Tajemniczego czarnego kota”. 

Książka Nathalie Semenuik nie dość, że jest interesująco napisana, jest również wyjątkowo ładnie wydana. Obfituje w liczne zdjęcia, ilustracje, reprodukcje obrazów, grafiki, autorka zawarła w niej także cytaty z wierszy m.in. Charles’a Baudelaire’a oraz Rainera Marii Rilkego. Odnalezienie interesujących czytelnika fragmentów ułatwia umieszczony na końcu zbioru indeks. Serdecznie polecam tę lekturę, nie tylko miłośnikom kotów. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Alma-Press. 

„Tajemniczy czarny kot. Legendy i przesądy” Nathalie Semenuik 
tłumaczenie: Joanna Stachowiak 
tytuł oryginału: Mystérieux Chat Noir – Symboles & Superstitions 
data wydania: czerwiec 2018 
ISBN: 9788370207076 
liczba stron: 144

niedziela, 19 sierpnia 2018

„Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek

„Na drugi dzień poprosiłem Prezesa o audiencję. 
- Wiem, że nic nie wiem – powiedziałem, gdy mnie przyjął.
- Bardzo się cieszę, panie kolego. Przedstawimy pana do nagrody. 
Sokrates! Ten miał głowę.” 
„Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek 


foto: Noir Sur Blanc


Sławomira Mrożka nie trzeba zapewne nikomu przedstawiać. Dramatopisarz, prozaik i rysownik (publikował m.in. w „Przekroju”). Jego dzieła oscylowały wokół tematyki filozoficznej, psychologicznej, politycznej i obyczajowej. Popularność przyniósł mu dramat „Tango” z 1964 roku. Utwór został przetłumaczony na 20 języków, w tym esperanto. Mrożek zadebiutował jako pisarz w 1953 roku zbiorami opowiadań „Opowiadania z Trzmielowej Góry” oraz „Półpancerze praktyczne”. 

„Czekoladki dla Prezesa” to zbiór krótkich tekstów, które łączy osoba Prezesa i jego współpracownicy – Księgowy, Referent, Kasjer, Magazynier, Rewident, Kierownik Zaopatrzenia, Sekretarka, Bufetowa i inni. Czytelnik znajdzie tu solidną dawkę humoru, zawiłości urzędniczych absurdów i tylko pozornie wszystko to opisane jest z przymrużeniem oka. Choć większość sytuacji wydaje się nieprawdopodobna to biorąc pod uwagę współczesne czasy, perypetie Prezesa i przytakujących mu lizusów przestają śmieszyć, a Mrożek zaczyna przypominać proroka, który z żartów uczynił swój oręż do walki z urzędniczą ciemnotą i wszechwładzą Prezesa. 

W „Czekoladkach dla Prezesa” spółdzielnia „Jasna Przyszłość” to organizacja przestępcza, której udowodniono malwersacje, sprzeniewierzenie, kradzież mienia publicznego, ale wystarczy, że jej pracownicy, na czele z Prezesem, zmieniają nazwę instytucji, w której pracują na Komisję do Badania Przestępczej Działalności Zarządu Spółdzielni „Jasna Przyszłość”, a wszelkie zarzuty pod ich adresem znikają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ile do tej pory mieliśmy komisji, teoretycznie prężnie działających i nieustannie dążących do prawdy? Ile spraw zostało przez nie wyjaśnionych? 

Świat wykreowany przez Mrożka, niby groteskowy i mający śmieszyć, przy wnikliwym wczytaniu się w teksty z omawianego zbioru opowiadań przeraża i dołuje. To, że krewni i znajomi królika dostają intratne posady, że przyklaskuje się wszelkim dziwacznym propozycjom Prezesa, że przy obsadzaniu stanowisk nie liczą się kompetencje, zdolności językowe i doświadczenie, tylko to, kto głośniej śpiewa na chwałę spółdzielni i mocodawcy to przecież znane nam z codziennego życia przypadki, niezależnie od aktualnie rządzącej opcji politycznej. Mrożek pokazuje, że skoro nie możemy z tym walczyć, możemy wyśmiać tego typu patologie, poczucie humoru to jedyne, co nam pozostaje i żadna władza nie jest w stanie nam go odebrać. 

Polecam uwadze ten krótki zbiór opowiadań, można pokładać się ze śmiechu podczas lektury, ale tuż po niej czytelnika dopadnie gorzka refleksja, że wszystkie opisywane przez Mrożka sytuacje są stale obecne w urzędniczej rzeczywistości, nic od lat się nie zmienia, w końcu zawsze jest jakiś Prezes (w starożytności Prezus) i wtórujący mu chór klakierów. 

„Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek 
data wydania: 6 czerwca 2018
ISBN: 9788365613622 
liczba stron: 168

piątek, 10 sierpnia 2018

„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells


„Świat został stworzony dla odważnych, a reszta płynie z nurtem, przy czym większość idzie na dno.” 
„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells 

foto: Wydawnictwo MUZA SA


Benedict Wells urodził się w 1984 roku, w Monachium. Jego debiutancka powieść, „Ucieczka z martwego życia”(Becks letzter Sommer) ukazała się w 2008 roku, a kilka lat później została sfilmowana (w 2014 roku). Prawdziwe nazwisko Benedicta Wellsa brzmi von Schirach, jest on wnukiem nazistowskiego zbrodniarza Baldura von Schiracha, kuzynem innego znakomitego niemieckiego pisarza – Ferdinanda von Schiracha oraz bratem Ariadny von Schirach, która również publikuje książki. 

O młodym autorze niemieccy krytycy (i nie tylko) wypowiadają się w samych superlatywach, z mieszaniną niedowierzania i zachwytu (porównują go między innymi do Hermana Hessego, ta informacja nie pojawia się jednak w tzw. blurpach, na okładkach książek Wellsa wydanych w Polsce są cytaty z jego własnych powieści, nie ma żadnych zachęt napisanych przez innych pisarzy, jak również porównań do twórczości wielkich literatów tego świata). Przede wszystkim potrafi on niesamowicie plastycznie opowiadać o cierpieniu, tworzy znakomite postaci, których losy zyskują empatię czytelnika, doskonale operuje emocjami, nie używa przy tym skomplikowanego języka. Jest autentyczny. Uważny czytelnik zauważy w prozie Wellsa wpływy między innymi Vladimira Nabokova oraz Francisa Scotta Fitzgeralda (wpływy Fitzgeralda widać w pierwszej wydanej w Polsce powieści autora zatytułowanej „Koniec samotności”). 

„Ucieczka z martwego życia” to historia sfrustrowanego, niespełna czterdziestoletniego nauczyciela muzyki, który marzył o karierze rockmana, sławie, zaszczytach, trasach koncertowych. Robert Brenner codziennie powiela ten sam schemat, usiłuje przekazać odrobinę wiedzy uczniom, którzy go nie szanują, niespecjalnie interesują się wykładanym przedmiotem, ma wokół siebie niewielu przyjaciół. Najbliższe więzi łączą go z Charliem – ekscentrykiem przeżywającym załamanie nerwowe, w dodatku zamieszanym w handel narkotykami hipochondrykiem. Wszystko w życiu Brennera odmienia się, gdy odkrywa niezwykły talent Rauliego Kantasa, jednego ze swoich podopiecznych. Chłopiec jest wirtuozem gitary, pisze również znakomite teksty. Nauczyciel natychmiast dostrzega szansę na odmianę swojego losu - postanawia wypromować Kantasa i uczynić z niego gwiazdę światowego formatu. Problem polega na tym, że Rauli lubi chodzić własnymi drogami, jest narowisty, nie znosi autorytetów. Mimo początkowych trudności release party przygotowane z pomocą Brennera staje się hitem i trampoliną do kariery chłopca (niestety sam nauczyciel niewiele dzięki temu zyska). 

W książce, będącej połączeniem tragedii, komedii, powieści drogi (Brenner, Charlie i Raulie wyruszają wspólnie w obfitującą w przygody podróż do Stambułu) i powieści obyczajowej, na uwagę zasługują również pozostali bohaterowie. Lara – kobieta po przejściach, to odpowiednia dziewczyna dla Roberta, niespecjalnie wymagająca, gotowa realizować swoje plany, przychodzi i odchodzi, kiedy ma ochotę. Jedną z pobocznych postaci jest sam autor, który wciela się w dziennikarza Bena, pracującego nad książką o Robercie Brennerze, a jednocześnie w kilku miejscach jest narratorem. W powieści odnajdziemy również noblistę – Boba Dylana, tyle, że pod prawdziwym nazwiskiem, które brzmi Robert Zimmerman. 

Benedict Wells nieprzypadkowo wspomina „Pnina” Vladimira Nabokova. W „Ucieczce z martwego życia” możemy odnaleźć kilka elementów, które w swojej twórczości lubił wykorzystywać rosyjski geniusz. Tak, jak w „Pninie” lejtmotywem są wszechobecne wiewiórki, tak u Wellsa powtarza się napisany przez Rauliego utwór „Finding Anna”. W „Ucieczce z martwego życia” mamy także do czynienia z anomalią narracyjną w postaci przekroczenia zasad weryzmu (chodzi tu o naruszenie zasady punktu widzenia postaci). Wspomniany już Ben jest dziennikarzem, jednym z bohaterów, a jednocześnie narratorem. Tyle, że ten narrator jest tożsamy z autorem przedstawionym, a ten bardzo przypomina rzeczywistego – Benedicta Wellsa. Podobnie jest w „Pninie”, gdzie narrator to alter ego Nabokova. 

Choć w „Ucieczce z martwego życia” odnajdziemy elementy komiczne to powieść ta jest, podobnie jak „Koniec samotności”, dojmująco smutna, pozbawiająca nadziei, nie ma tu happy endu i sztucznego słodzenia, jak również naprawiania świata na siłę. Doskonale widać to rozgoryczenie życiem w wypowiedzi Roberta Brennera: 

- Niekiedy czuję się taki pusty- westchnął Brenner. – Czegoś mi brakuje. I kiedy jestem sam, i kiedy jestem z kimś. Nieustannie jest we mnie jakaś pustka. Inni ludzie wyglądają na takich szczęśliwych, wszystko przychodzi im tak lekko. 

Bardzo polecam tę lekturę. Benedict Wells mnie nie rozczarował i czekam na kolejne spotkanie z jego twórczością. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie wydawnictwu MUZA SA. 

„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells 
tłumaczenie: Viktor Grotowicz 
tytuł oryginału: Becks letzter Sommer 
data wydania: 11 kwietnia 2018 
ISBN: 9788328709171 
liczba stron: 448

wtorek, 17 lipca 2018

MID YEAR BOOK FREAK OUT TAG


  • najlepsza książka przeczytana w pierwszym półroczu 



foto: Wydawnictwo Sonia Draga


Tutaj chyba zbytnio was nie zaskoczę pisząc o moim uwielbieniu dla „Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl” Javiera Maríasa. Pisarz, który całkiem sprytnie pozbawił się dostępu do komputera i telefonu komórkowego, ma po pierwsze bardzo dużo czasu na przemyślenia, a po drugie nieskończone chyba pokłady wyobraźni i nie waha się z nich korzystać. Jego zdania są obszerne, złożone, mięsiste, lubi bawić się słowem, wszak to on jest autorem najdłuższej myśli, gdzie kropka kończąca wypowiedź pojawia się po, bagatela, jedenastu stronach. Mimo to czytelnik nie gubi się w tym gąszczu, to czysta magia. Poza tym to najprawdziwszy król i co z tego, że maleńkiej wysepki na Karaibach, Redondy, skoro dzięki temu ma prawo do nadawania tytułów swoim przyjaciołom. Na przykład Francis Ford Coppola to hrabia Megalopolis, a Pedro Almodóvar to hrabia Drżącego Ciała. 

  • najlepsza kontynuacja serii 



foto: Wydawnictwo Czerwone i Czarne


W zasadzie nie czytuję czegoś takiego jak serie. Tylko dlatego, żeby nie wściekać się, „co było dalej?”, jeśli wydanie kolejnego tomu przeciąga się w nieskończoność. Wyjątek zrobiłam dla Eleny Ferrante i jej tetralogii neapolitańskiej dwa lata temu. W pierwszej połowie 2018 roku jedyna książka, która może być przyporządkowana tej kategorii to „Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy?” Pawła Reszki. Bulwersujący opis całkowitego upadku i niewydolności polskiego systemu opieki zdrowotnej. Dla czytelników o mocnych nerwach. 

  • nowość, której jeszcze nie zdążyłam przeczytać, a bardzo bym chciała 



foto: Wydawnictwo Czarne


Zdecydowanie mam chrapkę na reportaż Karoliny Bednarz „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”. Kupiłam tę książkę na majowych Warszawskich Targach Książki i niestety czeka nadal w mojej kolejce. Karolinę chłonę od lat poprzez jej bloga „W krainie tajfunów”, a także teksty w „Dużym Formacie”. Kibicuję mocno jej projektowi nieregularnika reporterskiego „non/fiction”. Mam dwa pierwsze numery, to niezwykle wciągająca lektura. Reportaż „Kwiaty w pudełku” zbiera bardzo pozytywne recenzje. Nie mogę się doczekać, kiedy go otworzę.

  • książka, na którą czekam w drugiej połowie roku 



foto: OnePress


Jest tego jak zwykle bardzo dużo. Na pewno czekam na wznowienie „Państwa” Platona, które ukaże się na początku sierpnia. Poza tym będę polować na „Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci” Jacka Hołuba, eseje Zadie Smith zatytułowane „Widzi mi się”, „Historię przemocy” Éduarda Louisa oraz reportaż „Czarna wołga. Kryminalna historia PRL” Przemysława Semczuka. Pewnie jak skończę ten tekst dopiszę kolejną dziesiątkę do tej nigdy niekończącej się listy. 

  • największe rozczarowanie 



foto: Wydawnictwo Literackie


Tutaj muszę napisać niestety o jednym z moich ulubionych pisarzy, którego książki na ogół wprawiają mnie w zachwyt. Chodzi o Jürgena Thorwalda i książkę „Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru”. Co ciekawe moje rozczarowanie nie wynika wyłącznie z treści książki, bardziej chodzi o jej nieuważną redakcję. 

  • największe zaskoczenie 



foto: Wielka Litera


U mnie to chyba Kaśka Nosowska i jej „A ja żem jej powiedziała…”. Myślałam, że to będzie kolejna książka wydana przez celebrytę, jakieś pitolenie bez sensu, napisane w celu ponownego pojawienia się na językach, promowania siebie i dzieła etc. W naszych czasach każdy, jak wiadomo, zna się na wszystkim i bardzo chce się podzielić swoją wszechwiedzą i omnipotencją ze światem, dlatego wydawane są te masy bezużytecznych poradników, wspomnień z wizyt w toalecie albo spółkowania w Dupaju itd. Tymczasem Kaśka jest autentyczna, zdroworozsądkowa, nie moralizuje, tylko pokazuje śmiało palcem i spokojnie stwierdza „król jest nagi, nie widzicie?” i za to ją lubię, jeszcze bardziej. 

  • ulubiony nowy (dla mnie) autor 



foto: Wydawnictwo Czarne


Zdecydowanie Drago Jančar. Powieść „Widziałem ją tej nocy” od pierwszych przeczytanych stron skradła moje serce. Piękna, wzruszająca historia miłosna, bez szczęśliwego zakończenia oraz wojna widziana oczami kilkorga bohaterów. Rewelacyjne tłumaczenie Joanny Pomorskiej. 

  • mój książkowy crush 



foto: Muza S.A.


Nie przeżywam czegoś takiego jak crush książkowy, wyjątkiem był oczywiście Pan Darcy, ale to było dawno temu. Na pewno, gdybym takie zauroczenia przeżywała, zainteresowałby mnie poeta-morderca z książki „Gwiazda daleka” Roberto Bolaño. 

  • ulubiony bohater 



foto: Muza S.A.


Jeśli chodzi o pierwsze półrocze 2018 roku to zdecydowanie wygrywa Robert Brenner z „Ucieczki z martwego życia” Benedicta Wellsa. Chyba to podobieństwo do mnie tak mnie przyciąga do tego bohatera. Jest sfrustrowany, rozczarowany życiem, niespełniony, wiecznie aspirujący, niestety nic nie osiąga, chociaż nieustannie próbuje. 

  • książka, przy której płakałam 



foto: Wydawnictwo Czarne


Na pewno płakałam przy jednym z reportaży ze zbioru „Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe” Barbary Seidler. Chodzi o tekst, który przypomniał też stosunkowo niedawno Mariusz Szczygieł, zatytułowany „Pani od maszynoznawstwa”, o sześcioletnim Danielu, bestialsko zamordowanym przez konkubinę ojca, która biła go przez kilka godzin grubym skórzanym pasem z metalową sprzączką, ponieważ nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, co trzeba zrobić, jeśli zniszczą się sznurowadła, skąd wziąć nowe? Gdy czytam takie teksty zastanawiam się czy zniesienie kary śmierci było dobrym pomysłem. 

  • książka, która mnie uszczęśliwiła 



foto: Książkowe Klimaty


Zazwyczaj czytam dosyć ciężkie książki, których celem jest poszerzenie mojej wiedzy i światopoglądu, a nie przyjemność tekstu. Trudno o takich lekturach mówić, że uszczęśliwiają. Jest jedna, jak dotąd, książka, która wywołała uśmiech na mojej twarzy i zadowolenie, mam na myśli opowiadania maltańskiego pisarza Pierre’a J. Mejlaka „Co pozwala powiedzieć noc”. Jeśli szukacie opowiadań z jednej strony lekkich jak muśnięcie skrzydeł motyla, a z drugiej historii z odpowiednią dawką goryczy to ta książka będzie idealnym pomysłem na weekendową lekturę.

środa, 27 czerwca 2018

„Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak

“Uwolnienie od przeszłości tworzy iluzję przyszłości opartą o chęć uniesienia się w powietrze. W związku z tym w chwilach niestrzeżonych nasza przeszłość może nam spaść na głowę. Nic nie przemija całkowicie.” 
“Śpij!” Annelies Verbeke 

foto: Książkowe Klimaty


Pierre J. Mejlak to maltański pisarz, dziennikarz, korespondent BBC, autor programów radiowych poświęconych historii rocka. Mejlak pisze również książki dla dzieci, powieści (m.in. Południowy wiatr) oraz opowiadania. Książka „Co pozwala powiedzieć noc” została uhonorowana Literacką Nagrodą Unii Europejskiej. 

Republika Malty, państwo-miasto, obejmująca cały archipelag Wysp Maltańskich większości czytelników kojarzy się zapewne z beztroskimi wakacjami. Piękne, piaszczyste plaże, lazur morza, ciepłe zatoki, Błękitna Grota oraz Błękitna Laguna wraz z innymi naturalnymi atrakcjami wprawiają w błogi nastrój, nakazują porzucić szybkie tempo miejskiego, kontynentalnego życia i oddać się niczym nieskrępowanemu lenistwu. Czy w tak pięknych okolicznościach przyrody, w otoczeniu megalitycznych świątyń, pałaców, kościołów, parków atrakcji może powstawać literatura zdolna poruszyć najczulsze struny, wprawiająca w niepokój i zdumienie zrelaksowanych turystów? Zbiór opowiadań „Co pozwala powiedzieć noc” Pierre'a Mejlaka udowadnia, że tak. 

Mejlak nie tworzy skomplikowanych, piętrowych intryg, operuje prostym językiem. Osadzone w codzienności, miejscami zabawne, urocze historie chwytają za serce, często dotyczą bowiem sytuacji granicznych takich jak śmierć, zdrada, rozstanie, bolesne rozczarowanie czy tragiczny wypadek. W niektórych tekstach o sile opowieści stanowią z pozoru banalne przedmioty codziennego użytku, raz jest to kolczyk, innym razem deska do prasowania, kiedy indziej zaś butelka likieru, które zaklęte słowami autora tworzą artefakty przewodzące emocje postaci. Bohaterowie opowiadań stają w obliczu trudnych decyzji, ich życiowe drogi, związki, w które się wikłają, konsekwencje wydarzeń z przeszłości i sposób, w jaki autor ukazuje te rozterki dowodzi, że Pierre Mejlak jest doskonałym obserwatorem otoczenia, empatycznym, potrafi wczuć się zarówno w rolę mężczyzny, jak i kobiety. Pisarz często mruga okiem w kierunku czytelnika, stosuje zdumiewające zwroty akcji, które niekiedy diametralnie zmieniają postrzeganie opisywanej historii. 

Bohaterowie Mejlaka zdradzają, rozstają się, popełniają zbrodnie, konfabulują, często nie mają zahamowań, ale cierpią, są samotni, rozdarci wewnętrznie. Autor stawia w swoim zbiorze opowiadań ważne pytania o granice moralności, o to czy naprawdę jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka, nawet mimo wielu lat wspólnego pożycia, o naturę człowieczeństwa. Trzynaście bardzo różnorodnych tekstów opatrzonych jest prologiem i zakończonych epilogiem. Słowa Mejlaka wywołują uśmiech, wzruszenie, często ściskają w gardle. Jeśli szukacie opowiadań z jednej strony lekkich jak muśnięcie skrzydeł motyla, a z drugiej historii z odpowiednią dawką goryczy to, „Co pozwala powiedzieć noc” będzie idealnym pomysłem na weekendową lekturę. 

foto: archiwum własne


Opowiadania Pierre'a Mejlaka to kolejna odsłona Serii z winnicą. Tym razem do książki przyporządkowany jest biały kolor wina. Podczas lektury smakowałam wino musujące, ale nie lekkie i przyjemne Prosecco, tylko orzeźwiającą, a jednocześnie pozostawiającą odrobinę gorzkości w finiszu, otrzymywaną metodą tradycyjną, hiszpańską Cavę. Możecie spróbować nieortodoksyjnej, choć nadal katalońskiej wersji tego wina musującego, gdzie do podstawowych szczepów, czyli Macabeo, Xarel-lo, Parellada dodano Chardonnay oraz odrobinę Temparnillo od producenta Jaume Serra (za ok. 30 zł) albo pochodzącej z bodegi Lardon de Lunas Bisilli, która składa się w 80% ze szczepu Macabeo, a dla podkręcenia smaku dodano 20% Chardonnay (cena to ok. 42 zł). Dodatkową zachętą może być fakt, że linia Bisila wspiera charytatywnie projekt edukacyjny w Afryce (konkretnie Bisila Bokoko African Literacy Project). Pamiętajcie, że Cavę pijemy schłodzoną do temperatury 6˚C (6-10˚C). Jeśli jednak wina musujące to nie wasza bajka spróbujcie koniecznie, równie egzotycznego, co maltańska literatura, wina ze szczepu Hondarrabi Zuri, z którego w Kraju Basków powstaje znakomita Txakolina (w bodedze Katxiña). Wino niezwykle orzeźwiające, niemal czujemy powiew morskiej bryzy na twarzy, posiada mocny owocowy aromat, ale znajdziemy w nim również elegancką mineralność i wspaniały słony posmak. Idealnie łączy się z grillowaną rybą. Do „Co pozwala powiedzieć noc” pasuje także białe wino ze szczepu Malvasía Volcánica, wytwarzane w licznych winnicach na Lanzarote, o charakterystyce zbliżonej do Txakoliny oraz chorwacka Žlahtina, wytrawne białe wino otrzymywane z lokalnej odmiany winorośli, rosnącej na wyspie Krk. Znajdziemy w nim, podobnie jak w opowiadaniach Mejlaka cierpki, gorzki, nieco ziołowy finisz. Dla wymienionych spokojnych win białych odpowiednia temperatura serwowania to 10-13˚C.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Książkowe Klimaty. 

„Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak 
tłumaczenie: Krzysztof Szczurek 
tytuł oryginału: Dak li l-Lejl Iħallik Tgħid 
data wydania: 3 kwietnia 2018 
ISBN: 9788365595782 
liczba stron: 196

wtorek, 26 czerwca 2018

Przeczytane w 2018 roku


1. „Diariusz najmniejszy” Umberto Eco
2. „abc…mieliśmy raka…”
3. „Kielonek” Alain Mabanckou
4. „Widziałem ją tej nocy” Drago Jančar
5. „Witajcie, powracające widma” Kossi Efoui
6. „Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru” Jürgen Thorwald
7. „Z nienawiści do kobiet” Justyna Kopińska
8. „Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl” Javier Marías
9. „Człowiek tygrys” Eka Kurniawan
10. „Niepocieszony” Kazuo Ishiguro
11. „Bóg mi świadkiem” Makis Tsitas
12. „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz
13. „Desire” Haruki Murakami eng
14. „Zbrodnia i wino” Michał Bardel
15. „Dwie siostry” Åsne Seierstad
16. „Psikus” Domenico Starnone
17. „Mali bogowie. Jak umierają Polacy” Paweł Reszka
18. „Przemytnicy książek z Timbuktu” Charlie English
19. „Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells
20. „Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła
21. „Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak
22. „Skrzydło anioła” Joanna Krysowata
23. „Pojutrze” Paulina Wilk
24. „Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebecca Solnit
25. „Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe” Barbara Seidler
26. „Gwiazda daleka” Roberto Bolaño
27. „Betibu” Claudia Piñeiro
28. „Jedyna historia” Julian Barnes
29. „A ja żem jej powiedziała...” Katarzyna Nosowska
30. „Rosario Tijeras” Jorge Franco
31. „Polak sprzeda zmysły” Konrad Oprzędek
32. „Świństwo (Truizmy)” Marie Darrieussecq
33. „Zatracenie” Osamu Dazai
34. „Zimne opowiadania” Virgilio Piñera
35. „Czekoladki dla Prezesa” Sławomir Mrożek
36. „Deutsche nasz. Reportaże berlińskie” Ewa Wanat
37. „Hen” Ilona Wiśniewska
38. „Tajemniczy czarny kot. Legendy i przesądy” Nathalie Semenuik
39. „Wino narodowe” Wojciech Włodarczyk

poniedziałek, 11 czerwca 2018

„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła

„Jemy o wiele więcej niż 20 lat temu. Nastoletni chłopcy średnio o 275 kalorii, dorośli mężczyźni – o 187 kalorii, a kobiety aż o 355 kalorii więcej. Na świecie żyje około 600 milionów osób otyłych – dwa razy więcej niż w latach 90. Pod opieką lekarzy jest 347 milionów chorych na cukrzycę, ale wiele osób nie wie, że choruje.” 
„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła 

„60 kilogramów. Nawet na tyle szacuje się obecnie średnie roczne spożycie cukrów na jednego mieszkańca globu. Na początku XX wieku wynosiło ono zaledwie 5 kilogramów.” 
„Puls Farmacji” nr 6(116) 21 czerwca 2017 


foto: Wydawnictwo Agora



Judyta Watoła i Dariusz Kortko są dziennikarzami Gazety Wyborczej, w 2014 roku otrzymali nagrodę Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. „Słodziutki. Biografia cukru” to nie pierwsza książka tego reporterskiego tandemu, wcześniej opublikowali wspólnie „Na szczycie stromej góry. Opowieści o transplantacjach”. 

„Słodziutki” to świetnie napisana i doskonale przygotowana opowieść o potędze i szkodliwości jednej z najczęściej spożywanych używek. Tym bardziej niebezpiecznej, bo silnie uzależniającej i przez lata bagatelizowanej, a w niektórych okresach historii wręcz hołubionej. 

Cukier, a w zasadzie glukoza jest nam potrzebna, to dzięki niej nasz mózg funkcjonuje prawidłowo, a za jej dostarczenie nagradza nas pobudzając ośrodek przyjemności. Istnieje jednak granica, przy której cukier nie przeniknie już do komórki (nasycona w pełni już go nie potrzebuje), a zacznie krążyć wraz z krwią po naszym organizmie. Powoli siać zniszczenie. Cukrzyca oraz związane z nią zespół stopy cukrzycowej, nefropatia, retinopatia, zespół metaboliczny, próchnica, nowotwory, zawały, udary, zaburzenia erekcji, ta lista schorzeń związanych z nadmierną konsumpcją cukru stale się wydłuża, a otyłych dorosłych i dzieci wciąż przybywa (wśród osób pełnoletnich w Polsce otyłość występuje u 64% mężczyzn i 49% kobiet). 

Lekarze, dietetycy, farmaceuci biją na alarm. Natomiast w umyśle niektórych starszych osób nadal pozostaje mocno zakorzenione hasło propagandowe wymyślone przez Melchiora Wańkowicza, słynne „cukier krzepi”. Dziadkowie nie wahają się zatem za plecami rodziców (a czasem na ich oczach) karmić swe wnuki czekoladą, cukierkami, batonikami, słodzonymi napojami oraz patrzeć z politowaniem na opiekunów, którzy „biednym” dzieciom odmawiają przyjemności i zabierają dzieciństwo. Nadal powszechne jest uwielbienie dla słodkich bobasów o mocno zaokrąglonych kształtach i rumianych, pulchnych policzkach. 

„Słodziutki” to podróż po krainie cukrem płynącej, historia odkrycia używki, ale również świadectwo manipulowania faktami obnażającymi jej szkodliwość. Autorzy przedstawiają Kubę, jako przykład niszczycielskiej potęgi cukru, analizują losy królowej Elżbiety I, uwielbiającej ponad wszelką miarę łakocie, a także podobnie uzależnionego od słodyczy Króla Słońce, Ludwika XIV. W książce znajdziemy ponadto historie wojen cukrowych i odkrycia nowych szlaków handlowych, opowieści o początkach uprawy trzciny cukrowej i niewolnictwie. Autorzy piszą również o narodzinach stomatologii, przedstawiają historię powstania porcelany. 

Niezwykle fascynujące są opisy pierwszych prób leczenia cukrzycy oraz przełom, jaki spowodowało odkrycie, a następnie wyizolowanie insuliny z cielęcej trzustki. O tym zresztą można by napisać kolejną książkę, niestety niezbyt pochlebną  dla samych odkrywców, którzy nieraz zapominali o swoich pacjentach pogrążeni we wzajemnych walkach o chwałę i splendor przypisywany temu wiekopomnemu osiągnięciu. 

Temat szkodliwości zbyt dużej podaży cukru w pożywieniu to nihil novi. Mniej więcej od lat 70. trwa dyskusja o jego wpływie na wymienione przeze mnie wyżej schorzenia. Tyle, że początkowo dane wskazujące zgubny wpływ cukru na organizm były gładko zamiatane pod dywan, głównym winowajcą odpowiedzialnym za wzrost zachorowalności na miażdżycę, cukrzycę, zawały serca etc. czyniąc tłuszcz. Cholesterol stał się zmorą tamtych czasów. Zaciemnienie było tak wielkie, że w „Żyjmy dłużej” prof. Kodejszko otwarcie potępiał smalec, masło, słoninę wskazując je jako czynniki miażdżycogenne i prowadzące do cukrzycy, autorzy miesięcznika radzili zaś rodzicom, aby dzieciom, szczególnie w okresie wzmożonej nauki (egzaminy) podawać więcej cukru, zmniejszając ilość chleba. 

Dodatkową wisienką na torcie jest ostatni rozdział książki, w którym czytelnik pozna etymologię słowa cukier, zdaniem prof. Miodka niezwykle międzynarodowego (rzeczywiście w wielu językach brzmi podobnie) oraz słodki, cukrzyca, a także ich związki z polską literaturą. 

Bardzo serdecznie polecam lekturę „Słodziutkiego”, ogromna ilość faktów, historii związanych z cukrem, polityką, medycyną oraz przystępny język sprawiają, że ta książka niejednemu otworzy oczy, a przy tym jest fascynującym kompendium wiedzy, traktującym problematykę związaną z cukrem i jego szkodliwością kompleksowo. 

„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła 
data wydania: 15 lutego 2018 
ISBN: 9788326826108 
liczba stron: 360