piątek, 10 sierpnia 2018

„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells


„Świat został stworzony dla odważnych, a reszta płynie z nurtem, przy czym większość idzie na dno.” 
„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells 

foto: Wydawnictwo MUZA SA


Benedict Wells urodził się w 1984 roku, w Monachium. Jego debiutancka powieść, „Ucieczka z martwego życia”(Becks letzter Sommer) ukazała się w 2008 roku, a kilka lat później została sfilmowana (w 2014 roku). Prawdziwe nazwisko Benedicta Wellsa brzmi von Schirach, jest on wnukiem nazistowskiego zbrodniarza Baldura von Schiracha, kuzynem innego znakomitego niemieckiego pisarza – Ferdinanda von Schiracha oraz bratem Ariadny von Schirach, która również publikuje książki. 

O młodym autorze niemieccy krytycy (i nie tylko) wypowiadają się w samych superlatywach, z mieszaniną niedowierzania i zachwytu (porównują go między innymi do Hermana Hessego, ta informacja nie pojawia się jednak w tzw. blurpach, na okładkach książek Wellsa wydanych w Polsce są cytaty z jego własnych powieści, nie ma żadnych zachęt napisanych przez innych pisarzy, jak również porównań do twórczości wielkich literatów tego świata). Przede wszystkim potrafi on niesamowicie plastycznie opowiadać o cierpieniu, tworzy znakomite postaci, których losy zyskują empatię czytelnika, doskonale operuje emocjami, nie używa przy tym skomplikowanego języka. Jest autentyczny. Uważny czytelnik zauważy w prozie Wellsa wpływy między innymi Vladimira Nabokova oraz Francisa Scotta Fitzgeralda (wpływy Fitzgeralda widać w pierwszej wydanej w Polsce powieści autora zatytułowanej „Koniec samotności”). 

„Ucieczka z martwego życia” to historia sfrustrowanego, niespełna czterdziestoletniego nauczyciela muzyki, który marzył o karierze rockmana, sławie, zaszczytach, trasach koncertowych. Robert Brenner codziennie powiela ten sam schemat, usiłuje przekazać odrobinę wiedzy uczniom, którzy go nie szanują, niespecjalnie interesują się wykładanym przedmiotem, ma wokół siebie niewielu przyjaciół. Najbliższe więzi łączą go z Charliem – ekscentrykiem przeżywającym załamanie nerwowe, w dodatku zamieszanym w handel narkotykami hipochondrykiem. Wszystko w życiu Brennera odmienia się, gdy odkrywa niezwykły talent Rauliego Kantasa, jednego ze swoich podopiecznych. Chłopiec jest wirtuozem gitary, pisze również znakomite teksty. Nauczyciel natychmiast dostrzega szansę na odmianę swojego losu - postanawia wypromować Kantasa i uczynić z niego gwiazdę światowego formatu. Problem polega na tym, że Rauli lubi chodzić własnymi drogami, jest narowisty, nie znosi autorytetów. Mimo początkowych trudności release party przygotowane z pomocą Brennera staje się hitem i trampoliną do kariery chłopca (niestety sam nauczyciel niewiele dzięki temu zyska). 

W książce, będącej połączeniem tragedii, komedii, powieści drogi (Brenner, Charlie i Raulie wyruszają wspólnie w obfitującą w przygody podróż do Stambułu) i powieści obyczajowej, na uwagę zasługują również pozostali bohaterowie. Lara – kobieta po przejściach, to odpowiednia dziewczyna dla Roberta, niespecjalnie wymagająca, gotowa realizować swoje plany, przychodzi i odchodzi, kiedy ma ochotę. Jedną z pobocznych postaci jest sam autor, który wciela się w dziennikarza Bena, pracującego nad książką o Robercie Brennerze, a jednocześnie w kilku miejscach jest narratorem. W powieści odnajdziemy również noblistę – Boba Dylana, tyle, że pod prawdziwym nazwiskiem, które brzmi Robert Zimmerman. 

Benedict Wells nieprzypadkowo wspomina „Pnina” Vladimira Nabokova. W „Ucieczce z martwego życia” możemy odnaleźć kilka elementów, które w swojej twórczości lubił wykorzystywać rosyjski geniusz. Tak, jak w „Pninie” lejtmotywem są wszechobecne wiewiórki, tak u Wellsa powtarza się napisany przez Rauliego utwór „Finding Anna”. W „Ucieczce z martwego życia” mamy także do czynienia z anomalią narracyjną w postaci przekroczenia zasad weryzmu (chodzi tu o naruszenie zasady punktu widzenia postaci). Wspomniany już Ben jest dziennikarzem, jednym z bohaterów, a jednocześnie narratorem. Tyle, że ten narrator jest tożsamy z autorem przedstawionym, a ten bardzo przypomina rzeczywistego – Benedicta Wellsa. Podobnie jest w „Pninie”, gdzie narrator to alter ego Nabokova. 

Choć w „Ucieczce z martwego życia” odnajdziemy elementy komiczne to powieść ta jest, podobnie jak „Koniec samotności”, dojmująco smutna, pozbawiająca nadziei, nie ma tu happy endu i sztucznego słodzenia, jak również naprawiania świata na siłę. Doskonale widać to rozgoryczenie życiem w wypowiedzi Roberta Brennera: 

- Niekiedy czuję się taki pusty- westchnął Brenner. – Czegoś mi brakuje. I kiedy jestem sam, i kiedy jestem z kimś. Nieustannie jest we mnie jakaś pustka. Inni ludzie wyglądają na takich szczęśliwych, wszystko przychodzi im tak lekko. 

Bardzo polecam tę lekturę. Benedict Wells mnie nie rozczarował i czekam na kolejne spotkanie z jego twórczością. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie wydawnictwu MUZA SA. 

„Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells 
tłumaczenie: Viktor Grotowicz 
tytuł oryginału: Becks letzter Sommer 
data wydania: 11 kwietnia 2018 
ISBN: 9788328709171 
liczba stron: 448

wtorek, 17 lipca 2018

MID YEAR BOOK FREAK OUT TAG


  • najlepsza książka przeczytana w pierwszym półroczu 



foto: Wydawnictwo Sonia Draga


Tutaj chyba zbytnio was nie zaskoczę pisząc o moim uwielbieniu dla „Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl” Javiera Maríasa. Pisarz, który całkiem sprytnie pozbawił się dostępu do komputera i telefonu komórkowego, ma po pierwsze bardzo dużo czasu na przemyślenia, a po drugie nieskończone chyba pokłady wyobraźni i nie waha się z nich korzystać. Jego zdania są obszerne, złożone, mięsiste, lubi bawić się słowem, wszak to on jest autorem najdłuższej myśli, gdzie kropka kończąca wypowiedź pojawia się po, bagatela, jedenastu stronach. Mimo to czytelnik nie gubi się w tym gąszczu, to czysta magia. Poza tym to najprawdziwszy król i co z tego, że maleńkiej wysepki na Karaibach, Redondy, skoro dzięki temu ma prawo do nadawania tytułów swoim przyjaciołom. Na przykład Francis Ford Coppola to hrabia Megalopolis, a Pedro Almodóvar to hrabia Drżącego Ciała. 

  • najlepsza kontynuacja serii 



foto: Wydawnictwo Czerwone i Czarne


W zasadzie nie czytuję czegoś takiego jak serie. Tylko dlatego, żeby nie wściekać się, „co było dalej?”, jeśli wydanie kolejnego tomu przeciąga się w nieskończoność. Wyjątek zrobiłam dla Eleny Ferrante i jej tetralogii neapolitańskiej dwa lata temu. W pierwszej połowie 2018 roku jedyna książka, która może być przyporządkowana tej kategorii to „Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy?” Pawła Reszki. Bulwersujący opis całkowitego upadku i niewydolności polskiego systemu opieki zdrowotnej. Dla czytelników o mocnych nerwach. 

  • nowość, której jeszcze nie zdążyłam przeczytać, a bardzo bym chciała 



foto: Wydawnictwo Czarne


Zdecydowanie mam chrapkę na reportaż Karoliny Bednarz „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”. Kupiłam tę książkę na majowych Warszawskich Targach Książki i niestety czeka nadal w mojej kolejce. Karolinę chłonę od lat poprzez jej bloga „W krainie tajfunów”, a także teksty w „Dużym Formacie”. Kibicuję mocno jej projektowi nieregularnika reporterskiego „non/fiction”. Mam dwa pierwsze numery, to niezwykle wciągająca lektura. Reportaż „Kwiaty w pudełku” zbiera bardzo pozytywne recenzje. Nie mogę się doczekać, kiedy go otworzę.

  • książka, na którą czekam w drugiej połowie roku 



foto: OnePress


Jest tego jak zwykle bardzo dużo. Na pewno czekam na wznowienie „Państwa” Platona, które ukaże się na początku sierpnia. Poza tym będę polować na „Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci” Jacka Hołuba, eseje Zadie Smith zatytułowane „Widzi mi się”, „Historię przemocy” Éduarda Louisa oraz reportaż „Czarna wołga. Kryminalna historia PRL” Przemysława Semczuka. Pewnie jak skończę ten tekst dopiszę kolejną dziesiątkę do tej nigdy niekończącej się listy. 

  • największe rozczarowanie 



foto: Wydawnictwo Literackie


Tutaj muszę napisać niestety o jednym z moich ulubionych pisarzy, którego książki na ogół wprawiają mnie w zachwyt. Chodzi o Jürgena Thorwalda i książkę „Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru”. Co ciekawe moje rozczarowanie nie wynika wyłącznie z treści książki, bardziej chodzi o jej nieuważną redakcję. 

  • największe zaskoczenie 



foto: Wielka Litera


U mnie to chyba Kaśka Nosowska i jej „A ja żem jej powiedziała…”. Myślałam, że to będzie kolejna książka wydana przez celebrytę, jakieś pitolenie bez sensu, napisane w celu ponownego pojawienia się na językach, promowania siebie i dzieła etc. W naszych czasach każdy, jak wiadomo, zna się na wszystkim i bardzo chce się podzielić swoją wszechwiedzą i omnipotencją ze światem, dlatego wydawane są te masy bezużytecznych poradników, wspomnień z wizyt w toalecie albo spółkowania w Dupaju itd. Tymczasem Kaśka jest autentyczna, zdroworozsądkowa, nie moralizuje, tylko pokazuje śmiało palcem i spokojnie stwierdza „król jest nagi, nie widzicie?” i za to ją lubię, jeszcze bardziej. 

  • ulubiony nowy (dla mnie) autor 



foto: Wydawnictwo Czarne


Zdecydowanie Drago Jančar. Powieść „Widziałem ją tej nocy” od pierwszych przeczytanych stron skradła moje serce. Piękna, wzruszająca historia miłosna, bez szczęśliwego zakończenia oraz wojna widziana oczami kilkorga bohaterów. Rewelacyjne tłumaczenie Joanny Pomorskiej. 

  • mój książkowy crush 



foto: Muza S.A.


Nie przeżywam czegoś takiego jak crush książkowy, wyjątkiem był oczywiście Pan Darcy, ale to było dawno temu. Na pewno, gdybym takie zauroczenia przeżywała, zainteresowałby mnie poeta-morderca z książki „Gwiazda daleka” Roberto Bolaño. 

  • ulubiony bohater 



foto: Muza S.A.


Jeśli chodzi o pierwsze półrocze 2018 roku to zdecydowanie wygrywa Robert Brenner z „Ucieczki z martwego życia” Benedicta Wellsa. Chyba to podobieństwo do mnie tak mnie przyciąga do tego bohatera. Jest sfrustrowany, rozczarowany życiem, niespełniony, wiecznie aspirujący, niestety nic nie osiąga, chociaż nieustannie próbuje. 

  • książka, przy której płakałam 



foto: Wydawnictwo Czarne


Na pewno płakałam przy jednym z reportaży ze zbioru „Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe” Barbary Seidler. Chodzi o tekst, który przypomniał też stosunkowo niedawno Mariusz Szczygieł, zatytułowany „Pani od maszynoznawstwa”, o sześcioletnim Danielu, bestialsko zamordowanym przez konkubinę ojca, która biła go przez kilka godzin grubym skórzanym pasem z metalową sprzączką, ponieważ nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, co trzeba zrobić, jeśli zniszczą się sznurowadła, skąd wziąć nowe? Gdy czytam takie teksty zastanawiam się czy zniesienie kary śmierci było dobrym pomysłem. 

  • książka, która mnie uszczęśliwiła 



foto: Książkowe Klimaty


Zazwyczaj czytam dosyć ciężkie książki, których celem jest poszerzenie mojej wiedzy i światopoglądu, a nie przyjemność tekstu. Trudno o takich lekturach mówić, że uszczęśliwiają. Jest jedna, jak dotąd, książka, która wywołała uśmiech na mojej twarzy i zadowolenie, mam na myśli opowiadania maltańskiego pisarza Pierre’a J. Mejlaka „Co pozwala powiedzieć noc”. Jeśli szukacie opowiadań z jednej strony lekkich jak muśnięcie skrzydeł motyla, a z drugiej historii z odpowiednią dawką goryczy to ta książka będzie idealnym pomysłem na weekendową lekturę.

środa, 27 czerwca 2018

„Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak

“Uwolnienie od przeszłości tworzy iluzję przyszłości opartą o chęć uniesienia się w powietrze. W związku z tym w chwilach niestrzeżonych nasza przeszłość może nam spaść na głowę. Nic nie przemija całkowicie.” 
“Śpij!” Annelies Verbeke 

foto: Książkowe Klimaty


Pierre J. Mejlak to maltański pisarz, dziennikarz, korespondent BBC, autor programów radiowych poświęconych historii rocka. Mejlak pisze również książki dla dzieci, powieści (m.in. Południowy wiatr) oraz opowiadania. Książka „Co pozwala powiedzieć noc” została uhonorowana Literacką Nagrodą Unii Europejskiej. 

Republika Malty, państwo-miasto, obejmująca cały archipelag Wysp Maltańskich większości czytelników kojarzy się zapewne z beztroskimi wakacjami. Piękne, piaszczyste plaże, lazur morza, ciepłe zatoki, Błękitna Grota oraz Błękitna Laguna wraz z innymi naturalnymi atrakcjami wprawiają w błogi nastrój, nakazują porzucić szybkie tempo miejskiego, kontynentalnego życia i oddać się niczym nieskrępowanemu lenistwu. Czy w tak pięknych okolicznościach przyrody, w otoczeniu megalitycznych świątyń, pałaców, kościołów, parków atrakcji może powstawać literatura zdolna poruszyć najczulsze struny, wprawiająca w niepokój i zdumienie zrelaksowanych turystów? Zbiór opowiadań „Co pozwala powiedzieć noc” Pierre'a Mejlaka udowadnia, że tak. 

Mejlak nie tworzy skomplikowanych, piętrowych intryg, operuje prostym językiem. Osadzone w codzienności, miejscami zabawne, urocze historie chwytają za serce, często dotyczą bowiem sytuacji granicznych takich jak śmierć, zdrada, rozstanie, bolesne rozczarowanie czy tragiczny wypadek. W niektórych tekstach o sile opowieści stanowią z pozoru banalne przedmioty codziennego użytku, raz jest to kolczyk, innym razem deska do prasowania, kiedy indziej zaś butelka likieru, które zaklęte słowami autora tworzą artefakty przewodzące emocje postaci. Bohaterowie opowiadań stają w obliczu trudnych decyzji, ich życiowe drogi, związki, w które się wikłają, konsekwencje wydarzeń z przeszłości i sposób, w jaki autor ukazuje te rozterki dowodzi, że Pierre Mejlak jest doskonałym obserwatorem otoczenia, empatycznym, potrafi wczuć się zarówno w rolę mężczyzny, jak i kobiety. Pisarz często mruga okiem w kierunku czytelnika, stosuje zdumiewające zwroty akcji, które niekiedy diametralnie zmieniają postrzeganie opisywanej historii. 

Bohaterowie Mejlaka zdradzają, rozstają się, popełniają zbrodnie, konfabulują, często nie mają zahamowań, ale cierpią, są samotni, rozdarci wewnętrznie. Autor stawia w swoim zbiorze opowiadań ważne pytania o granice moralności, o to czy naprawdę jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka, nawet mimo wielu lat wspólnego pożycia, o naturę człowieczeństwa. Trzynaście bardzo różnorodnych tekstów opatrzonych jest prologiem i zakończonych epilogiem. Słowa Mejlaka wywołują uśmiech, wzruszenie, często ściskają w gardle. Jeśli szukacie opowiadań z jednej strony lekkich jak muśnięcie skrzydeł motyla, a z drugiej historii z odpowiednią dawką goryczy to, „Co pozwala powiedzieć noc” będzie idealnym pomysłem na weekendową lekturę. 

foto: archiwum własne


Opowiadania Pierre'a Mejlaka to kolejna odsłona Serii z winnicą. Tym razem do książki przyporządkowany jest biały kolor wina. Podczas lektury smakowałam wino musujące, ale nie lekkie i przyjemne Prosecco, tylko orzeźwiającą, a jednocześnie pozostawiającą odrobinę gorzkości w finiszu, otrzymywaną metodą tradycyjną, hiszpańską Cavę. Możecie spróbować nieortodoksyjnej, choć nadal katalońskiej wersji tego wina musującego, gdzie do podstawowych szczepów, czyli Macabeo, Xarel-lo, Parellada dodano Chardonnay oraz odrobinę Temparnillo od producenta Jaume Serra (za ok. 30 zł) albo pochodzącej z bodegi Lardon de Lunas Bisilli, która składa się w 80% ze szczepu Macabeo, a dla podkręcenia smaku dodano 20% Chardonnay (cena to ok. 42 zł). Dodatkową zachętą może być fakt, że linia Bisila wspiera charytatywnie projekt edukacyjny w Afryce (konkretnie Bisila Bokoko African Literacy Project). Pamiętajcie, że Cavę pijemy schłodzoną do temperatury 6˚C (6-10˚C). Jeśli jednak wina musujące to nie wasza bajka spróbujcie koniecznie, równie egzotycznego, co maltańska literatura, wina ze szczepu Hondarrabi Zuri, z którego w Kraju Basków powstaje znakomita Txakolina (w bodedze Katxiña). Wino niezwykle orzeźwiające, niemal czujemy powiew morskiej bryzy na twarzy, posiada mocny owocowy aromat, ale znajdziemy w nim również elegancką mineralność i wspaniały słony posmak. Idealnie łączy się z grillowaną rybą. Do „Co pozwala powiedzieć noc” pasuje także białe wino ze szczepu Malvasía Volcánica, wytwarzane w licznych winnicach na Lanzarote, o charakterystyce zbliżonej do Txakoliny oraz chorwacka Žlahtina, wytrawne białe wino otrzymywane z lokalnej odmiany winorośli, rosnącej na wyspie Krk. Znajdziemy w nim, podobnie jak w opowiadaniach Mejlaka cierpki, gorzki, nieco ziołowy finisz. Dla wymienionych spokojnych win białych odpowiednia temperatura serwowania to 10-13˚C.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Książkowe Klimaty. 

„Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak 
tłumaczenie: Krzysztof Szczurek 
tytuł oryginału: Dak li l-Lejl Iħallik Tgħid 
data wydania: 3 kwietnia 2018 
ISBN: 9788365595782 
liczba stron: 196

wtorek, 26 czerwca 2018

Przeczytane w 2018 roku


1. „Diariusz najmniejszy” Umberto Eco
2. „abc…mieliśmy raka…”
3. „Kielonek” Alain Mabanckou
4. „Widziałem ją tej nocy” Drago Jančar
5. „Witajcie, powracające widma” Kossi Efoui
6. „Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru” Jürgen Thorwald
7. „Z nienawiści do kobiet” Justyna Kopińska
8. „Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl” Javier Marías
9. „Człowiek tygrys” Eka Kurniawan
10. „Niepocieszony” Kazuo Ishiguro
11. „Bóg mi świadkiem” Makis Tsitas
12. „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz
13. „Desire” Haruki Murakami eng
14. „Zbrodnia i wino” Michał Bardel
15. „Dwie siostry” Åsne Seierstad
16. „Psikus” Domenico Starnone
17. „Mali bogowie. Jak umierają Polacy” Paweł Reszka
18. „Przemytnicy książek z Timbuktu” Charlie English
19. „Ucieczka z martwego życia” Benedict Wells
20. „Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła
21. „Co pozwala powiedzieć noc” Pierre J. Mejlak
22. „Skrzydło anioła” Joanna Krysowata
23. „Pojutrze” Paulina Wilk
24. „Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebecca Solnit
25. „Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe” Barbara Seidler
26. „Gwiazda daleka” Roberto Bolaño
27. „Betibu” Claudia Piñeiro
28. „Jedyna historia” Julian Barnes
29. „A ja żem jej powiedziała...” Katarzyna Nosowska
30. „Rosario Tijeras” Jorge Franco
31. „Polak sprzeda zmysły” Konrad Oprzędek
32. „Świństwo (Truizmy)” Marie Darrieussecq
33. „Zatracenie” Osamu Dazai
34. „Zimne opowiadania” Virgilio Piñera

poniedziałek, 11 czerwca 2018

„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła

„Jemy o wiele więcej niż 20 lat temu. Nastoletni chłopcy średnio o 275 kalorii, dorośli mężczyźni – o 187 kalorii, a kobiety aż o 355 kalorii więcej. Na świecie żyje około 600 milionów osób otyłych – dwa razy więcej niż w latach 90. Pod opieką lekarzy jest 347 milionów chorych na cukrzycę, ale wiele osób nie wie, że choruje.” 
„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła 

„60 kilogramów. Nawet na tyle szacuje się obecnie średnie roczne spożycie cukrów na jednego mieszkańca globu. Na początku XX wieku wynosiło ono zaledwie 5 kilogramów.” 
„Puls Farmacji” nr 6(116) 21 czerwca 2017 


foto: Wydawnictwo Agora



Judyta Watoła i Dariusz Kortko są dziennikarzami Gazety Wyborczej, w 2014 roku otrzymali nagrodę Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. „Słodziutki. Biografia cukru” to nie pierwsza książka tego reporterskiego tandemu, wcześniej opublikowali wspólnie „Na szczycie stromej góry. Opowieści o transplantacjach”. 

„Słodziutki” to świetnie napisana i doskonale przygotowana opowieść o potędze i szkodliwości jednej z najczęściej spożywanych używek. Tym bardziej niebezpiecznej, bo silnie uzależniającej i przez lata bagatelizowanej, a w niektórych okresach historii wręcz hołubionej. 

Cukier, a w zasadzie glukoza jest nam potrzebna, to dzięki niej nasz mózg funkcjonuje prawidłowo, a za jej dostarczenie nagradza nas pobudzając ośrodek przyjemności. Istnieje jednak granica, przy której cukier nie przeniknie już do komórki (nasycona w pełni już go nie potrzebuje), a zacznie krążyć wraz z krwią po naszym organizmie. Powoli siać zniszczenie. Cukrzyca oraz związane z nią zespół stopy cukrzycowej, nefropatia, retinopatia, zespół metaboliczny, próchnica, nowotwory, zawały, udary, zaburzenia erekcji, ta lista schorzeń związanych z nadmierną konsumpcją cukru stale się wydłuża, a otyłych dorosłych i dzieci wciąż przybywa (wśród osób pełnoletnich w Polsce otyłość występuje u 64% mężczyzn i 49% kobiet). 

Lekarze, dietetycy, farmaceuci biją na alarm. Natomiast w umyśle niektórych starszych osób nadal pozostaje mocno zakorzenione hasło propagandowe wymyślone przez Melchiora Wańkowicza, słynne „cukier krzepi”. Dziadkowie nie wahają się zatem za plecami rodziców (a czasem na ich oczach) karmić swe wnuki czekoladą, cukierkami, batonikami, słodzonymi napojami oraz patrzeć z politowaniem na opiekunów, którzy „biednym” dzieciom odmawiają przyjemności i zabierają dzieciństwo. Nadal powszechne jest uwielbienie dla słodkich bobasów o mocno zaokrąglonych kształtach i rumianych, pulchnych policzkach. 

„Słodziutki” to podróż po krainie cukrem płynącej, historia odkrycia używki, ale również świadectwo manipulowania faktami obnażającymi jej szkodliwość. Autorzy przedstawiają Kubę, jako przykład niszczycielskiej potęgi cukru, analizują losy królowej Elżbiety I, uwielbiającej ponad wszelką miarę łakocie, a także podobnie uzależnionego od słodyczy Króla Słońce, Ludwika XIV. W książce znajdziemy ponadto historie wojen cukrowych i odkrycia nowych szlaków handlowych, opowieści o początkach uprawy trzciny cukrowej i niewolnictwie. Autorzy piszą również o narodzinach stomatologii, przedstawiają historię powstania porcelany. 

Niezwykle fascynujące są opisy pierwszych prób leczenia cukrzycy oraz przełom, jaki spowodowało odkrycie, a następnie wyizolowanie insuliny z cielęcej trzustki. O tym zresztą można by napisać kolejną książkę, niestety niezbyt pochlebną  dla samych odkrywców, którzy nieraz zapominali o swoich pacjentach pogrążeni we wzajemnych walkach o chwałę i splendor przypisywany temu wiekopomnemu osiągnięciu. 

Temat szkodliwości zbyt dużej podaży cukru w pożywieniu to nihil novi. Mniej więcej od lat 70. trwa dyskusja o jego wpływie na wymienione przeze mnie wyżej schorzenia. Tyle, że początkowo dane wskazujące zgubny wpływ cukru na organizm były gładko zamiatane pod dywan, głównym winowajcą odpowiedzialnym za wzrost zachorowalności na miażdżycę, cukrzycę, zawały serca etc. czyniąc tłuszcz. Cholesterol stał się zmorą tamtych czasów. Zaciemnienie było tak wielkie, że w „Żyjmy dłużej” prof. Kodejszko otwarcie potępiał smalec, masło, słoninę wskazując je jako czynniki miażdżycogenne i prowadzące do cukrzycy, autorzy miesięcznika radzili zaś rodzicom, aby dzieciom, szczególnie w okresie wzmożonej nauki (egzaminy) podawać więcej cukru, zmniejszając ilość chleba. 

Dodatkową wisienką na torcie jest ostatni rozdział książki, w którym czytelnik pozna etymologię słowa cukier, zdaniem prof. Miodka niezwykle międzynarodowego (rzeczywiście w wielu językach brzmi podobnie) oraz słodki, cukrzyca, a także ich związki z polską literaturą. 

Bardzo serdecznie polecam lekturę „Słodziutkiego”, ogromna ilość faktów, historii związanych z cukrem, polityką, medycyną oraz przystępny język sprawiają, że ta książka niejednemu otworzy oczy, a przy tym jest fascynującym kompendium wiedzy, traktującym problematykę związaną z cukrem i jego szkodliwością kompleksowo. 

„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła 
data wydania: 15 lutego 2018 
ISBN: 9788326826108 
liczba stron: 360

poniedziałek, 28 maja 2018

„Psikus” Domenico Starnone

„Nawet kiedy zdaję sobie sprawę ze swojej małości, nie czuję, aby ucieleśniało ją to, co zrobiłem (rzeczy wartościowe, jak sądzę, a w każdym razie lepsze od tego, co robili inni), lecz lekkość, z jaką przypisywałem sobie umiejętność dokonania czegoś, czego jeszcze nie dokonano.” 
„Psikus” Domenico Starnone 


foto: Wydawnictwo W.A.B.


Domenico Starnone to włoski pisarz, dziennikarz i scenarzysta. Obecnie kojarzony jest przez szerokie grono polskich czytelników przede wszystkim za sprawą swej żony Anity Rai, która opublikowała, pod pseudonimem Elena Ferrante, tetralogię neapolitańską. Choć Starnone cieszy się we Włoszech sporą popularnością (w 2001 roku otrzymał najbardziej prestiżową nagrodę literacką Premio Strega za powieść Via Gemito), a jego książki często są filmowane, polscy wydawcy dopiero teraz, po sukcesie książek Anity Rai, sięgają po twórczość autora, a ta zdecydowanie jest warta uwagi. 

Bohaterem powieści „Psikus” jest siedemdziesięciopięcioletni Daniele Mallarico, słynny ilustrator, którego rysunki zdobiące bajki dla dzieci wygrywały liczne konkursy, a jego samego uczyniły rozpoznawalnym i chętnie zatrudnianym przez wydawców we Włoszech artystą. Daniele na prośbę swojej córki, która wraz z mężem wyjeżdża na kilka dni z Neapolu do Cagliari (podróż Betty i Saveria, poza wymiarem służbowym, ma również służyć naprawie małżeńskich relacji), ma zaopiekować się czteroletnim wnukiem – Mario. Chłopiec, jak na swój wiek, jest zaskakująco rezolutny, samodzielny i dojrzały. Jego doskonałe maniery, a także umiejętności oraz bogata wyobraźnia i szeroki zasób słownictwa budzą w dziadku podziw, ale również irytację. 

Domenico stara się pogodzić obowiązki zawodowe (zlecenie na zilustrowanie opowiadania Henry’ego Jamesa) i opiekę nad wnukiem. Niestety zaangażowanie mężczyzny w pracę prowadzi do licznych nieporozumień. Mario, jak każdy czterolatek jest żywiołowy, głośny i lubi płatać figle, a jego żarty są często wyjątkowo wyrafinowane. Spotkanie z wnukiem jest dla Domenica okazją do przeanalizowania dotychczasowego życia i jego stosunku do córki/rodziny. Mężczyzna cały czas szukał usprawiedliwienia dla swojego chorobliwego zaangażowania w pracę. Zaniedbywał żonę i dziecko, pozorował chęć uczestniczenia w ważnych dla Włochów sprawach, konfliktach, pragnął poświęcić się dla sztuki. Tymczasem, podczas kilkudniowego pobytu w Neapolu, Domenico uświadamia sobie, że tak naprawdę jego postępowaniem zawsze kierował strach przed trudami codzienności, a także obawa, że jednak jego talent nie jest aż tak unikatowy, jak sądzą inni. 

Bohater wpada w pewnego rodzaju pułapkę. Całe życie był przekonany o swojej wyjątkowości, o tym, że jest predysponowany do wielkich czynów, że osiągnie sukces. Jego marzenia częściowo się spełniły, ale sława, bogactwo i uznanie otoczenia zawsze wymagają poświęceń, dokonania wyboru. Domenico przedłożył sztukę, swoją twórczość nad życie rodzinne. Spotkanie z niezwykle uzdolnionym wnukiem zasiewa w nim wątpliwości odnośnie do jego własnych zdolności. Pobyt w Neapolu, w mieszkaniu, które niegdyś zajmował z rodziną wywołuje z kolei bolesne wspomnienia, mężczyznę zaczynają nawiedzać duchy przeszłości. 

„Psikus” to gorzka opowieść o chorobliwej ambicji, potrzebie zaistnienia za wszelką cenę, o tym, że kariera i sława wymagają poświęceń. Każdą podjętą decyzję należy ważyć i dogłębnie analizować, gdyż często to, co tracimy wraz z upragnionym sukcesem bywa o wiele istotniejsze, niż pięć minut uznania ze strony świata. Domenico nie potrafi porozumieć się z dorosłą córką, relacja z wnukiem też pozostawia wiele do życzenia. Po śmierci żony, gdy odnalazł jej pamiętnik, przekonał się, że jego nieposkromione ambicje przyczyniły się do tego, iż zaniedbywana kobieta oddawała się licznym romansom by po prostu poczuć, że żyje. Zlecenia w pewnym momencie przestają spływać do ilustratora, a i wymagania wydawców ulegają zmianom. Czy bohater będzie potrafił pogodzić się z końcem kariery i z perspektywy czasu właściwie ocenić podejmowane przez siebie decyzje? Bardzo ciekawa i ważna lektura. Serdecznie polecam. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B., Grupie Wydawniczej Foksal. 

„Psikus” Domenico Starnone 
tłumaczenie: Katarzyna Skórska 
tytuł oryginału: Scherzetto 
data wydania: 18 kwietnia 2018 
ISBN: 9788328053489 
liczba stron: 260

wtorek, 10 kwietnia 2018

„Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz


foto: Wydawnictwo Czarne


Cezary Łazarewicz to znakomity reporter, dziennikarz i publicysta. W zeszłym roku otrzymał Nagrodę Literacką Nike za książkę „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”. Jest ponadto autorem między innymi: zbioru reportaży „Tu mówi Polska”, „Sześć pięter luksusu” oraz książki „Elegancki morderca”. Opisy słynnych procesów, wystąpień sądowych wielkich sław adwokatury, kontrowersyjnych kazusów to praktycznie odrębny gatunek literacki. Zawiera w sobie książkę historyczną, lekcję prawa i reportaż, a nazwany został pitavalem (od nazwiska francuskiego adwokata F.G. de Pitavala). Pitavalem możemy śmiało określić zarówno reportaż Cezarego Łazarewicza opisujący sprawę „eleganckiego mordercy”, czyli Władysława Mazurkiewicza, jak i omawianą sprawę Gorgonowej, skazanej za mord na siedemnastoletniej Elżbiecie Zarembiance. 

W „Koronkowej robocie” Cezary Łazarewicz szczegółowo opisuje kulisy morderstwa Lusi Zarembianki, córki słynnego architekta Henryka Zaremby, którego dokonano w nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku, w Brzuchowicach. O tę straszliwą zbrodnię została oskarżona guwernantka dziewczynki, Rita Gorgon. Pikanterii sprawie dodawało to, że Rita nie tylko zajmowała się dziećmi architekta, z Henrykiem Zarembą łączyły ją także intymne relacje, których owocem była ich córka, Romusia. 

Reporter po kolei przedstawia wydarzenia owej feralnej nocy, poszukiwania sprawcy, przesłuchania podejrzanych, opinię patologa sądowego, a także relacjonuje przebieg obu procesów i wizji lokalnych. Cezary Łazarewicz opisuje też reakcje opinii publicznej na sprawę Gorgonowej. Ulica wydała wyrok na Ritę, jeszcze zanim ustalono skład sędziów i przysięgłych biorących udział w pierwszej rozprawie. Zdaniem żądnego krwi tłumu guwernantka zabiła dorastającą Lusię z premedytacją, gdyż ta chciała rozdzielić ojca i kobietę, uważając ich związek za niemoralny i toksyczny. 

Obrony Gorgonowej nie ułatwiała jej postawa. Mimo oskarżeń o zbrodnię Rita twardo i do końca utrzymywała, że jest niewinna, na pytania śledczych odpowiadała hardo i ze spokojem, każda jej wypowiedź była składna i przemyślana, a sama kobieta nie wzbudzała współczucia u obserwujących proces mieszkańców miasta i dziennikarzy. W obronę brały ją natomiast: Elga Kern, Stanisława Przybyszewska, a później Irena Krzywicka i oczywiście, urodzona w więzieniu, druga córka Gorgonowej i Zaremby – Ewa. 

Ja też, mimo całej koronkowej pracy Cezarego Łazarewicza, nie potrafię uwierzyć w winę Rity. Poszlaki być może wskazują na nią, ale trzeba sobie zadać pytanie, po co miałaby mordować Lusię? Była w kolejnej ciąży z Henrykiem Zarembą, rozstali się wprawdzie, ale ustalili, że Gorgonowa z Romusią pozostaną w Brzuchowicach, a architekt nadal będzie łożył na ich utrzymanie, reszta rodzeństwa i ojciec przeniosą się zaś do miasta. To prawda, że stosunki między Elżbietą a Ritą były napięte, ale nie wierzę, że kobieta, która tak stoicko potrafiła zachować się podczas całego procesu, racjonalnie odpowiadała na zarzuty i pytania, mogłaby w dzikim szale tępym narzędziem rozłupać czaszkę młodej dziewczyny, z którą codziennie siedziała przy jednym stole i którą wychowywała, a jeszcze dodatkowo zdeflorować zwłoki. Szkoda, że sąd nie przychylił się do prośby adwokata oskarżonej i nie zarządził badań psychiatrycznych, zarówno pozwanej, jak i Stasia, brata Elżbiety, którego zeznania w dużej mierze przyczyniły się do skazania Gorgonowej. 

Być może mój odbiór Rity jest trochę inny niż ówczesnych mieszkańców Lwowa, a to za sprawą kreacji Ewy Dałkowskiej, która tak rewelacyjnie odegrała rolę guwernantki w nakręconym w 1977 roku filmie „Sprawa Gorgonowej”, w reżyserii Janusza Majewskiego, że ciężko uwierzyć w winę oskarżonej. Film nie daje odpowiedzi na pytanie, kto zabił Lusię, za to wzbudza w widzu masę wątpliwości odnośnie do domniemanej winy Rity. W prasie, w której relacjonowano przebieg obydwu procesów, również pojawiały się kontrowersyjne tezy o możliwości dokonania zbrodni przez ogrodnika. Stanisława trudno by było podejrzewać o tak wyrafinowane morderstwo, być może, jako dorosły człowiek odrzuciłby uprzedzenia, które żywił do Gorgonowej i powiedział, co naprawdę widział w noc zabójstwa siostry. Nigdy się tego nie dowiemy, chłopak zginął w górach mając zaledwie dwadzieścia dwa lata. Zadziwiające jest dla mnie to, że Romusia, córka Rity, uważa matkę za winną morderstwa Elżbiety Zarembianki. Nie przekonuje mnie także opinia profesora Olbrychta i jego „dowody” przeprowadzone na kobiecych, anonimowych zwłokach będących do jego dyspozycji w laboratorium. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, kto zabił Elżbietę Zarembiankę, chciałabym mieć stuprocentową pewność, jak Cezary Łazarewicz, którego rozmówcy wielokrotnie mówią, że to nie mógł być nikt inny. Czy na pewno? 

Polecam lekturę trzymającego w napięciu pitavalu „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej”, a po przeczytaniu książki koniecznie obejrzyjcie znakomity film Janusza Majewskiego. 

„Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz 
data wydania: 14 marca 2018 
ISBN: 9788380496439 
liczba stron: 240