poniedziałek, 11 czerwca 2018

„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła

„Jemy o wiele więcej niż 20 lat temu. Nastoletni chłopcy średnio o 275 kalorii, dorośli mężczyźni – o 187 kalorii, a kobiety aż o 355 kalorii więcej. Na świecie żyje około 600 milionów osób otyłych – dwa razy więcej niż w latach 90. Pod opieką lekarzy jest 347 milionów chorych na cukrzycę, ale wiele osób nie wie, że choruje.” 
„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła 

„60 kilogramów. Nawet na tyle szacuje się obecnie średnie roczne spożycie cukrów na jednego mieszkańca globu. Na początku XX wieku wynosiło ono zaledwie 5 kilogramów.” 
„Puls Farmacji” nr 6(116) 21 czerwca 2017 


foto: Wydawnictwo Agora



Judyta Watoła i Dariusz Kortko są dziennikarzami Gazety Wyborczej, w 2014 roku otrzymali nagrodę Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. „Słodziutki. Biografia cukru” to nie pierwsza książka tego reporterskiego tandemu, wcześniej opublikowali wspólnie „Na szczycie stromej góry. Opowieści o transplantacjach”. 

„Słodziutki” to świetnie napisana i doskonale przygotowana opowieść o potędze i szkodliwości jednej z najczęściej spożywanych używek. Tym bardziej niebezpiecznej, bo silnie uzależniającej i przez lata bagatelizowanej, a w niektórych okresach historii wręcz hołubionej. 

Cukier, a w zasadzie glukoza jest nam potrzebna, to dzięki niej nasz mózg funkcjonuje prawidłowo, a za jej dostarczenie nagradza nas pobudzając ośrodek przyjemności. Istnieje jednak granica, przy której cukier nie przeniknie już do komórki (nasycona w pełni już go nie potrzebuje), a zacznie krążyć wraz z krwią po naszym organizmie. Powoli siać zniszczenie. Cukrzyca oraz związane z nią zespół stopy cukrzycowej, nefropatia, retinopatia, zespół metaboliczny, próchnica, nowotwory, zawały, udary, zaburzenia erekcji, ta lista schorzeń związanych z nadmierną konsumpcją cukru stale się wydłuża, a otyłych dorosłych i dzieci wciąż przybywa (wśród osób pełnoletnich w Polsce otyłość występuje u 64% mężczyzn i 49% kobiet). 

Lekarze, dietetycy, farmaceuci biją na alarm. Natomiast w umyśle niektórych starszych osób nadal pozostaje mocno zakorzenione hasło propagandowe wymyślone przez Melchiora Wańkowicza, słynne „cukier krzepi”. Dziadkowie nie wahają się zatem za plecami rodziców (a czasem na ich oczach) karmić swe wnuki czekoladą, cukierkami, batonikami, słodzonymi napojami oraz patrzeć z politowaniem na opiekunów, którzy „biednym” dzieciom odmawiają przyjemności i zabierają dzieciństwo. Nadal powszechne jest uwielbienie dla słodkich bobasów o mocno zaokrąglonych kształtach i rumianych, pulchnych policzkach. 

„Słodziutki” to podróż po krainie cukrem płynącej, historia odkrycia używki, ale również świadectwo manipulowania faktami obnażającymi jej szkodliwość. Autorzy przedstawiają Kubę, jako przykład niszczycielskiej potęgi cukru, analizują losy królowej Elżbiety I, uwielbiającej ponad wszelką miarę łakocie, a także podobnie uzależnionego od słodyczy Króla Słońce, Ludwika XIV. W książce znajdziemy ponadto historie wojen cukrowych i odkrycia nowych szlaków handlowych, opowieści o początkach uprawy trzciny cukrowej i niewolnictwie. Autorzy piszą również o narodzinach stomatologii, przedstawiają historię powstania porcelany. 

Niezwykle fascynujące są opisy pierwszych prób leczenia cukrzycy oraz przełom, jaki spowodowało odkrycie, a następnie wyizolowanie insuliny z cielęcej trzustki. O tym zresztą można by napisać kolejną książkę, niestety niezbyt pochlebną  dla samych odkrywców, którzy nieraz zapominali o swoich pacjentach pogrążeni we wzajemnych walkach o chwałę i splendor przypisywany temu wiekopomnemu osiągnięciu. 

Temat szkodliwości zbyt dużej podaży cukru w pożywieniu to nihil novi. Mniej więcej od lat 70. trwa dyskusja o jego wpływie na wymienione przeze mnie wyżej schorzenia. Tyle, że początkowo dane wskazujące zgubny wpływ cukru na organizm były gładko zamiatane pod dywan, głównym winowajcą odpowiedzialnym za wzrost zachorowalności na miażdżycę, cukrzycę, zawały serca etc. czyniąc tłuszcz. Cholesterol stał się zmorą tamtych czasów. Zaciemnienie było tak wielkie, że w „Żyjmy dłużej” prof. Kodejszko otwarcie potępiał smalec, masło, słoninę wskazując je jako czynniki miażdżycogenne i prowadzące do cukrzycy, autorzy miesięcznika radzili zaś rodzicom, aby dzieciom, szczególnie w okresie wzmożonej nauki (egzaminy) podawać więcej cukru, zmniejszając ilość chleba. 

Dodatkową wisienką na torcie jest ostatni rozdział książki, w którym czytelnik pozna etymologię słowa cukier, zdaniem prof. Miodka niezwykle międzynarodowego (rzeczywiście w wielu językach brzmi podobnie) oraz słodki, cukrzyca, a także ich związki z polską literaturą. 

Bardzo serdecznie polecam lekturę „Słodziutkiego”, ogromna ilość faktów, historii związanych z cukrem, polityką, medycyną oraz przystępny język sprawiają, że ta książka niejednemu otworzy oczy, a przy tym jest fascynującym kompendium wiedzy, traktującym problematykę związaną z cukrem i jego szkodliwością kompleksowo. 

„Słodziutki. Biografia cukru” Dariusz Kortko, Judyta Watoła 
data wydania: 15 lutego 2018 
ISBN: 9788326826108 
liczba stron: 360

poniedziałek, 28 maja 2018

„Psikus” Domenico Starnone

„Nawet kiedy zdaję sobie sprawę ze swojej małości, nie czuję, aby ucieleśniało ją to, co zrobiłem (rzeczy wartościowe, jak sądzę, a w każdym razie lepsze od tego, co robili inni), lecz lekkość, z jaką przypisywałem sobie umiejętność dokonania czegoś, czego jeszcze nie dokonano.” 
„Psikus” Domenico Starnone 


foto: Wydawnictwo W.A.B.


Domenico Starnone to włoski pisarz, dziennikarz i scenarzysta. Obecnie kojarzony jest przez szerokie grono polskich czytelników przede wszystkim za sprawą swej żony Anity Rai, która opublikowała, pod pseudonimem Elena Ferrante, tetralogię neapolitańską. Choć Starnone cieszy się we Włoszech sporą popularnością (w 2001 roku otrzymał najbardziej prestiżową nagrodę literacką Premio Strega za powieść Via Gemito), a jego książki często są filmowane, polscy wydawcy dopiero teraz, po sukcesie książek Anity Rai, sięgają po twórczość autora, a ta zdecydowanie jest warta uwagi. 

Bohaterem powieści „Psikus” jest siedemdziesięciopięcioletni Daniele Mallarico, słynny ilustrator, którego rysunki zdobiące bajki dla dzieci wygrywały liczne konkursy, a jego samego uczyniły rozpoznawalnym i chętnie zatrudnianym przez wydawców we Włoszech artystą. Daniele na prośbę swojej córki, która wraz z mężem wyjeżdża na kilka dni z Neapolu do Cagliari (podróż Betty i Saveria, poza wymiarem służbowym, ma również służyć naprawie małżeńskich relacji), ma zaopiekować się czteroletnim wnukiem – Mario. Chłopiec, jak na swój wiek, jest zaskakująco rezolutny, samodzielny i dojrzały. Jego doskonałe maniery, a także umiejętności oraz bogata wyobraźnia i szeroki zasób słownictwa budzą w dziadku podziw, ale również irytację. 

Domenico stara się pogodzić obowiązki zawodowe (zlecenie na zilustrowanie opowiadania Henry’ego Jamesa) i opiekę nad wnukiem. Niestety zaangażowanie mężczyzny w pracę prowadzi do licznych nieporozumień. Mario, jak każdy czterolatek jest żywiołowy, głośny i lubi płatać figle, a jego żarty są często wyjątkowo wyrafinowane. Spotkanie z wnukiem jest dla Domenica okazją do przeanalizowania dotychczasowego życia i jego stosunku do córki/rodziny. Mężczyzna cały czas szukał usprawiedliwienia dla swojego chorobliwego zaangażowania w pracę. Zaniedbywał żonę i dziecko, pozorował chęć uczestniczenia w ważnych dla Włochów sprawach, konfliktach, pragnął poświęcić się dla sztuki. Tymczasem, podczas kilkudniowego pobytu w Neapolu, Domenico uświadamia sobie, że tak naprawdę jego postępowaniem zawsze kierował strach przed trudami codzienności, a także obawa, że jednak jego talent nie jest aż tak unikatowy, jak sądzą inni. 

Bohater wpada w pewnego rodzaju pułapkę. Całe życie był przekonany o swojej wyjątkowości, o tym, że jest predysponowany do wielkich czynów, że osiągnie sukces. Jego marzenia częściowo się spełniły, ale sława, bogactwo i uznanie otoczenia zawsze wymagają poświęceń, dokonania wyboru. Domenico przedłożył sztukę, swoją twórczość nad życie rodzinne. Spotkanie z niezwykle uzdolnionym wnukiem zasiewa w nim wątpliwości odnośnie do jego własnych zdolności. Pobyt w Neapolu, w mieszkaniu, które niegdyś zajmował z rodziną wywołuje z kolei bolesne wspomnienia, mężczyznę zaczynają nawiedzać duchy przeszłości. 

„Psikus” to gorzka opowieść o chorobliwej ambicji, potrzebie zaistnienia za wszelką cenę, o tym, że kariera i sława wymagają poświęceń. Każdą podjętą decyzję należy ważyć i dogłębnie analizować, gdyż często to, co tracimy wraz z upragnionym sukcesem bywa o wiele istotniejsze, niż pięć minut uznania ze strony świata. Domenico nie potrafi porozumieć się z dorosłą córką, relacja z wnukiem też pozostawia wiele do życzenia. Po śmierci żony, gdy odnalazł jej pamiętnik, przekonał się, że jego nieposkromione ambicje przyczyniły się do tego, iż zaniedbywana kobieta oddawała się licznym romansom by po prostu poczuć, że żyje. Zlecenia w pewnym momencie przestają spływać do ilustratora, a i wymagania wydawców ulegają zmianom. Czy bohater będzie potrafił pogodzić się z końcem kariery i z perspektywy czasu właściwie ocenić podejmowane przez siebie decyzje? Bardzo ciekawa i ważna lektura. Serdecznie polecam. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B., Grupie Wydawniczej Foksal. 

„Psikus” Domenico Starnone 
tłumaczenie: Katarzyna Skórska 
tytuł oryginału: Scherzetto 
data wydania: 18 kwietnia 2018 
ISBN: 9788328053489 
liczba stron: 260

wtorek, 10 kwietnia 2018

„Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz


foto: Wydawnictwo Czarne


Cezary Łazarewicz to znakomity reporter, dziennikarz i publicysta. W zeszłym roku otrzymał Nagrodę Literacką Nike za książkę „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”. Jest ponadto autorem między innymi: zbioru reportaży „Tu mówi Polska”, „Sześć pięter luksusu” oraz książki „Elegancki morderca”. Opisy słynnych procesów, wystąpień sądowych wielkich sław adwokatury, kontrowersyjnych kazusów to praktycznie odrębny gatunek literacki. Zawiera w sobie książkę historyczną, lekcję prawa i reportaż, a nazwany został pitavalem (od nazwiska francuskiego adwokata F.G. de Pitavala). Pitavalem możemy śmiało określić zarówno reportaż Cezarego Łazarewicza opisujący sprawę „eleganckiego mordercy”, czyli Władysława Mazurkiewicza, jak i omawianą sprawę Gorgonowej, skazanej za mord na siedemnastoletniej Elżbiecie Zarembiance. 

W „Koronkowej robocie” Cezary Łazarewicz szczegółowo opisuje kulisy morderstwa Lusi Zarembianki, córki słynnego architekta Henryka Zaremby, którego dokonano w nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku, w Brzuchowicach. O tę straszliwą zbrodnię została oskarżona guwernantka dziewczynki, Rita Gorgon. Pikanterii sprawie dodawało to, że Rita nie tylko zajmowała się dziećmi architekta, z Henrykiem Zarembą łączyły ją także intymne relacje, których owocem była ich córka, Romusia. 

Reporter po kolei przedstawia wydarzenia owej feralnej nocy, poszukiwania sprawcy, przesłuchania podejrzanych, opinię patologa sądowego, a także relacjonuje przebieg obu procesów i wizji lokalnych. Cezary Łazarewicz opisuje też reakcje opinii publicznej na sprawę Gorgonowej. Ulica wydała wyrok na Ritę, jeszcze zanim ustalono skład sędziów i przysięgłych biorących udział w pierwszej rozprawie. Zdaniem żądnego krwi tłumu guwernantka zabiła dorastającą Lusię z premedytacją, gdyż ta chciała rozdzielić ojca i kobietę, uważając ich związek za niemoralny i toksyczny. 

Obrony Gorgonowej nie ułatwiała jej postawa. Mimo oskarżeń o zbrodnię Rita twardo i do końca utrzymywała, że jest niewinna, na pytania śledczych odpowiadała hardo i ze spokojem, każda jej wypowiedź była składna i przemyślana, a sama kobieta nie wzbudzała współczucia u obserwujących proces mieszkańców miasta i dziennikarzy. W obronę brały ją natomiast: Elga Kern, Stanisława Przybyszewska, a później Irena Krzywicka i oczywiście, urodzona w więzieniu, druga córka Gorgonowej i Zaremby – Ewa. 

Ja też, mimo całej koronkowej pracy Cezarego Łazarewicza, nie potrafię uwierzyć w winę Rity. Poszlaki być może wskazują na nią, ale trzeba sobie zadać pytanie, po co miałaby mordować Lusię? Była w kolejnej ciąży z Henrykiem Zarembą, rozstali się wprawdzie, ale ustalili, że Gorgonowa z Romusią pozostaną w Brzuchowicach, a architekt nadal będzie łożył na ich utrzymanie, reszta rodzeństwa i ojciec przeniosą się zaś do miasta. To prawda, że stosunki między Elżbietą a Ritą były napięte, ale nie wierzę, że kobieta, która tak stoicko potrafiła zachować się podczas całego procesu, racjonalnie odpowiadała na zarzuty i pytania, mogłaby w dzikim szale tępym narzędziem rozłupać czaszkę młodej dziewczyny, z którą codziennie siedziała przy jednym stole i którą wychowywała, a jeszcze dodatkowo zdeflorować zwłoki. Szkoda, że sąd nie przychylił się do prośby adwokata oskarżonej i nie zarządził badań psychiatrycznych, zarówno pozwanej, jak i Stasia, brata Elżbiety, którego zeznania w dużej mierze przyczyniły się do skazania Gorgonowej. 

Być może mój odbiór Rity jest trochę inny niż ówczesnych mieszkańców Lwowa, a to za sprawą kreacji Ewy Dałkowskiej, która tak rewelacyjnie odegrała rolę guwernantki w nakręconym w 1977 roku filmie „Sprawa Gorgonowej”, w reżyserii Janusza Majewskiego, że ciężko uwierzyć w winę oskarżonej. Film nie daje odpowiedzi na pytanie, kto zabił Lusię, za to wzbudza w widzu masę wątpliwości odnośnie do domniemanej winy Rity. W prasie, w której relacjonowano przebieg obydwu procesów, również pojawiały się kontrowersyjne tezy o możliwości dokonania zbrodni przez ogrodnika. Stanisława trudno by było podejrzewać o tak wyrafinowane morderstwo, być może, jako dorosły człowiek odrzuciłby uprzedzenia, które żywił do Gorgonowej i powiedział, co naprawdę widział w noc zabójstwa siostry. Nigdy się tego nie dowiemy, chłopak zginął w górach mając zaledwie dwadzieścia dwa lata. Zadziwiające jest dla mnie to, że Romusia, córka Rity, uważa matkę za winną morderstwa Elżbiety Zarembianki. Nie przekonuje mnie także opinia profesora Olbrychta i jego „dowody” przeprowadzone na kobiecych, anonimowych zwłokach będących do jego dyspozycji w laboratorium. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, kto zabił Elżbietę Zarembiankę, chciałabym mieć stuprocentową pewność, jak Cezary Łazarewicz, którego rozmówcy wielokrotnie mówią, że to nie mógł być nikt inny. Czy na pewno? 

Polecam lekturę trzymającego w napięciu pitavalu „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej”, a po przeczytaniu książki koniecznie obejrzyjcie znakomity film Janusza Majewskiego. 

„Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz 
data wydania: 14 marca 2018 
ISBN: 9788380496439 
liczba stron: 240

czwartek, 5 kwietnia 2018

„Bóg mi świadkiem” Makis Tsitas

foto: Książkowe Klimaty


Makis Tsitas jest mało znanym w Polsce, za to bardzo popularnym w Grecji dziennikarzem, pisarzem, autorem kilkunastu książek dla dzieci. Prowadzi portal diastixio.gr poświęcony literaturze, sztuce i kulturze. W 2014 roku, za powieść „Bóg mi świadkiem”, otrzymał Europejską Nagrodę Literacką. 

Chrisowalandis to bezrobotny, niezbyt lotny, zadłużony, w co najmniej kilku bankach, a przy tym raczej leniwy pięćdziesięciolatek z nadwagą, chorujący na cukrzycę. Zamieszkuje z rodzicami i dwiema siostrami, które nieustannie stara się kontrolować, oczywiście mając na uwadze ich dobro. Czytelnik poznaje go w momencie, gdy ten traci pracę i rozpoczyna, niezbyt intensywne, poszukiwania kolejnego zajęcia. Chrisowalandis w swoim monologu za wszystkie spadające na niego nieszczęścia obwinia głównie kobiety, czasem również imigrantów, których liczba jego zdaniem niebezpiecznie wzrosła w ciągu ostatnich lat. 

Początkowo zabawne utyskiwania Chrisowalandisa wkrótce zmieniają się w rwący potok irytujących kalumnii, które bohater wygłasza względem kobiet. Zdaniem mężczyzny niewiasty Bóg stworzył jedynie po to by zwodziły, uwodziły, bałamuciły i ograbiały mężczyzn ze zdobywanych w pocie czoła pieniędzy. Chrisowalandis upatruje niepowodzeń u płci pięknej nie w niedostatkach swego charakteru, a jedynie w braku funduszy, którymi mógłby kupić przychylność kobiet i ich towarzystwo. 

Postać głównego bohatera jest przez autora celowo przerysowana, składa się z wielokrotnie powielanych klisz, stereotypów na temat leniwych Greków, którzy zamiast wziąć się do roboty wolą, pogrążeni w samouwielbieniu, sączyć wino i narzekać na ciężki los oraz przyjezdnych, zabierających im zajęcie i oczarowujących „ich” kobiety. Chrisowalandis koncentruje się na obwinianiu o swoje nieszczęścia byłego szefa, partnerek, sióstr, rodziców, wyimaginowanych „obcych” zamiast zastanowić się, czy może niepowodzenia, jakie go spotykają nie są przypadkiem zasługą jego samego i negatywnego przekazu, który kieruje do otoczenia. Mężczyzny nie da się polubić, a Makis Tsitas wprowadza pewne pogrążające go dodatkowo, iście tragikomiczne elementy do osobowości bohatera, który chce być niezależny, jednocześnie pozostając na garnuszku rodziców, z jednej strony pragnie przeżyć romantyczną miłość, a nieustannie wszelkie napotkane kobiety traktuje jak prostytutki, bardzo często się modli, a jednocześnie złorzeczy, przeklina i przedstawia czytelnikom swoje erotyczne fantazje. Nawet wzmianki o trudnym dzieciństwie Chrisowalandisa nie są w stanie złagodzić negatywnego wizerunku bohatera i wzbudzić w czytelniku odrobiny empatii. 

W książce Makisa Tsitasa jest pewien nieodparty urok, coś, co przyciąga jak magnes. Może to uczucie ulgi, że nawet, kiedy sytuacja wydaje się beznadziejna, to wystarczy wspomnieć los Chrisowalandisa i uświadomić sobie, że gorzej już być nie może. Kiedy wydaje nam się, że oto przegraliśmy z kretesem, brak nam talentu, ktoś był lepszy, zawsze warto przypomnieć sobie pozbawionego samokrytycyzmu bohatera „Bóg mi świadkiem” i jego toporne wiersze. Przede wszystkim zaś warto wyciągnąć naukę z monologu bohatera, uświadomić sobie, że najczęściej to my sami, zupełnie niepotrzebnie, stwarzamy sobie problemy i po prostu zacząć żyć, lepiej lub gorzej, ale w zgodzie z własnym sumieniem. 

foto: archiwum własne


Powieść „Bóg mi świadkiem” Makisa Tsitasa otwiera Serię z winnicą wydawnictwa Książkowe Klimaty. Przyporządkowany jest jej różowy kolor wina. Czytając ją zastanawiałam się, jakie wina mogę polecić do tej wcale niełatwej lektury. Ostatecznie wybrałam dwa oblicza Zinfandela/Primitivo nierujnujące portfela. Pierwsze to Invino Zinfandel Rose z Pugli, mocno owocowe, z przyjemną słodyczą, która w finiszu daje nieco pieprznych/gorzkich nut. Aromaty wiśni i truskawek przeplatają się z kwiatem pomarańczy i przyprawami. Mimo słodkich akcentów to wino przyjemnie odświeża. Dodatkowo nie zapłacicie za nie więcej niż 20 zł. Drugie proponowane przeze mnie wino to White Zinfandel od kalifornijskiego producenta Sutter Home, półsłodkie, mocno owocowe, z aromatem wiśni, truskawek i słodkich pomarańczy, mało skomplikowane i przyjemne, tutaj nie doświadczymy nieco gorzkiego finiszu pierwszego wina, bez zaskoczeń, za to płasko i bezpiecznie, można zatem skoncentrować się na lekturze. Cena również was nie zaszokuje, nie przekracza bowiem 25 zł. 

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Książkowe Klimaty. 

„Bóg mi świadkiem” Makis Tsitas 
tłumaczenie: Michał Bzinkowski 
tytuł oryginału: Μάρτυς μου ο Θεός 
data wydania: 5 marca 2018 
ISBN: 9788364887468 
Liczba stron: 260

czwartek, 8 marca 2018

„Z nienawiści do kobiet” Justyna Kopińska

„Są ludzie nieuleczalnie okaleczeni, których chciwość i próżność skaziła tak głęboko, że nie ma żadnego sposobu, aby się zbliżyć do ich chorej duszy.” 
Sándor Márai 

foto: Świat Książki


Justyna Kopińska jest wielokrotnie nagradzaną dziennikarką, pracowała w „Gazecie Wyborczej”, pisała reportaże dla „Dużego Formatu”. Fascynuje ją przede wszystkim tematyka kryminalna. Sprawy karne i problemy społeczne przez władze często bagatelizowane, dzięki jej tekstom wracają na świecznik i znajdują rozwiązanie, a bohaterowie reportaży pomoc i opiekę. Kopińska nie tylko nie boi się trudnych tematów, ale wręcz ryzykuje wiele w trosce o to, by prawda ujrzała światło dzienne, zwłaszcza w odniesieniu do instytucji teoretycznie nietykalnych, takich jak Kościół, sądy czy wojsko. 

W najnowszej książce, która zdaniem Szymona Jadczaka (dziennikarza śledczego TVN), powinna nosić tytuł „Piekło kobiet” Justyna Kopińska podejmuje po raz kolejny bolesne i elektryzujące opinię publiczną tematy, takie jak pedofilia w Kościele, molestowanie kobiet w wojsku, wykluczenie społeczne osób chorych psychicznie, antysemityzm, homoseksualizm. W jednym z reportaży autorka zwraca uwagę na celowe, błędne kwalifikowanie czynów przestępczych (zamiast porwania, pomimo oczywistych dowodów, prokuratora wszczyna śledztwo w sprawie kradzieży samochodu, które następnie umarza), postępowanie to ma na celu poprawianie policyjnych statystyk. Niestety sprawcy przestępstw w ten sposób unikają odpowiedzialności i mogą dalej bezkarnie krzywdzić innych. Dokładnie jak w „Ile mamy trupów w szafach?”, gdzie drugiego morderstwa można było uniknąć, gdyby Roman i Tobiasz trafili za kratki po popełnieniu pierwszego, a prokuratura dbała bardziej o bezpieczeństwo obywateli, a nie statystyki. 

Zbiór reportaży „Z nienawiści do kobiet” Justyny Kopińskiej to także okazja by lepiej poznać samą autorkę. Na końcu książki został umieszczony wywiad z dziennikarką przeprowadzony przez Szymona Jadczaka. Mowa w nim o dylematach moralnych towarzyszących pracy reportera, metodach pracy nad tekstami, odwadze koniecznej do wykonywania takiego zawodu. Wielkie znaczenie dla autorki ma kontakt z czytelnikami i ich opinie, widać też szacunek, jakim dziennikarka darzy bohaterów swoich reportaży oraz odbiorców. Justyna Kopińska opowiada ponadto o swoich podróżach (mieszkała w Kenii, studiowała w Wielkiej Brytanii), fascynacjach literackich, filmowych i muzycznych, a także o pierwszej powieści, nad którą właśnie pracuje. Nieprzypadkowo jako cytat wstępny tego wpisu wybrałam słowa węgierskiego prozaika Sándora Máraia, jest to bowiem jeden z ulubionych pisarzy Justyny Kopińskiej. 

„Z nienawiści do kobiet” to kolejna, solidnie przygotowana porcja tekstów, obok których trudno przejść obojętnie. Serdecznie polecam uwadze. 

„Z nienawiści do kobiet” Justyna Kopińska 
data wydania: 8 marca 2018 
ISBN: 9788380318533 
liczba stron: 224

środa, 7 marca 2018

„Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga” Jürgen Thorwald

foto: Wydawnictwo Literackie


Jürgen Thorwald był niemieckim pisarzem, historykiem i dziennikarzem. Autor takich dzieł jak „Pacjenci”, „Kruchy dom duszy”, „Stulecie chirurgów”, „Triumf chirurgów, „Męska plaga” czy „Ginekolodzy” miał ogromny wkład w popularyzację wiedzy o historii medycyny. Jego książki, w sposób niezwykle przystępny wyjaśniają rozwój chirurgii, ginekologii, lecznictwa oraz opieki nad pacjentami osobom niezwiązanym zawodowo z lecznictwem. 

Zapewne wielu czytelników zdaje sobie sprawę, że początki nauki o zdrowiu człowieka datowane są na długo przed urodzeniem się Greka Hipokratesa, uważanego za ojca medycyny. Te same epidemie i choroby, które stanowią zagrożenie dla współczesnego człowieka, nękały mieszkańców Egiptu, Mezopotamii, Indii, Chin a także Meksyku i Peru. Tak samo jak dziś, tak i w dawnych czasach ulgę w dolegliwościach przynosili pacjentom lekarze. Choroba w powszechnym mniemaniu była zesłaną przez bogów lub demony karą za grzechy, których dopuścił się człowiek. Niezależnie od modlitw i zaklęć mieszkańcy dawnych krain szukali racjonalnych rozwiązań problemów medycznych stosując z dobrym skutkiem liczne zioła, narzędzia czy nawet zabiegi chirurgiczne. 

Tekst omawianego wydania oparto na wersji Ossolineum z 1990 roku. Niestety Wydawnictwo Literackie nie umieściło w swojej książce prawie żadnych ilustracji poza pierwszymi stronami poszczególnych rozdziałów (jest ich słownie: sześć). Zaburza to w znaczący sposób odbiór lektury, w wielu miejscach Thorwald podaje bowiem konkretne przykłady rzeźb i malowideł, które wskazują na rozpowszechnienie określonych chorób i zabiegów wśród omawianych populacji. Można oczywiście pokusić się o poszukiwanie ilustracji na własną rękę, ale wymaga to sporej ilości czasu (nie ma w tekście odnośników, które pozawalałyby na zlokalizowanie użytych przez Thorwalda materiałów). Pierwsze rozdziały „Dawnej medycyny”, dotyczące Egiptu i Mezopotamii, są zobrazowane dosyć szczegółowo, autor omawia Papirus Ebersa, Smitha, a także wspomina Bibliotekę Assurbanipala, ale przy ostatnich częściach książki, przedstawiających Peru i Meksyk, czytelnik może poczuć niedosyt. 

Niezaprzeczalnym atutem tej książki jest prosty, plastyczny język (choć tłumacze nie unikali pewnych niezręcznych archaizmów typu nagminne używanie słowa „przeciąg” w dawnym znaczeniu pewnego odcinka czasu). Zdumiewa fakt, że w Peru wykonywano z powodzeniem amputacje kończyn czy trepanacje czaszki, po których pacjenci żyli jeszcze długie lata. Dla mnie, jako farmaceuty interesujące były wzmianki o colla huayu, czyli wędrownych, peruwiańskich aptekarzach, którzy wozili ze sobą mineralne środki lecznicze i suszone zioła. 

W książce możemy niestety znaleźć jeszcze jedno niedopatrzenie redakcyjne, które wrażliwych czytelników może wprawić w osłupienie. Mam na myśli błędne datowanie. W tekście wielokrotnie pojawia się sformułowanie III w p.n.e. na określenie trzeciego tysiąclecia przed naszą erą (!). Mimo powyższych niedociągnięć warto sięgnąć po „Dawną medycynę”, znajduje się tu wiele ciekawostek, medycznych odkryć i choć część teorii przedstawionych przez Thorwalda (pierwsze wydanie książki miało miejsce w 1962 roku; odnoszę się tutaj między innymi do teorii dotyczącej kalendarzowej funkcji linii Nazca) porzucono, lektura i ogrom pracy, jaką włożył autor w przygotowanie tego kompendium mogą budzić zachwyt. Tym bardziej szkoda, że mało wnikliwa redakcja zmarnowała tak wielki potencjał omawianej lektury. 

„Dawna medycyna. Jej tajemnice i potęga. Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru” Jürgen Thorwald tłumaczenie: Albin Bandurski i Janina Szczaniecka 
tytuł oryginału: Macht und Geheimnis der frühen Ärzte. Ägypten, Babylonien, Indien, China, Mexiko, Peru 
data wydania: 31 sierpnia 2017 
ISBN: 9788308063842 
liczba stron: 304

poniedziałek, 5 marca 2018

„Witajcie, powracające widma” Kossi Efoui

„Pomiędzy Tak i Nie, pomiędzy Przeciw i Za pozostają ogromne podziemne przestrzenie, w których najbardziej zagrożeni z ludzi mogliby żyć w pokoju.” 
"Witajcie, powracające widma" Kossi Efoui 


foto: Wydawnictwo Karakter


Kossi Efoui to pochodzący z Togo filozof, dramaturg i prozaik. Z powodu represji politycznych został zmuszony do opuszczenia kraju i zamieszkał we Francji. Za książkę „Witajcie, powracające widma” otrzymał w 2009 roku nagrodę Prix des Cinq Continents. 

„Witajcie, powracające widma” to poetycka opowieść, w której sen miesza się z jawą, prawda z fikcją, a groteska z rozpaczą. Akcja książki rozgrywa się kilka lat po bratobójczym konflikcie, w nienazwanym afrykańskim kraju, do którego powracają z wygnania sprawcy masakry. Rozdzielone w wojennej zawierusze rodziny próbują odnaleźć się po latach rozłąki. O ludobójstwie nie pozwalają zapomnieć błąkające się wśród ocalałych duchy zmarłych. 

Kossi Efoui, choć nie odnosi się bezpośrednio do konkretnego państwa, tworzy mozaikę złożoną z licznych konfliktów dotykających przez lata afrykański kontynent. Przebudowa kraju, narzucona odgórnie jedynie słuszna ideologia pojednania, nakaz milczenia o zbrodniach wskazują niewątpliwie na Rwandę, jako jeden z krajów będących inspiracją dla autora. Ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem ze strony agresywnych dzieci: „Strzeżcie się dzieci!” odnosi się z kolei do Ugandy i Armii Bożego Oporu stworzonej przez niebezpiecznego, samozwańczego proroka – Josepha Kony’ego. Opowieść o prowincji Riviera I przypomina losy Etiopii pod panowaniem Hajle Syllasje. Jedyny kraj bezpośrednio wspomniany przez pisarza to Sudan. 

W „Witajcie, powracające widma” Efoui odnosi się do „pomocy” udzielanej afrykańskim krajom przez WIELKICH DOBROCZYŃCÓW. Wyraża się w ten sposób o koronowanych głowach, konsulach, politykach, szejkach, przybywających z Francji i Arabii, którzy pod płaszczykiem zainteresowania problemami Afryki spędzają czas na polowaniach i na grabieniu bogactw naturalnych odwiedzanych krajów, sugeruje również, że zaopatrują oni autochtonów w broń, którą ci zabijają się nawzajem (mowa o karabinach Famas). 

Jak odnaleźć się w świecie, w którym doszło do potwornych zbrodni? Jak zwalczyć w sobie potrzebę odwetu, żądzę zemsty? Czy lepiej zapomnieć o wszystkim i uwierzyć w iluzję pojednania? Czy w pokonaniu traumy może pomóc dystans, ironia i sarkastyczne poczucie humoru? Co z resztą świata, która spokojnie przyglądała się bratobójczej walce? Te wszystkie pytania stawia przed czytelnikiem Kossi Efoui w powieści „Witajcie, powracające widma”. Polecam. 

„Witajcie, powracające widma” Kossi Efoui 
tłumaczenie: Wawrzyniec Brzozowski 
tytuł oryginału: Solo d'un revenant 
data wydania: luty 2012 
ISBN: 9788362376117 
liczba stron: 204