środa, 12 kwietnia 2017

„Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome K. Jerome

„Stale odnoszę wrażenie, iż robię więcej niż powinienem. Nie znaczy to, że mam wstręt do pracy-proszę dobrze mnie zrozumieć. Lubię pracować, a nawet palę się do roboty. Praca tak mnie urzeka, że mogę całymi godzinami siedzieć i patrzeć na nią.” 
„Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome K. Jerome 


foto: Vesper



„Trzech panów w łódce nie licząc psa” autorstwa Jerome K. Jerome’a to klasyczna powieść humorystyczna, powstała w 1888 roku. Książka pierwotnie miała stanowić przewodnik zachwalający atrakcje turystyczne zlokalizowane wzdłuż brzegów Tamizy. Autor uzupełnił żartobliwe opisy historycznych miejsc anegdotkami dotyczącymi swojego życia i licznymi dygresjami. Bohaterowie (za wyjątkiem nieistniejącego psa) wzorowani są na autentycznych postaciach. 

Powieść Jerome K. Jerome’a była czwartą tegoroczną lekturą, którą postanowiłyśmy omówić w ramach Domowego Klubu Książki u Natalii, z Kroniki Kota Nakręcacza. Cieszyłyśmy się, że zgodnie ze złożoną sobie uprzednio obietnicą tym razem sięgniemy po klasykę. Jeszcze zanim rozpoczęłyśmy lekturę wielu znajomych komentowało, że dokonałyśmy świetnego wyboru, będziemy się dobrze przy niej bawić czy wręcz uśmiejemy się do łez. Niestety nic takiego nie nastąpiło. 

Powieść opowiada o wycieczce trzech, średnio rozgarniętych, a wręcz flegmatycznych i ciapowatych mężczyzn, łodzią po Tamizie oraz o przygotowaniach do tejże wyprawy. Znaleźć w niej można wiele ciekawych informacji na temat ówczesnych fascynacji i mód, tak dotyczących wycieczek rzecznych, jak i ubioru czy nonszalanckiego stosunku do pracy (podobno typowo wiktoriańskiego, vide cytat wstępny). O ile początkowe fragmenty, czyli wyznania hipochondryków i nierobów rzeczywiście mogą śmieszyć, to już naśmiewanie się ze zwłok topielicy może jedynie wywołać zażenowanie i niestrawność. Plusem jest natomiast opisywanie, często z przymrużeniem oka, miejsc historycznych. 

Panowie spotykają na swojej drodze wiele przeszkód, chociażby statki parowe, którym nieustannie i nie bez złośliwości blokują drogę. Sama wyprawa kończy się zaś porzuceniem łódki i powrotem do Londynu pociągiem (niestety deszcz nie jest sprzymierzeńcem amatorów rzecznej żeglugi). 

Nie czuję się w żaden sposób ubogacona tą lekturą (możecie to zrzucić na karb mojego braku poczucia humoru). Owszem, zaśmiałam się parę razy, ale to chyba jednak za mało, jak na powieść humorystyczną. Pewnie gdybym nie przeczytała „Trzech panów w łódce nie licząc psa” nie zaczęłabym używać sformułowania „wysztafirować się”. Zwróciłam również uwagę na nawiązanie do szkockiej piosenki folkowej The Campbells Are Coming, dlatego że niedawno czytałam wywiad z Jorge Luisem Borgesem, zamieszczony w „Sztuce powieści”. Lekturę książki pozostawiam do decyzji czytelnika. Z całą pewnością nie sięgnę po kolejną część, opowiadającą o rowerowej wycieczce. 

„Trzech panów w łódce nie licząc psa” Jerome K. Jerome 
tłumaczenie: Magdalena Gawlik-Małkowska 
tytuł oryginału: Three men in a boat, to say nothing of the dog 
data wydania: 2007 (data przybliżona) 
ISBN: 9788360159514 
liczba stron: 248

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz