wtorek, 1 września 2015

„13 pięter” Filip Springer

„Gdzież są twoje szklane domy?” 
„Przedwiośnie” Stefan Żeromski

foto: archiwum własne


„13 pięter” Filipa Springera to opowieść o nieistniejącym bloku, na którą składają się prawdziwe ludzkie dramaty związane z podstawową potrzebą każdego człowieka – chęcią posiadania własnego lokum. Nie przypuszczałam, że z tak mało atrakcyjnego tematu, jakim są zawirowania na rynku mieszkaniowym można wycisnąć wbijający w fotel reportaż. Nie mogłam odłożyć tej książki. Pod koniec byłam już tak wkurzona, że z trudem zasnęłam po lekturze. Historie opisane przez autora najłagodniej mówiąc bulwersują. Czyściciele kamienic i ich ohydne praktyki, drobne cwaniactwo deweloperów i te większe afery, jak chociażby upadek Ganta, beztroska banków jeśli chodzi o udzielanie kredytów w obcej walucie – to tylko uwertura, najgorsza jest ludzka świadomość, a raczej jej brak. A może to po prostu brak wyjścia, jakiegoś sensownego rozwiązania? Od dzieciństwa wszyscy wmawiają nam: dorosłość to odpowiedzialność. Kończysz studia albo nie i idziesz do pracy, potem mieszkanie lub dom, rodzina i kredyt, bo tak trzeba, każdego to czeka. Czy jest alternatywa? Ja nie bardzo ją widzę, szczególnie, gdy rodzina się powiększa. Ciężko mi wyobrazić sobie tułaczkę od jednego wynajętego mieszkania do drugiego z małymi dziećmi. Co na to rząd? No cóż, problemem jest kadencyjność, niechęć do podejmowania długoterminowych zobowiązań, rzekłabym krótkowzroczność. Choć planów rozwiązania trudnej sytuacji najuboższych było wiele, już za czasów dwudziestolecia międzywojennego, o czym mówi pierwsza część książki, zawirowania u władzy skutecznie utrudniały ich realizację. Ponadto tanie budownictwo okazywało się być oszczędne jedynie na papierze, w praktyce do mieszkań/ domów tworzonych teoretycznie dla robotników wprowadzali się Ci, którzy pieniądze mieli – urzędnicy, dyrektorzy, wszelkiej maści działacze i zarządzający, a nie potrzebujący pomocy bezdomni. Dziś sytuacja wcale nie wygląda różowo. Nowe mieszkania buduje się na potęgę, niedaleko mnie naliczyłam sześć nowych inwestycji, działają rządowe programy wsparcia dla młodych, ale to nie wystarcza. Poza paroma wyjątkami, wśród znajomych nie mam osoby, która mogłaby się poszczycić kupnem mieszkania za gotówkę. Niektórzy lokum dostali od rodziców, inni wynajmują, mimo trzydziestki na karku, pozostali są natomiast skazani na kredyt. To jest dramat. A jeszcze większy jeśli kiedyś uwierzyło się w zapewnienia wszelkiej maści doradców brzmiące mniej więcej tak jak słowa Ryszarda Petru, cytowanego w książce: „Złoty będzie się wzmacniał. Kredyty we frankach jeszcze długo pozostaną bezpieczne i opłacalne” (2008 rok). Problem braku wsparcia ze strony władz (nie ma możliwości najmu instytucjonalnego, bo państwo nie buduje mieszkań na wynajem), pazerności banków i deweloperów (choć nie zawsze i nie wszędzie) to tylko część obrazka. Czynnik ludzki jest nie mniej istotny. Niemal każdy żywi przekonanie, że tylko we własnym mieszkaniu/domu może osiągnąć szczęście i poczucie spełnienia, dlatego decyduje się na wieloletnie zobowiązanie kredytowe, często nie przewidując konsekwencji finansowych takiej sytuacji, o czytaniu umów ze zrozumieniem nawet nie wspomnę. Dodatkowo trzeźwy osąd zaburzają nieustające przekazy reklamowe, świadczące o tym, że dopiero jak weźmiesz kredyt staniesz się „kimś”, osiągniesz sukces. Plus koszmarne poczucie winy – nie masz gdzie mieszkać, nie stać Cię na kredyt, to wszystko dlatego, że za słabo się starasz. Jest to mocna, przygnębiająca książka, z której nie wynika, że sytuacja na rynku mieszkaniowym w najbliższych latach się poprawi. Springer wykłada kawę na ławę, ta prawda o naszej rzeczywistości smakuje niestety bardziej jak łyknięta na raz beczka dziegciu, niż powoli sączone espresso. Dla mnie wisienką na torcie jest wspomnienie jednego z moich ulubionych architektów – Le Corbusiera i jego pięciu zasad architektury nowoczesnej w pierwszej części reportażu. Nie byłabym też sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na kuriozum w postaci sformułowania „uszczypnąć się wzrokiem”. Lekturę gorąco polecam, tym bardziej nerwowym zalecam kubek melisy przed.
***
Poniżej kilka fotografii mojego autorstwa z Marsylii, dwa lata temu pojechałam tam, między innymi dla Unité d'Habitation (Jednostka mieszkaniowa), bloku zaprojektowanego przez Le Corbusiera. Na żywo robi rewelacyjne wrażenie, na dachu znajduje się basen, a na 50 piętrze hotel i restauracja Le Corbusier.

  




2 komentarze:

  1. "13 pięter" to taka pigułka społeczeństwa... Ja osobiście mam to szczęście, że mieszkam w domu, więc to ściskanie się w małym lokum było mi do rozpoczęcia studiów obce... Ale rzeczywiście, tułanie się od mieszkania do mieszkania to niestety plaga naszych czasów. Brak bezpieczeństwa i poczucia stałości... Okropieństwo.
    Tytuł zapisuję, mam nadzieję, że uda mi się po niego sięgnąć w najbliższym czasie.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Widziałaś na żywo Unite d'Habitation - zazdroszczę. Corbusier, miał różne pomysły mniej lub bardziej udane, ale trzeba mu przyznać, że gdyby nie jego zamysł maszyny do mieszkania, mimo iż w pewnym sensie utopijny - zdominował przecież miejskie mieszkalnictwo.

    A po Springera lecę niebawem do księgarni. Z melisą, czy bez - i tak przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń